– Do dzisiaj pamiętam jak razem z ojcem biegaliście wieczorami po Lubaczowie – wspominają znajomi Kubiszynów. Najbardziej znanym reprezentantem rodziny jest obecnie Mateusz, który w miniony weekend zdobył 3. miejsce podczas zawodów Pucharu Świata w kickboxingu. Ale sport to pasja wszystkich jego braci i ojca, który za kilka miesięcy skończy 54 lata i ciągle jest aktywnym piłkarzem!
Dla wszystkich braci przygoda ze sportem zaczęła się od karate tradycyjnego. Pierwszy zaczął najstarszy Tobiasz, młodsi bracia chcieli iść jego śladem. Wkrótce wszyscy zaczęli też treningi piłki nożnej, która towarzyszy im do dzisiaj. – Pierwsze kroki w sporcie stawiałem w „zerówce”. Do piłki i karate doszła gimnastyka sportowa. Od dziecka byłem bardzo ruchliwy – opowiada Mateusz, który w tej dyscyplinie został nawet mistrzem Podkarpacia.
Starty na zawodach w kickboxingu zaczęły się wiosną 2013 r. od Pucharu Polski k-1 w Starachowicach. Zajął tam 3. miejsce. Na Mistrzostwach Polski w formule full contact zdobył złoto i pojechał reprezentować nasz kraj na zawody Pucharu Świata, trzykrotnie przywożąc najwyższe trofea. Sukcesów ma sporo, ale zaznał i goryczy porażki. W październiku ub.r. stracił tytuł mistrza Polski, przegrywając już w pierwszej walce. – Motywacja się zwiększyła, bo tak naprawdę przegrane uczą i jedna porażka może dać więcej niż dziesięć zwycięstw. Trenuję jeszcze mocniej – mówił po powrocie.
Treningi przyniosły efekt. W miniony weekend (7 – 8 marca br.) Mateusz startował w turnieju „International Irish Open 2015” w Dublinie, stanowiącym część rywalizacji o Pucharu Świata. Do Polski wrócił z brązem. A za miesiąc wybiera się do Poznania, aby odzyskać tytuł mistrza Polski. Mateusz nie ukrywa, że kickboxing to sport kontaktowy, więc urazy nie są niczym nadzwyczajnym. Stłuczenia czy wybicie palca do rzadkości nie należą. – Ale omijają mnie poważniejsze kontuzje. Jeden kolega miał pecha, bo dostał kopnięcie w żuchwę i miał złamaną szczękę. W tym sporcie trzeba się z tym liczyć – mówi.
Kickboxing nie jest sportem olimpijskim, więc zawodnicy nie dostają dużych pieniędzy z ministerstwa sportu. Stąd, na tym etapie kariery Mateusza, nie jest to sport dochodowy. Zawodnikowi udało się jednak pozyskać dwóch indywidualnych sponsorów: SKR Club i Game Over Cycles. Zawodowo, podobnie jak i pozostali bracia, Mateusz jest strażakiem. Każdy jednak służy w innej jednostce.
Grał w różnych lokalnych klubach, a najlepiej wspomina atmosferę drużynie Zdroju Horyniec-Zdrój, w którym występował w latach 80. i w swoim obecnym zespole Zjednoczeni Zabiała-Stare Sioło. Bo 53-letni dziś mężczyzna ciągle aktywnie gra. Nieraz zdarzało się, że grali przeciwko siebie. Tadeusz z Sebastianem w jednej drużynie, Mateusz z Tobiaszem w drugiej. I choć przy niedzielnym obiedzie obstawiali między sobą wyniki, o żadnych układach nie było mowy. – Wszyscy widzieli, że nie odpuszczamy, więc nie było takich podejrzeń – mówią. Nieraz zdarzały im się bratobójcze potyczki na boisku, ale jak zapewniają, nigdy nie zostali ukarani kartką za faul na kimś z rodziny.
– Dla mnie satysfakcją jest, że ciągle mogę grać z młodszymi od siebie i dorównywać im kroku – mówi pan Tadeusz. O wieszaniu korków na kołku nawet nie myśli. Uśmiechając się, ma nadzieję, że uda mu się kiedyś jeszcze zagrać z wnukiem. Na to jednak trzeba jeszcze poczekać.

Mateusz z trenerem Kadry Narodowej Full Contact Radosławem Laskowskim podczas Pucharu Świata „Bestfighter” w Lignano Sabbiadoro we Włoszech 2014 r.

Podczas meczu Piast Antoniki – Zjednoczeni Zabiała-Stare Sioło. W biało-zielonych strojach Mateusz i Tobiasz (Piast), w żółtych Tadeusz i Sebastian (Zjednoczeni).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
O.K.