– Trudno powiedzieć o dziecku, które po aborcji urodziło się żywe i kwiliło przez kilka godzin, że jest zygotą – mówi prof. Bogdan Chazan. Znany lekarz opowiada o swoim zwolnieniu ze Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie, czarnych marszach, oskarżeniach na swój temat oraz o tym, dlaczego jest przeciwnikiem aborcji.
Praca w Przemyślu nie będzie dla Pana pierwszą na Podkarpaciu. Tutaj zaczynał Pan swoją karierę zawodową.
– Po studiach wraz z żoną pracowaliśmy w szpitalu w Jarosławiu. Tam odbywałem staż podyplomowy, tam wykonałem pierwszą w życiu operację wyrostka robaczkowego. Mieszkaliśmy w Radawie. Pracowałem też w ośrodku zdrowia w Wiązownicy. To nie trwało długo, bo niecały rok. Mam sentyment do tych okolic. Muszę powiedzieć, że Podkarpacie wypiękniało, prezentuje się chyba lepiej niż Mazowsze. Mieszkają tutaj dobrzy, otwarci ludzie. To zawsze była cecha tych okolic, gdzie tradycje są ciągle żywe, a relacje sąsiedzkie zachowane. Zwracają moją uwagę porządne domy, estetyczne obejścia, dobre drogi.
Co się zmieniło w Pańskim życiu przez ostatnie dwa lata?
– Nie po raz pierwszy odmówiłem aborcji, nie po raz pierwszy odbyłem taką rozmowę z rodzicami, którzy chcieli zabić swoje dziecko. Akurat pewna rozmowa sprzed ponad dwóch lat była brzemienna w skutki. Spowodowała[paywall] skargę pacjentki, śledztwa i dochodzenia prowadzone przez wiele instytucji i w końcu zwolnienie mnie z pracy.
Pan się odwołał od tej decyzji do sądu pracy.
– Młyny sprawiedliwości mielą powoli. Sprawa trwa dwa lata, ale chyba powoli zbliżamy się do końca. Przesłuchana jeszcze będzie pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, która podjęła decyzję nie tylko zdjęcia mnie ze stanowiska dyrektora, ale wyrzucenia ze szpitala.
W tej sprawie ma Pan pewne sukcesy.
– Prokuratura uznała, że swoim działaniem nie naraziłem na szwank zdrowia i życia matki ani tym bardziej dziecka. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej, dwukrotnie wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że postępowanie moje i innych lekarzy ze Szpitala Świętej Rodziny było zgodne z zasadami sztuki medycznej i że sprawę należy umorzyć. Jednak dwukrotnie rodzice dziecka odwoływali się do Naczelnego Sądu Lekarskiego. Miesiąc temu ponownie unieważniono orzeczenie rzecznika odpowiedzialności zawodowej i przekazano sprawę do ponownego – już trzeciego – rozpatrzenia.
Niedawno w internecie zostały opublikowane listy Pańskich byłych pacjentek. Mówiąc delikatnie, oskarżają Pana o brak humanitarnego podejścia.
– Nie chciałbym być sędzią we własnej sprawie, ale osoby, które mnie dobrze znają – może nawet lepiej niż ja sam siebie – twierdzą, że nie jest możliwe, żebym się tak zachował, jak brzmią te oskarżenia. Traktuję to jako paszkwil, jako bezsilną złość, może nawet nienawiść ze strony osób, które nie mają innych argumentów, a chcą w jakiś sposób mnie poniżyć, a może nawet zniszczyć. Podobnie było w ostatnich dniach, po moim wykładzie na sympozjum w Poznaniu. Niektóre media stwierdziły, że podawane przeze mnie dane nie były oparte na faktach, chociaż czerpałem je z rocznika demograficznego wydanego przez Główny Urząd Statystyczny. Mówiłem tam między innymi o tym, że ludzie mieszkający w Polsce południowej i wschodniej dłużej żyją, mają więcej dzieci, ale mniej pozamałżeńskich. Mniej tu przestępstw, młodzież lepiej zdaje egzaminy szkolne. Jednocześnie obywatele są bardziej przywiązani do tradycji. Tego postanowiono mi nie darować. Awantura medialna ciągle się toczy.
W ostatnim miesiącu w wielu miastach Polski odbyły się czarne marsze. Jak Pan je ocenia?
– Myślę, że działaczki feministyczne wykorzystały projekt zmiany prawa dotyczącego aborcji po to, aby rozpocząć akcję promocji swojego systemu myślenia. Nie chciałbym źle mówić o kobietach. Z racji swojej specjalności pomagam im i kontaktuję się z nimi w sprawach zdrowotnych od wielu lat. Z tego względu wiem dużo na temat kobiet, znam ich skłonność do poświęcenia, do opiekowania się innymi osobami, wiem, że wiele z nich ma dużo opiekuńczości, dobrego serca, współczucia, cierpliwości. Taki mam wizerunek kobiet – moich pacjentek. To są mocne osoby, które są zdolne do podjęcia wielu wyzwań, także i fizycznych, do poświęcenia się dla swojego dziecka i rodziny. Dlatego obraz kobiet, który się wyłania z czarnych marszów, jest jakąś karykaturą wizerunku kobiet. To nieprawda, że kobiety takie są. Organizatorki marszów same siebie utwierdzały w tym, że są „wściekłe”, same dodawały sobie animuszu różnymi obrazkami na granicy pornografii i hasłami, które nie były w dobrym stylu. Z tego wszystkiego promieniowała złość, agresja i niechęć do rozmowy. Myślę, że przyjdzie opamiętanie. Zresztą drugi marsz zgromadził mniej uczestniczek. Wydaje się, że marsz skupił również te kobiety, które źle zrozumiały treść proponowanego nowego prawa i zostały przez organizatorki marszów zmanipulowane. Sporo oskarżeń było nieprawdziwych, nieopartych na faktach.
Ta ustawa jest zbyt radykalna – takie głosy padały także z ust osób, które uznają się za przeciwników aborcji. Pan się zgadza z tym stwierdzeniem?
– Nie uważam tak. Jeśli ktoś wierzy w to, że dziecko nienarodzone, które jest w brzuchu swojej matki, jest człowiekiem, to nie ma okoliczności, które by usprawiedliwiały wydanie i wykonanie na nim wyroku śmierci.
Kwestia, o której Pan wspomniał, wywołuje ogromne emocje. Czy płód jest człowiekiem, czy tylko zlepkiem komórek?
– Mówi się, że to jest zygota. Ale trudno powiedzieć o tym dziecku, które po aborcji w Szpitalu Świętej Rodziny w Warszawie urodziło się żywe i kwiliło przez kilka godzin, że jest to zygota. To dziecko, które miało być zabite. Tak o dziecku mówi polskie prawo.
Przeciwnicy zaostrzenia przepisów twierdzą, że proponowane prawo byłoby nieludzkie, ponieważ nakazuje urodzić dziecko, które nie ma szans na przeżycie.
– W pierwszym trymestrze ciąży wykrywa się przede wszystkim wady genetyczne, jak zespół Downa czy Turnera. Wiele z tych dzieci jest zabijana, a mogą z powodzeniem żyć. Osoby z zespołem Downa dożywają do 50. roku życia. Jeśli chodzi o zespół Turnera, znam kobietę, która jest lekarzem, znam też panią z tym zespołem, która urodziła dziecko. Te choroby nie oznaczają bliskiej śmierci lub życia w cierpieniu.
Owszem, badania prowadzone w późniejszej fazie ciąży doprowadzają czasem do wykrycia bardzo rzadkich nieprawidłowości, jak na przykład brak kości pokrywy czaszki i części mózgu. To pewien mit, że kobieta, u której dziecka rozpoznano takie wady, marzy tylko o tym, żeby zabić to dziecko i pozbyć się kłopotu. Od swoich pacjentek się dowiedziałem, że wiele z nich chce ciążę donosić, pożegnać się z dzieckiem przed jego śmiercią, żeby w przyszłości mieć czyste sumienie.
Pan kiedyś również miał inny stosunek do aborcji. Co się stało, że się zmienił?
– To zachodziło stopniowo. Nie było olśnienia w jednym momencie.
Jest Pan przekonany, że obecna droga jest tą właściwą?
– Oczywiście, że tak.
Ale Pański przykład nie trafia do zwolenników aborcji.
– Mam nadzieję, że jednak trafia. Nic nie przemawia do ludzi, tak jak świadectwo. Mam nadzieję, a nawet jestem przekonany, że z tej historii, która zmieniła moje życie, wyniknie dobro.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jakoś księża nie chcą tego czegoś uznać za człowieka i pochować po katolicku.
Spadaj do Warszawy u nas nie ma miejsca dla swiętoszków poal się boże
Po wciekłym , ataku skasowano około 30 -tu wpisów , w tym i mój. Pisałem o tym ,że z piekła wypełzły diablice i inne stwory piekielne , stąd taki wciekły atak .
Czytając artykuł odnoszę takie wrażenie, że zmiana poglądów nastąpiła pod wpływem zmian ustrojowych i prawnych w Polsce.Dwa pytania Pana redaktora pod koniec artykułu wyjaśniają, że nie był Pan profesor taki "szlachetny" w całej swojej karierze zawodowej jak obecnie się Pan przedstawia:Pan kiedyś również miał inny stosunek do aborcji. Co się stało że się zmienił?– To zachodziło stopniowo. Nie było olśnienia w jednym momencie.Jest Pan przekonany, że obecna droga jest tą właściwą? – Oczywiście, że tak.Zmienił się pracodawca to i poglądy zostały "zmienione". Nie ma w sumie Pan profesor innej możliwości przy obecnej opcji politycznej. Nadal trzeba być na topie. To nic, że poglądy zmieniamy jak chorągiewka na wietrze. Żeby wróciły "stare dobre czasy" musiał by Pan wyjechać do Holandii.Do tej pory myślałam, że lekarz powinien rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną. A nie kierować się jak największym zarobkiem (kiedyś) lub przekonaniami (obecnie). Myliłam się. Po przeczytaniu artykułu odnoszę wrażenie, że profesor wpadł ze skrajności w skrajność.
W interniecie nic nie ginie przyjacielu :)Kopia komentarzy przed skasowaniem:https://archive.fo/nU3x5
Nic nie skasowano, po prostu są 2 artykuły nt. Chazana: https://www.zycie.pl/forum/post/4794,prof-chazan-przyjmuje-w-przemyslu
CH jak Chrystus nie no zwyczajnie czazan
Jakoś księża nie chcą tego czegoś uznać za człowieka i pochować po katolicku.
chyba nie wiesz co piszesz.
Spadaj do Warszawy u nas nie ma miejsca dla swiętoszków poal się boże