Dowody potwierdzające, że pan Ireneusz nie jestem ojcem sześcioletniego dzisiaj chłopca, były na tyle mocne, że jarosławska prokuratura rejonowa wystąpiła do sądu z wnioskiem o zaprzeczenie ojcostwa. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Jarosławiu 29 grudnia ub. r. Do teraz nie została rozstrzygnięta, choć wydawało by się, że decyzja powinna zapaść szybko.
Historia, z którą zmaga się mężczyzna jest kuriozalna i mogłaby służyć jako kanwa scenariusza do filmu wyciskającego łzy u co bardziej uczuciowych widzów. Ożenił się w 2004 r. Niedługo później urodziła się córka. Po kilku latach w związku zaczęło się psuć. W 2010 r. postanowili się rozwieść. Sprawę rozwodową zawiesili, bo[paywall] żona zaszła w ciążę. Urodził się chłopiec. Pan Ireneusz został w świetle prawa ojcem, choć miał podejrzenia, że dziecko nie jest jego. Problem pojawił się podczas starań o chrzest. Matka poszła do księdza i powiedziała, że chce, by podczas przyjęcia sakramentu towarzyszył jej ojciec dziecka, a nie mąż. – Proboszcz nie zgodził się na takie rozwiązanie. Znał nas. Dawał nam ślub. Wciąż byliśmy małżeństwem. Obecność kogoś innego, uważanego przez matkę za ojca, byłaby jakoby potwierdzeniem cudzołóstwa – opowiada pan Ireneusz. Niepewność co do ojcostwa przerodziła się w przekonanie, że dziecko nie jest jego. Kolejnym potwierdzeniem przypuszczeń była wizyta u lekarza. Pojechali razem z chłopcem do specjalisty. Ten potrzebował danych ojca i matki. Potrzebne były w celu ewentualnego ustalania zgodności genetycznej. Wtedy matka stwierdziła, że towarzyszący jej mąż ojcem dziecka nie jest. Podpisała takie oświadczenie na karcie leczenia. Potwierdziły to badania genetyczne przeprowadzone we Wrocławiu. „Zaprzeczenie ojcostwa jest 100-procentowe” – stwierdza protokół z lipca 2011 r., sporządzony przez pracownię testów DNA. Kłopot w tym, że próbki przekazał pan Ireneusz. Pracownia od razu informowała, że wyniki mają nikłą wartość dowodową dla sądu, ponieważ nie można stwierdzić, że próbki przekazane do porównań pochodzą od wskazanych osób oraz w badaniach nie uczestniczyła matka dziecka. Dołączył zebrane dowody. Sprawa rozwodowa ruszyła od nowa.– W sądzie się przyznała, że ojcem chłopca jest inny mężczyzna. Dla mnie była to ewidentna zdrada małżeńska – uważa pan Ireneusz. W trakcie postępowania mężczyzna ponownie opłacił wykonanie badań genetycznych. Tym razem już zgodnie z wymogami sądu. W wyznaczonym terminie matka się nie stawiła. Sąd orzekł rozwód. – Wina obopólna, a dziecko nie moje – zauważa. – Dzieci zostały przy matce. Miałem płacić 400 zł alimentów na córkę i 100 zł na syna. W uzasadnieniu sędzia stwierdziła: – Wiemy, że to nie pana dziecko, dlatego symboliczne 100 zł. Odwołałem się od wyroku. W drugiej instancji dołożyli mi jeszcze 100 zł na chłopca – dodaje. Przyznaje, że nie wiedział o tym, że do pół roku po urodzeniu dziecka mógł zaprzeczyć ojcostwo, więc tego nie zrobił. Z punktu widzenia prawa jest ojcem i stara się to odkręcić.
– Prokurator prowadzący sprawę dostrzegł przesłanki wskazujące, że żądania wnioskującego o zaprzeczenie ojcostwa mogą być prawdziwe i skierował wniosek do sądu – wyjaśniała na początku roku prokurator Marta Pętkowska, nadzorująca sprawę z ramienia przemyskiej Prokuratury Okręgowej. Zaznaczając przy okazji, że nie są to sprawy proste, a jednym z najważniejszych czynników jest dobro dziecka, którego ważnym elementem jest wiedza o swoim pochodzeniu. – Nie wszystkie takie sprawy są poparte konkretnymi dowodami, a prokurator, by wystąpić z wnioskiem do sądu, musi mieć pewność, a nie tylko przypuszczenia – dodawała. Choć wydawałoby się, że tego rodzaju sprawy zdarzają się rzadko, postępowań o zaprzeczanie ojcostwa jest sporo. W wielu przypadkach nie są poparte konkretnymi dowodami i na sądzie spoczywa ocena wiarygodności.
– Nie ma jednoznacznych przepisów określających postępowanie sądu w przypadku, gdy jeden z rodziców nie chce poddać dziecka zalecanym badaniom w celu ustalenia ojcostwa. W takich okolicznościach kierujemy się istniejącymi zapisami prawa oraz orzecznictwem i doktryną – wyjaśnia sędzia Małgorzata Reizer, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Przemyślu. Jednym z rozwiązań jest zgoda wydana przez sąd na pobranie krwi od dziecka, jednak w tym przypadku może się pojawić problem z wykonaniem. Rozwiązaniem może być zastosowanie zapisu art. 233 kodeksu postępowania cywilnego. Mówi on, że oceniając wartość i moc dowodów ocenia, jakie znaczenie nadać odmowie przedstawienia przez stronę dowodu lub przeszkodom stawianym przez nią w jego przeprowadzeniu wbrew postanowieniu sądu. Może więc uznać, że przeszkody stawiane przez matkę świadczą za tym, że biologicznym ojcem jest inny mężczyzna.
Pan Ireneusz ma nadzieję, że w końcu sąd jednoznacznie rozstrzygnie, kto jest ojcem chłopca i przynajmniej część straszliwie zawikłanych problemów rodzinnych się zakończy. Ma już dość kilkuletniej walki o normalne życie dla siebie i dorastającej córki.
Ze względu na dobro dzieci, które na sytuację, w jakiej przyszło im żyć, nie miały żadnego wpływu, a muszą znosić jej skutki, nie podajemy bliższych danych bohatera artykułu, choć on sam wyraził zgodę na ich publikację.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze