To było jedno z większych wydarzeń kulturalnych w nadsańskim mieście w tym roku. Program czterodniowego (14 – 17 sierpnia br.) międzynarodowego Festiwalu Literackiego „Miasto z rzeką”, którego głównym organizatorem był przemyski oddział Związku Ukraińców w Polsce, był tak obfity, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Już sama nazwa imprezy pokazuje, co było jej motywem przewodnim. To San. Rzeka przepływająca przez Przemyśl, która wielokrotnie dzieliła, która była granicą. Tak jak chociażby od 28 września 1939 r. do 22 czerwca 1941 r. była granicą niemiecko-sowiecką (od jej źródeł aż w okolice Jarosławia), tak jak choćby po II wojnie światowej, kiedy była granicą polsko-sowiecką na mocy umowy zawartej 16 sierpnia 1945 r. w Moskwie. Umowa ta weszła w życie 29 stycznia 1946 r.
Rzeka, która jest ważna tak dla Polaków, m.in. przemyślan, jak i Ukraińców. Jej źródła przecież znajdują się na terenie tego niepodległego państwa, przepływając później przez południowo-wschodnią Polskę. Uchodzi do Wisły na północny wschód od Sandomierza. W dolinie Sanu leży miejscowość Ulucz, która znana jest ze wspaniałej cerkwi. Na przycerkiewnym cmentarzu można znaleźć tablicę poświęconą Mychajło Werbyckiemu – autorowi muzyki do współczesnego hymnu Ukrainy. M. Werbyckyj miał się urodzić właśnie w Uluczu (lub Jaworniku Ruskim), jego grób znajduje się natomiast w Młynach. Zresztą, motyw najdłuższej bieszczadzkiej rzeki pojawia się w tekście hymnu – „Szcze ne wmerła Ukrajina, ni sława, ni wola” – napisanym w 1862 r. przez poetę i etnografa Pawło Czubynskiego.
Ale to nie historia przyświecała organizatorom tej imprezy. Przez cztery dni wiele się działo.
– Przemyśl jest miastem z wielkim przywilejem, jakim jest rzeka San. Chcieliśmy pokazać, że właśnie nad jego brzegami jest przestrzeń, którą warto wykorzystywać. Że można fajnie i ciekawie nad nią spędzać wolny czas
– powiedział prezes przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce Ihor Horkiw.
– To prawda, San przez laty dzielił miasto, ale my się na tym nie koncentrujemy. Jak już wspomniałem, rzeka przepływająca przez każde miasto jest dla niego wielkim darem. I elementem turystycznym. Kiedy ustawiliśmy scenę nad Sanem, bardzo dużo ludzi, spacerując promenadą, korzystało z niej, odpoczywało. To też ciekawe doświadczenie. Z pomysłem organizacji tej imprezy nosiliśmy się już od dłuższego czasu, ale dopiero pod koniec zeszłego roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło program grantowy, do którego się zgłosiliśmy z projektem pod nazwą „Miasto, rzeka, dom – Przestrzenie literatury w Przemyślu”. Zyskał akceptację i otrzymaliśmy dofinansowanie. To wydarzenie ukierunkowane przede wszystkim na podtrzymanie dialogu polsko-ukraińskiego. Literatura jest taką przestrzenią
Reklama
– dodał.
Jak już wspomnieliśmy, program imprezy był tak „napakowany” wydarzeniami, że wymienienie wszystkich mija się z celem. Każdy, kto na nią zawitał, mógł znaleźć coś dla siebie. Myślą przewodnią dziewiczej edycji festiwalu są słowa-klucze: krawędź, styk, przejście. To – jak podkreślili organizatorzy – różne spojrzenia na temat granicy, która jest ważnym elementem tożsamości Przemyśla. Podczas festiwalu szukano odpowiedzi na pytanie: co granica o nas mówi i co właśnie znaczy? Rozmowy z autorkami i autorami skoncentrowały się wokół otaczających nas kryzysów, trudnych miejsc styku oraz prób wyobrażania sobie jutra. Wśród zaproszonych gości aż się roiło od znanych osobistości, by wymienić choćby: Andrzeja Stasiuka, Ingę Iwasiów, Pawła Reszkę, Małgorzatę Lebdę, Andrzeja Marka Grabowskiego, Witolda Szabłowskiego, Lothara Quinkenseina, Ołenę Szeremet, Andrija Lubkę, Katarzynę Ryrych, Tamarę Horicha-Zernię, Justynę Bednarek, Grzegorza Kasdepke.
A że nie samą literaturą żyje człowiek, organizatorzy zadbali także o coś dla ciała. To choćby czytanie performatywne, poranna joga nad Sanem, kawa z pisarkami, wycieczka rowerowa wokół Przemyśla, spacery miejskie z opowieściami, strefa dla dzieci i rodzin czy czytelnia festiwalowa.
– To duże wyzwanie. Różnorodność, wielość autorów i tematów. Długo pracowaliśmy, aby wszystko się udało. Z przygotowaniami ruszyliśmy na przełomie kwietnia i maja. Musimy się uczyć działać i pokazywać, że robimy rzeczy dobre, mimo wielu przeciwności. Ale także po to, aby pokazać, że można. Że się wydarza. Mamy już zaplanowaną drugą edycję festiwalu, na którą już zapraszamy
Reklama
– powiedziała Katarzyna Komar-Macyńska, dyrektor festiwalu.
Do organizacji imprezy włączyło się bardzo wielu wolontariuszy. Jedną z nich była przemyska radna Lila Kalinowska.
– Cieszę się, że udało się doprowadzić do szczęśliwego finału tę imprezę. Że się odbyła. Nad Sanem, na Rynku dla dzieci, w Miejsce Kawa i Zabawa, z rowerami i z jogą nad Sanem. Było o literaturze, o świecie i o tym, co go dzisiaj zjada, o wojnie z bliska i daleka, ale też o nas. Wspaniała scena nad Sanem powstała dzięki kooperacji z ekipą z Grajdół Festiwal. Miejsce czyścił, kosił i ogarniał Krystian Rachwał, sprzątał, ganiał i podkaszał Nikodem Kaniecki
Reklama
– wyliczyła.
Podkreśliła, że festiwal ten stworzyły przemyślanki i przemyślanie z wyboru, a także sojusznicy z całej Polski i Ukrainy – z potrzeby rozmowy, z pragnienia rozwoju, z odwagą i autentycznością.
– Chcieliśmy zrobić coś ambitnego, bo Przemyśl jest tego wart. To festiwal polsko-ukraiński i nie ma instytucji bardziej odpowiedniej, aby go zorganizować, niż Dom Ukraiński w Przemyślu. To ludzie, którzy mieszkają i żyją w Polsce, czują Polskę, a drugiej strony rozumieją i czują ludzi, przebywających teraz w Ukrainie, kiedy trwa wojna i tych, którzy przed nią uciekli
Reklama
– podsumowała.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze