Reklama

Skandaliczna sytuacja po meczu Polonii ze Stalą Rzeszów

III LIGA PODKARPACKO-LUBELSKA Nie była to udana inauguracja wiosny w wykonaniu zespołów z naszego regionu. Żadnej nie udało się zgarnąć kompletu punktów. Najbliżej tego była Polonia Przemyśl, choć mierzyła się z najbardziej wymagającym rywalem. Jej remis z wiceliderem Stalą Rzeszów jest trochę niesprawiedliwy. Niespodziankę zanotowano w Przeworsku, w derbach regionu, w których Orzeł nieoczekiwanie zabrał punkty Wólczance Stal Systems Wólka Pełkińska. Dobre wrażenie w spotkaniu z wyżej notowaną Lublinianką Lublin pozostawili podopieczni Marka Strawy. Z pustymi rękoma wrócili natomiast w Lubartowa i Radzynia Podlaskiego odpowiednio JKS 1909 Jarosław i Sokół Sieniawa.

Polonia Przemyśl – Stal Rzeszów 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Sedlaczek 3. min, 1:1 Szczoczarz 81. min.

Polonia: Krzanowski – Kocój, Suchockyj, Załoga, Mikulec – Kalawski (82. Tur), Skała, Sedlaczek (69. Świst), Kazek, Wanat – Gosa (45. Jaroch).

Stal: Kaszuba – Szymański (46. Lisańczuk), Baran, Drelich, Suswam – Brocki, Zieliński (46. Kanach), Szeliga, Jędryas, Szczoczarz – Prędota.

Sędziował: Tomasz Jagieła (Krosno). Żółte kartki: Sedlaczek i Wanat. Widzów: 800.

 

Wicelider, mający chrapkę na dopadnięcie Motoru Lublin i grę o awans do II ligi, w ciągu 90 minut oddał na stadionie przy ulicy Sanockiej jeden celny strzał. To zdecydowanie za mało, aby myśleć o zwycięstwie, ale dość, aby szczęśliwie uratować jeden punkt[paywall].

W 81. min trochę niepotrzebnie w odległości ok. 22 m od bramki Piotra Krzanowskiego sfaulowany został Jędryas. Arbiter podyktował rzut wolny. Piłkę ustawił Łukasz Szczoczarz i ładnym uderzeniem tuż przy słupku pokonał bramkarza Polonii.

Reklama

Gdyby brać po uwagę czas posiadania piłki, setki wymienionych podań, niezliczoną ilość dośrodkowań, to na siłę można się zgodzić, że Stal zasłużenie zremisowała. Ale w piłce nożnej nie te elementy odgrywają najistotniejszą rolę. Liczy się to, co w ugrzęźnie w siatce.  Przemyślanie zaczęli kapitalnie, bo już w 3. min na skrzydle rozbujał się Mateusz Wanat, wpadł w pole karne, zagrał mocną piłkę wzdłuż bramki, a tam nogę do piłki dołożył Paweł Sedlaczek i Polonia objęła prowadzenie.

To była woda na młyn dla podopiecznych Pawła Załogi. Mogli rozpocząć uwielbianą przez siebie zabawę pod hasłem „co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” Oddali inicjatywę rzeszowianom, podejmując heroiczną walkę. Królowała totalna destrukcja. Dwie znakomicie funkcjonujące defensywne linie nie popełniały żadnego błędu. Miejscowi grali konsekwentnie, będąc zaporą nie do przebycia dla coraz bardziej sfrustrowanych gości. Znakomite zawody w bocznych sektorach rozgrywali zwłaszcza Rafał Mikulec i Sebastian Kocój. W I połowie wicelider zadziwiał bezradnością.

Reklama

Polonia bliżej podwyższenia wyniku

W II odsłonie było podobnie, z tym, że to Polonia miała więcej okazji na podwyższenie rezultatu, niż Stal na doprowadzenie do remisu. W 48. min tylko zbyt ostry kąt nie pozwolił Mateuszowi Kalawskiemu na pokonanie Kaszuby, który z najwyższym trudem sparował piłkę na korner. W 57. min niewiele z ponad 30-metrowego rzutu wolnego pomylił się Paweł Załoga, a w 65. min Kalawski zbyt mocno dośrodkował, aby któryś z nadbiegających partnerów mógł trafić do bramki. W tym czasie rzeszowianie walili głową w przemyski mur bez żadnego pomysłu.

Nie sposób – choćby chciało się dla samej kurtuazji – opisać choć jedną ciekawą kombinację, mającą w sobie zalążek szansy na gola. Nie sposób, bo takowej nie było. Aż wreszcie przyszła opisana wyżej 81. min i gol Szczoczarza. Jeszcze w 89. min sprawiedliwości mogło stać się zadość. Patryk Tur powalczył o piłkę w środku pola, zagrał ją prostopadle do Łukasza Śwista, który wpadł w pole karne, ale podobnie jak w przypadku Kalawskiego, miał zbyt ostry kąt i zbyt mało czasu na decyzję, aby uderzenie było precyzyjniejsze. Trafił w dobrze ustawionego Kaszubę i piłka wyszła na rzut rożny.

***

Do skandalicznej sytuacji doszło po zakończeniu spotkania. Nie mówię już o kuriozalnej sytuacji, że ktoś zgodził się na przyjazd zorganizowanej grupy „kibiców” z Rzeszowa, po czym nie wpuścił ich na stadion. Z winy organizatorów i policji zwykli kibice, którzy przyszli na stadion, zapłacili za bilety wstępu, musieli prawie pół godziny przestać – niczym bydło zagonione do klatki – pod zamkniętą bramą stadionu! 

Nic nie usprawiedliwia takiego bałaganu. Żadne tłumaczenia o zasadach bezpieczeństwa czy podobne frazesy. Kiedy zapytałem dowodzących grupą, kto zdecydował, że normalni sympatycy futbolu zostali potraktowani niczym zwykli chuligani i po 90 minutach spotkania nie mogli udać się do domów, odpowiedział, że nikt! 

Mam propozycję dla organizatorów i przemyskiej policji na następny raz: jeśli nie potraficie w normalny sposób zabezpieczyć piłkarskiego meczu, to po prostu tego nie róbcie! Wyślijcie komunikat do władz drużyny przyjezdnej, że nie jesteście w stanie normalnie przeprowadzić takiej akcji, niech „kibice” gości nie przyjeżdżają na spotkanie i będzie po sprawie!



Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kibic - niezalogowany 2016-03-24 12:31:39

    Ta policja tak jest potrzebna i dba o bezpieczeństwo kibiców podczas meczów jak ich koledzy w Belgii i Francji dbają o bezpieczeństwo ludzi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    leon - niezalogowany 2016-03-24 13:12:19

    Jednym slowem mowiac to kiszka..zaden z wladcow nie potrafil odpowiedziec kiedy nas wypuszcza. Lekcewazyli starszych ludzi i ozgrozo nie wypuscili nawet wozu strażackiego!!Odwrocili sie plecami do tłumu i zajeli paleniem papierosów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ELIZA - niezalogowany 2016-03-24 14:18:00

    WSTYD NA CAŁE PODKARPACIE !!!ŻENADA ......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama