O zwieńczeniu ośmioletniego procesu, o tym, co zadecydowało o awansie do I ligi oraz o tym, że jeśli siatkarki San Pajda Voleyball Team zwietrzą szansę, to zaatakują ekstraklasę, rozmawiamy z Piotrem Pajdą, prezesem, sponsorem i trenerem w jednej osobie.
Tegoroczny awans to swego rodzaju zwieńczenie ośmioletniego procesu budowania siatkarskiego ośrodka w Jarosławiu. Czy przed sezonem wiedzieliście, czuliście, że to jest ten moment, ten rok, w którym trzeba wykonać krok naprzód?
– Tak, to był ten rok. Ze względu na wcześniejsze wyniki czuliśmy się upoważnieni do planowania awansu, dlatego że dojrzeliśmy do tego sportowo, organizacyjnie, finansowo. Na konieczność awansu do pierwszej ligi istotny wpływ miał stały odpływ zawodniczek z naszego klubu. Druga liga nie jest wystarczająco atrakcyjna dla ciekawych zawodniczek. Żeby zahamować ten odpływ, po prostu musieliśmy zrealizować plan awansu do pierwszej ligi. W ubiegłym roku, pomimo ambicji, zapowiedzi dziewcząt „tak chcemy, musimy”, tylko jednym przegranym meczu w sezonie zasadniczym i przekonywaniu wszystkich dookoła, że jesteśmy zespołem, który powinien awansować do I ligi, okazało się jednak, że nie byliśmy jeszcze wtedy na to gotowi. Pomimo rzetelnej gry nie ugraliśmy tego awansu[paywall].
Siatkówka to, chyba jak żaden inny sport zespołowy, dyscyplina, gdzie na sukces pracuje cała kadra. Czy jednak w pańskim zespole któreś zawodniczki zasługują na wyróżnienie za ubiegły sezon?
– Mając do dyspozycji dwie wartości: wirtuoz i rzetelny wykonawca, zawsze postawię na tego drugiego. Wirtuozi są potrzebni, by wkomponowywać ich w solidne podstawy i tak właśnie skonstruowany mamy zespół. Podkreślę to, stawiamy na zespołowość, ale mamy też indywidualności. Mamy najlepszą środkową rozgrywek II ligi Katarzynę Saj, mamy wyróżniającą się rozgrywającą Karinę Chmielewską, która ostatnio została najlepszą rozgrywającą Akademickich Mistrzostw Polski, tytuł MVP rozgrywek II ligi uzyskała Aleksandra Dudek. Jeżeli dołożymy najlepszą libero rozgrywek drugoligowych Magdalenę Sad, to daje nam już niemal cała szóstkę.

Czy drużyna jest gotowa na nowe wyzwania. Beniaminkom, którzy w niższej klasie rozgrywkowej szły od zwycięstwa do zwycięstwa, czasem trudno się pogodzić z porażkami z zespołem wyżej notowanym. Jak będzie z wami?
– Najpierw trzeba się nauczyć wygrywać, mieć nawyk wygrywania. Myśmy ten nawyk budowali przez ostatnie dwa lata. Teraz nasza praca z zespołem polega na tym, żeby zachować odpowiednie realia i proporcje, uprzedzić dziewczyny, że spotkamy się z innym poziomem sportowym. Na Akademickich Mistrzostwach Polski do finału nie straciliśmy seta, grając z zespołami, które na co dzień rywalizują w pierwszej lidze. Jest to dla nas informacja o zbliżonym poziomie sportowym do tych właśnie zespołów. Mamy przekonanie co do własnej wartości, jednak rozgrywki pierwszoligowe to trochę inna rzeczywistość. Jak będą się toczyły nasze pojedynki w I lidze, tego nie wiem, musimy się koncentrować na jak najlepszej grze. Jeśli wyjdzie z tego środek tabeli, to super. Jeśli pojawi się jakakolwiek szansa bicia się o wyższe miejsce, to będziemy się starali ją wykorzystać. Sądzę, że zespół mentalnie jest przygotowany na fakt, że poprzeczka będzie wyżej powieszona, że będziemy mieć trudniejszych przeciwników i w niejednym meczu przyjdzie przełknąć gorycz porażki.
Natomiast celem na najbliższy sezon, dwa jest...
– Zakotwiczenie w I lidze, ustabilizowanie, no i czyhanie na szansę. Proszę spojrzeć na zakończony niedawno sezon. Potentaci, którzy mieli się bić o najwyższą ligę rozgrywkową, nie znaleźli się nawet w czwórce. W tym sezonie o awans do Ligi Siatkówki Kobiet walczyła za to Wisła Warszawa, która do playoff awansowała z siódmego miejsca. A to oznacza, że wszystko może się zdarzyć.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze