Polonia Przemyśl, w „nowych szatach”, kompletem punktów przywitała się z sezonem 2026 - 2027 w IV lidze podkarpackiej. Minimalnej porażki z jednym z faworytów ligi Błękitnymi w Ropczycach doznały rezerwy Pogoni-Sokoła Lubaczów.
„Z niewolnika nie ma pracownika” – z takiego założenia wyszły władze przemyskiego klubu w okresie przygotowawczym i zdecydowały się na krok niespotykany i niezwykle ryzykowny. Wymienili niemal 90 procent (!) składu łącznie ze sztabem szkoleniowym. Pawła Załogę zastąpił były trener Resovii Rzeszów Paweł Młynarczyk, a do zespołu doszła niemal sama młodzież. Z zewnątrz. Opcja bazowania na rodzimych graczach, wychowankach klubu, przeszła do lamusa, bo miejscowi zawodnicy – zdaniem władz klubu – w Polonii grać nie chcieli. Woleli wojaże po malowniczych wioskach lub grę w niższych ligach. Czasu na przygotowania P. Młynarczyk w zasadzie nie miał, więc na inaugurację nie można było się spodziewać żadnych fajerwerków.
Los był i nie był łaskawy dla Przemyślan. W pierwszej kolejce zmierzyli swoje siły na własnym boisku z beniaminkiem IV ligi podkarpackiej Radomyślanką Radomyśl Wielki. Z jednej strony nie było to złe rozwiązanie, bo lepiej na dotarcie zmierzyć swoje siły z żółtodziobem, a nie z którymś z faworytów zmagań. Z drugiej strony jednak nowicjusze potrafią w pierwszych rozdaniach w nowej rzeczywistości napsuć sporo krwi, grając na entuzjazmie i chęci pokazania się.
Mecz nie rozpieścił kibiców. Wiele było chaosu, nieporozumień, złych decyzji. Niewiele ciekawych, składnych, urozmaiconych akcji i sytuacji pachnących bramką. Komplet punktów zgarnęli gospodarze. Zasłużenie, bo w przekroju całego spotkania byli zespołem nieco konkretniejszym. Czy lepszym? Być może fragmentami, ale zdecydowanie lepszym określeniem boiskowych wydarzeń jest słowo „równowaga”.
Poloniści swoje poczynania, wszystko co było dobre w tym meczu, oparli na tercecie: Emanuel Ogunnubi – Michał Łazor – Krystian Kazek. Ten pierwszy, rosły kanadyjski stoper, był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na murawie. Ten drugi początkowo był niewidoczny, ale kiedy przyszedł moment znakomicie spisywał się w destrukcji, napędzając akcje kolegów. Popularny „Kaziu” natomiast dzielił i rządził w drugiej linii, ale – oby na razie – miał zbyt mało opcji, aby spożytkować swoje pomysły.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze