– Ludzie w jednym momencie musieli opuścić domy, zostawić dorobek całego życia… Widziałem stojące na kuchni garnki, w których była niedogotowana zupa. Rozbebeszone szafy… Oglądałem albumy rodzinne, zdjęcia rozsypane na podłodze – opowiada Jacek Szwic, autor wystawy Rozstrzelane Szyrokino, którą oglądać możemy do końca września w gmachu głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.
Sfotografowałeś wojnę. Od tego, co widzimy na zdjęciach, nie dzielą nas wieki, nawet lata, jedynie miesiące i rzecz nie dzieje się na innym kontynencie, gdzieś daleko, nie możemy powiedzieć, że nas nie dotyczy. To praktycznie tu i teraz. Pojechałeś na Ukrainę w maju. Dlaczego konkretnie do Szyrokino?
– W każdej wojnie są miejsca, które przechodzą do historii. W niewypowiedzianej wojnie, która toczy się na wschodniej Ukrainie, jednym z takich miejsc jest Szyrokino, niewielka miejscowość nad morzem Azowskim, dwadzieścia kilometrów na wschód od Mariupola. Niedawno mieszkało tu prawie dwa tysiące ludzi. Dzisiaj wśród opuszczonych, zniszczonych domów włóczą się psy pozostawione przez mieszańców, którzy w jednej chwili musieli uciekać przed wojną. Jedynymi ludźmi, których tam spotykałem, byli ochotnicy z batalionu „Aratta”. W różnych mundurach, niektórzy w adidasach, ale wszyscy uzbrojeni. Przez Szyrokino przebiega pierwsza linia frontu. Od domów obsadzonych przez ochotników do stanowisk separatystów jest tylko osiemset metrów.Podkreślasz, że choć byłeś na wojnie, krwi nie widziałeś. Jednak obraz wojny, który utrwaliłeś w kadrze i bez krwi jest przerażający.
– Dookoła nie działo się nic, co przypominałoby efektowne i fotogeniczne ujęcia z filmów wojennych. Widziałem tylko ślady walki, która w każdej chwili mogła wybuchnąć na nowo. Z patrolem ostrożnie wchodziliśmy do opuszczonych domów. Miałem w rękach albumy rodzinne mieszkańców, którzy, uciekając, nie zdążyli niczego zabrać[paywall]. Widziałem ich mieszkania, ubrania w szafach i rozrzuconą pościel, na kuchni garnki z niedogotowanym obiadem. Byliśmy w szkole, gdzie toczyły się walki. W klasach posiekanych seriami i odłamkami na stołach leżały jeszcze dzienniki. Potem skradaliśmy się przez zrujnowane, spalone gospodarstwa. Wszędzie był brud i porozrzucane najróżniejsze przedmioty. W ogródkach utworzono stanowiska bojowe obłożone workami z piaskiem i zamaskowane od strony wroga.
Dwie doby byłeś na pierwszej linii frontu. Pytanie zasadnicze: nie bałeś się?
– Mniej ostrzałów, więcej min i niewypałów, które leżały wszędzie. To było największe niebezpieczeństwo. Nie mogłem swobodnie fotografować, jak to na co dzień czynię. Gdy kadr mi nie odpowiada, robię dwa kroki do tyłu. Tam nie było mowy, by nie oglądnąć się, nie sprawdzić, czy mogę zrobić te dwa kroki. Bardzo szybko nauczyłem się ostrożności. Już na drugi dzień poruszałem się swobodniej.
Podobno odminowanie, rozbrojenie tego terenu potrwa kilka lat. Sfotografowałeś wioskę widmo, z której uszło życie. Na długo, może na zawsze.
– Mieszkańców Szyrokino wojna dopadła nagle, o niczym nie decydowali. Nie mieli innego wyboru, musieli uciekać. Moja opowieść fotograficzna jest o miasteczku, dużej wiosce, która już nie istnieje i na pewno nieprędko będzie istnieć. Nie jest to opowieść o walce, której nie widziałem, ale o wojnie, o tym, czym ona jest. O tragedii ludzi, których dotknęła. O rozstrzelanym Szyrokino.
Czego nie dało się uchwycić w obiektywie, co jest niedopowiedziane. Jest coś takiego?
– Dookoła panowała cisza, czasem tylko zaskrzypiała poruszona wiatrem blaszana brama. Bardzo rzadko z daleka dobiegał odgłos pojedynczego wystrzału, przypominający o istnieniu snajperów. Wszystko sprawiało upiorne wrażenie.
Rozmawiała Aleksandra Białoń

Jacek SzwicArtysta fotografik, dziennikarz, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Brał udział w ponad stu wystawach zbiorowych, miał 34 wystawy indywidualne w kraju i za granicą (Francja, Grecja, Irlandia, Słowacja, Ukraina). Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Andy Warhola w Medzilaborcach, w Muzeum Fotografii w Arles, w Galerii „Światło i cień” we Lwowie, w Galerii Domu Polskiego w Dublinie oraz w galeriach krajowych i zbiorach prywatnych. Zorganizował wiele plenerów i akcji artystycznych, między innymi dwie edycje Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Przemyślu (1998, 1999). Założył i prowadzi międzynarodową grupę twórczą Black & White. Przez dziesięć lat prowadził White Photo Gallery w Klubie Niedźwiadek w Przemyślu, był kuratorem Galerii Fotografii „Mała sień” w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Był autorem i kuratorem międzynarodowego projektu „The Limits of the document” realizowanego przez Galerię Sztuki Współczesnej w Przemyślu. W ramach „Roma Decade” zrealizował autorski projekt Community Children In Medzilaborce, finansowany przez Fundation Open Society Instytute (OSI-ZUG). W 2014 roku, w ramach stypendium twórczego prezydenta miasta Przemyśla zrealizował autorski projekt „Pracownie przemyskich artystów". |
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze