Reklama

Prawo Mamonia

09/07/2016 20:00

Od dawna już wiadomo, że najbardziej lubimy piosenki, które już wcześniej słyszeliśmy czy filmy, które już widzieliśmy. Pomni tej zasady menadżerowie rozrywki – zwłaszcza we mediach radiowo-telewizyjnych – najchętniej serwują odbiorcom stare i sprawdzone propozycje programowe. Stąd ciągłe powtórki, sequele, niekończące się seriale i listy przebojów stulecia. Tak jest zresztą na całym świecie i nic na to poradzić nie można.

Ale jest taka telewizja, która stanowi ewenement na skalę światową i ową skłonność do przeszłości rozwinęła na skalę dotychczas niespotykaną. Jest to nasza rodzima telewizja publiczna (a już niedługo narodowa). To właśnie tutaj spotkać możemy coraz więcej żywych śladów przeszłości i obserwować programy, które święciły sukcesy w dawnych latach, a teraz powracają jak uparte zombie. Pisałem już nawet parę tygodni temu o tym na niniejszych łamach, żywiąc nadzieję, że nowi decydenci telewizyjni wkrótce zauważą śmieszność takich działań, jak ożywianie „Sondy” czy „Teleranka”. Dziś już wiemy, że programów tych nikt raczej nie ogląda i że nawet ów poranno-niedzielny, adresowany do dzieci „Teleranek” gromadzi przed ekranami widownię nikłą, w większości złożoną z widzów około czterdziestki, co spokojnie można nazwać totalną klęską[paywall].

Co ciekawe, remedium na ową zapaść ma być powrót do jeszcze bardziej klasycznych formatów polskiej telewizji, m.in. do „Wielkiej Gry” (która w naszych czasach będzie się nazywać „Większą Grą”). Informacja ta w pierwszej chwili mnie zaskoczyła, bo absurdalne wydało mi się tak maniakalne powtarzanie błędów. Potem jednak zacząłem się zastanawiać nieco głębiej nad problemem.

Reklama

Prostym wytłumaczeniem porażki owych rewitalizowanych programów wydaje się kwestia czasu. Żeby cieszyć się z powtórki, musimy pamiętać oryginał. Jeśli od zetknięcia się z oryginałem minął zbyt długi czas – wtedy powtórka nie działa. Tak więc „Sonda” jako program popularnonaukowy adresowany do młodzieży może dobrze się kojarzyć tylko tym, którzy w latach 70. – 80. oglądali go właśnie jako młodzi ludzie, zaś obecni nastolatkowie nie widzą w nim niczego specjalnego. Podobnie z „Telerankiem”: dreszcz emocji podczas jego emisji odczuje tylko ktoś, kto czterdzieści lat temu w niedzielne poranki z wypiekami na twarzy czekał na charakterystyczne pianie kolorowego koguta, zaś dla dzisiejszych dzieci jest on po prostu nudny. Tak samo będzie z „Wielką Grą”, „Wideoteką” czy „Studiem 2”, jeśli tylko ktoś zechce je ożywić.

Medialni decydenci powinni zatem uznać, że dzisiejszemu odbiorcy potrzeba czegoś nowego (tak podpowiada rozsądek). Ale nie mogą, bo podświadomie czują, że telewizja i radio z czasów ich młodości były najlepsze (choć ze względów politycznych raczej nie powinny im się podobać). Z rozpaczą zauważają też, że – wbrew słownym deklaracjom – czasy PRL-u ukształtowały ich estetycznie, społecznie i światopoglądowo. Że usilnie walczą z tym, co ich tak naprawdę pociąga. Dlatego dokonują gestu paradoksalnego: zrywając z przeszłością, jednocześnie pragną z całego serca, by do niej powrócić. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości