W Wielką Sobotę rano w mieszkaniu Riedów zadzwonił telefon. – Jeden z księży zapytał, czy mamy maszynkę do strzyżenia – wspomina Magdalena Wolińska-Riedi. Jako żona gwardzisty szwajcarskiego, przez 16 lat mieszkała w Watykanie – najmniejszym państwie świata. Jak się żyje w tym nietypowym i hermetycznym świecie?
– Największym darem od losu, w perspektywie życia w Watykanie, była fakt istnienia w najbliższym sąsiedztwie aż trzech papieży. Każdy z nich inny, ale każdy z nich wielki, który odcisnął znamienne piętno na historii Kościoła i na samym Watykanie – mówi.
Od 2014 r. jest korespondentką Telewizji Polskiej w Watykanie i Rzymie, ale tak naprawdę obszar jej pracy to całe Włochy, a nawet inne kraje południowej i zachodniej Europy, m.in. Hiszpania, czy Francja. Współrealizowała filmy i seriale o świecie za Spiżową Bramą[paywall]. Jako jedna z nielicznych kobiet mieszkała tam przez 16 lat, jako żona gwardzisty szwajcarskiego. Obecnie mieszka poza Watykanem, ale zaledwie... 30 metrów. Jej dzieci nadal bawią się na dziedzińcu papieskiej gwardii razem z innymi dziećmi gwardzistów. Bo trzeba wiedzieć, że pośród 440 mieszkańców Watykanu jest spora gromadka dzieci. Codziennie dwa busy odwożą je i popołudniu przywożą ze szwajcarskiej szkoły na terenie Rzymu.
Polskiego papieża – jak mówi dziennikarka – cechowała wyjątkowa charyzma i chęć kontaktu z ludźmi. – Chciał z każdym zamienić słowo. Jak już się nie dało zamienić słowa, dać się dotknąć, pozwolić się zbliżyć, bo widział jak ludziom zależy. Mimo że był bardzo słaby fizycznie, pragnął tego kontaktu – opisywała.
Gdy w 2003 r. wprowadzała się do Watykanu, była przerażona. Momentalnie jednak wniknęła w ten hermetyczny świat. I szybko stała się osobą uprzywilejowaną. Kluczem jej relacji z Janem Pawłem II był język polski. To stawiało ją w wyjątkowej pozycji, bo dla większości otoczenia papieża – mimo że pontyfikat trwał już ćwierć wieku – j. polski był wciąż nie do sforsowania.
A Ojciec Święty bardzo cieszył się z tego, że obok mieszka Polka. Niejednokrotnie dochodziło do przypadkowych spotkań i rozmów w języku polskim. Bliski kontakt miała także z jego sekretarzami: ks. Stanisławem Dziwiszem i ks. Mieczysławem Mokrzyckim.
Ostatni raz widziała Jana Pawła II 3 tygodnie przed jego śmiercią – 13 marca 2005 r., gdy wrócił z kliniki Gemelli. Wręczyła mu tulipany, gdy wjechał na Dziedziniec Sykstusa V. Oprócz niej byli tam tylko dwaj papiescy sekretarze i kilku żandarmów.
W Wielką Sobotę rano w mieszkaniu Riedów zadzwonił telefon. – Jeden z księży zapytał, czy mamy maszynkę do strzyżenia, bo było już za późno, żeby wzywać fryzjera, a chciano, żeby papież wyglądał jak najlepiej w niedzielę wielkanocną. Mąż natychmiast zaniósł swoją maszynkę, tylko poprosił, aby pozostawić w środku włosy papieża – opowiada. Tak też zrobiono, a później te włosy posłużyły do zrobienia wielu relikwiarzy. A maszynka – od tego dnia już nieużywana – nadal znajduje się w szufladzie Riedów.
Szczególna relacja łączyła ją też z Benedyktem XVI, który jako kardynał udzielał jej ślubu, a już jako papież chrzcił jej dzieci. Z jej opowieści wyłania się zupełnie inny człowiek niż pozornie chłodny i powściągliwy papież. Wręcz przeciwnie – był ciepły i rozbrajająco skromny. W tłumie czuł się speszony, a nawet sparaliżowany, ale w kameralnym gronie, wśród swoich, był zupełnie innym człowiekiem.
M. Wolińska-Riedi wspomina, jak kiedyś weszła do bazyliki św. Piotra bocznymi drzwiami, gdy akurat rozpoczynała się msza św. Stała w nawie bocznej, ale przy samej barierce. Gdy Benedykt XVI ją zobaczył, od razu skierował się w tę stronę. Zamienili kilka słów, pobłogosławił ją i jej córkę, po czym ponownie ruszył do ołtarza.
Franciszek zmienił ten zwyczaj, ale jego poprzednicy zawsze udawali się na dłuższe, bądź krótsze wakacje do rezydencji w Castel Gandolfo. Jako żona gwardzisty, który pełnił w tym czasie służbę przy papieżu, pani Magdalena również tam przebywała. Jej mieszkanie było akurat bezpośrednio pod apartamentem Ojca Świętego. – Mieliśmy taras, on ze swojego tarasu wyglądał do nas. Często schodził podczas letnich wieczorów, a to na jakiś strudel, a to na jakieś inne specjały, które gwardziści przygotowywali. I praktycznie każdego dnia grał na pianinie z bratem na cztery ręce – wspomina.
– Dlatego bardzo przeżyłam ten moment, gdy te drzwi się zamknęły, kiedy zakończył się jego pontyfikat – przyznaje.
Nie bez znaczenia dla niego był fakt, że pani Magdalena jest Polką, bo do naszego kraju Benedykt XVI czuje wyjątkowy sentyment i sympatię. – Do tej pory zawsze żywo pyta o Polskę i zawsze go nasza ojczyzna interesuje – mówi.

fot.Paweł Bugira
Widok na bazylikę św. Piotra z Watykanu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tylko nie wiadomo co wcześniej nią było golone
A do mnie dzwonili po sznurowadła.
Tylko nie wiadomo co wcześniej nią było golone