Na temat Sanu nie potrafię rozmawiać spokojnie. Na punkcie naszej rodzimej rzeki mam lekkiego fioła. Na takie podejście składa się wiele wspaniałych wspomnień z dzieciństwa, wczesnej młodości i tak dalej. Jednym z pierwszych tekstów napisanych do Życia Podkarpackiego (wówczas Życia Przemyskiego) był właśnie tekst o planowanej inwestycji podłączenia Rzeszowa do Sanu na wysokości Dynowa.
Powstał artykuł zaangażowany, z pazurem, pełen emocji. Nie wiem, czy dobry, ale mocno proekologiczny na pewno. Dlatego wykłócałem się na kilku ostatnich odprawach redakcyjnych z młodszymi kolegami, którzy próbowali rozwiać moje obawy dotyczące niekontrolowanego wycieku czegoś, co spowodowało śnięcie ryb na wysokości Wyszatyc pod Przemyślem. Po krótkich acz burzliwych deliberacjach powstała informacja o zawartości czegoś chemicznego, co obecnie sprawdzają służby sanitarne. Przez kilkanaście godzin Jarosław profilaktycznie korzystał z zapasów wody. Według oficjalnych danych nie mamy się czego obawiać. Wszystko jest OK. – Woda była i jest bezpieczna – zapewnia Adam Sidor, dyrektor miejscowej Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. I tego się trzymajmy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze