87-letnia pani Emilia została znaleziona w komórce z drewnem. – Poszła po opał, przewróciła się i nie dała rady wstać. Musiała tam leżeć całą noc. Gdy ją znaleźliśmy, mówiła, żeby jej nie ruszać, bo tu jej ciepło – opowiadają sąsiedzi, którzy ją odszukali.
Po śmierci męża, pani Emilia, nazywana wśród znajomych Milą, żyła samotnie. Zajmowała murowany, ale leciwy dom, w którym remont byłby co najmniej wskazany. Ogrzewała go drewnem w piecu kaflowym. Nie miała centralnego ogrzewania.
Do towarzystwa miała jedynie kota. – Rzadko spotykała się z ludźmi. Czasami do nas przychodziła – opowiada Stanisława Porczak.
– Z panią w kiosku byliśmy umówieni, że jeśli pani Mili nie będzie dwa dni, to daje znać do mnie albo[paywall] do Doroty i Józka Potocznego. Wiedziała, że ja jestem chora, więc poszła do Doroty. Ona wzięła coś do jedzenia i poszła do Mili – przytacza wydarzenia z 28 grudnia pani Stanisława.
Pani Dorota nikogo jednak w domu nie znalazła. Poszła po męża. Ten zabrał ze sobą Antoniego Porczaka i razem udali się do pani Mili. Na podwórzu świeży śnieg przysypał jakiekolwiek ślady. Mężczyźni zaczęli poszukiwania od domu. Sprawdzili wszystkie pomieszczenia, strych i piwnicę. Nikogo nie było. – Wtedy mówię, zobaczmy w stodole. Józek poszedł do środka, a ja miałem zobaczyć, czy nie ma jej gdzieś z tyłu. Nie zdążyłem jeszcze obejść budynku, a Józek krzyczy: pani Milu! – relacjonuje pan Antoni.
Kobieta znajdowała się w dawnej oborze, która teraz służyła jako składzik drewna. Leżała na pociętych klockach, głowę miała na ziemi. Mężczyźni nie mają wątpliwości, że przeleżała tak całą noc. – Gdyby poszła rano, byłoby widać ślady na śniegu. Musiała pójść jeszcze poprzedniego dnia, potknęła się i tak przeleżała całą noc – sugerują. Pani Emilia została znaleziona o godzinie 10 rano, musiałaby więc przeleżeć tak kilkanaście godzin. – Mówiła, żeby ją tu zostawić, bo jest jej ciepło i dobrze. Już zamarzała – twierdzą.
Panowie wzięli ją delikatnie pod ręce i zaprowadzili do domu. Tam posadzili na krześle, owinęli kocem, rozpalili w piecu. Ponieważ wybierali się na pogrzeb innego sąsiada, nie mogli zostać dłużej. Wezwali pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Roźwienicy. – Uznałem, że najlepiej zadzwonić po opiekę społeczną i niech oni zdecydują, czy trzeba wezwać karetkę – mówi pan Antoni, który sam ma skończone już 79 lat.
– Nasi pracownicy niezwłocznie udali się na miejsce. Na miejscu zastali panią Emilię, komunikatywną i poruszającą się po kuchni. Zaproponowali jej wizytę domową lekarza rodzinnego, ponieważ nie wyraziła zgody na wezwanie karetki. Pracownicy socjalni pojechali do Ośrodka Zdrowia w Węgierce, zamówili wizytę i wraz z lekarzem wrócili do pani Emilii. Lekarz przeprowadził badanie osłuchowe, zmierzył ciśnienie tętnicze i nie stwierdził potrzeby hospitalizacji, a także zastosowania leczenia farmakologicznego – relacjonuje Angelika Gnieciak z GOPS w Roźwienicy.
Do tej pory pani Emilia funkcjonowała samodzielnie i nie leczyła się z powodu chorób przewlekłych. Pracownicy socjalni przynieśli do domu opał, aby kobieta nie musiała już wychodzić na zewnątrz, podłożyli pod kuchnię i ustalili z panią Emilią, że od następnego dnia będzie przychodziła do niej opiekunka domowa.
Wieczorem sąsiedzi znów udali się do pani Emilii. Znaleźli ją w kuchni. Leżała na podłodze, oparta o drzwi do pokoju, pod plecami miała szufelkę z węglarki. Upadając, ściągnęła ze stołu obrus i wszystko, co było na nim ustawione. – Wyglądało tak, jakby chciała założyć sobie sweter przez głowę, wtedy się zachwiała i już nie potrafiła wstać – opowiada pan Antoni. Tym razem zadzwonili od razu po karetkę. Kobieta nie chciała jednak jechać do szpitala. – Lekarz powiedział, że nie można jej zostawić samej w domu. Trochę podstępem zaprowadziliśmy ją do karetki – wspomina Antoni Porczak. – Dla tego lekarza i ratownika z karetki należy się nagroda – dodaje jego żona.

fot.Paweł Bugira
Miejsce, gdzie leżała starsza kobieta. Według sąsiadów spędziła tam całą noc.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.http://www.se.pl/wiadomosci/polska/zamarzla-bo-nikt-sie-nia-nie-interesowal_936874.html Dwa różne światy, czy dwie rożne wersje?
Wydawało by się że samotnymi ludźmi zajmuje się GOPS a gdzie jakaś pomoc ze strony gminy żałosne kto tam żądze
http://www.se.pl/wiadomosci/polska/zamarzla-bo-nikt-sie-nia-nie-interesowal_936874.html Dwa różne światy, czy dwie rożne wersje?
Wydawało by się że samotnymi ludźmi zajmuje się GOPS a gdzie jakaś pomoc ze strony gminy żałosne kto tam żądze
Chciałem powiedzieć rządzi