Niegdyś mieszkali w sąsiedztwie, na parafiach Grom i Pagórek. Tworzyły je ulice Tarnawskiego, Puszkina, Kilińskiego, Moniuszki, Frankowskiego, Prusa, Niewiadomskiego, Leszczyńskiego, częściowo Dworskiego. 4 czerwca br. po latach rozłąki spotkali się na Parafiadzie. Był to czas wspomnień i refleksji, przeglądania czarno-białych fotografii, wspólnego biesiadowania.
Oryginalne wille z ogrodami, jak wspomniana Willa Elżbieta, okazałe, pięknie zdobione kamienice, usytuowane przy wyżej wymienionych ulicach, stanowiły niegdyś wizytówkę miasta. Obecnie niektóre z nich podupadają, nieremontowane od czasów II wojny światowej, niektóre przeżywają renesans. W takiej, nie innej scenerii gawędzili o minionych czasach, szalonej młodości, miłości, przygodzie, ale i o prozie dnia codziennego uczestnicy Parafiady.
Wspomnieniom nie było końca. Każdy opowiadał to, co zapamiętał i co uznał za stosowne. Ktoś napomknął, iż jeden z braci Milanowskich był szefem zakładów karnych i zażartował: „Liczyłem więc, że gdyby mi się noga powinęła…”. Inny dodał: „Jego ojciec był kolejarzem. Kolejarzy dużo tu żyło”. „A tam była stajenka, trzy krówki i koń” – kolejny mieszkaniec przywołał zupełnie inny obraz w pamięci[paywall]. Tu mieszkał Andrzej Wasieczko, a tam Edzio i Bedzio…”. Ktoś inny z kolei wspomniał Kazimierza „Kija” Galikowskiego, założyciela kapeli „Ta Joj” i jego słuch absolutny. Po czym w rozmowach pojawiła się postać sierżanta Francesco, czyli Franciszka Osipa, za którego czasów „działo się dobrze”, kiedy zaś poszedł na emeryturę, w ciągu pół roku zamknięto 11 osób. Któraś z pań zauważyła: „Ten budynek z czerwonej cegły zdobiły niegdyś przepiękne rzygacze”. Tu była ochronka Józefa Piłsudskiego, tam zakład weterynaryjny. Tu znów młyn z kamiennymi żarnami. „W jednej uliczce stały cztery furmanki, w drugiej naście. Nieopodal mieszkali Pyrciochy, trzej bracia. Pod nieobecność ojca, milicjanta, jeden z nich ubrał mundur i wyłudził od gospodarzy przybyłych do młyna parę złotych, niby za scentrowane koło, zachlapane lampy” – oto kolejna opowieść. Ktoś inny przypomniał sobie, że ten a ten śpiewał „Hulajże Jezuniu”, gdy wypił itd., itd. Anegdot, mniej lub bardziej barwnych, często opowiedzianych pół żartem, pół serio, podczas „spaceru wspomnień” pojawiło się bez liku. W tej dziedzinie prym wiedli Jan Nowakowski, członek kapeli „Fidelis”, organizator Parafiady oraz Mieczysław Nyczek, emerytowany redaktor Nowin. Na aspekty stricte historyczne zwracał uwagę Waldemar Wiglusz z Sekcji Nauk Humanistycznych Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Przypomniał m.in., że obecna ulica Puszkina, nazwana tak w 1957, to dawna Andrzeja Kazimierza Potockiego – namiestnika Galicji, zastrzelonego we Lwowie w 1908 r.

fot.Aleksandra Białoń
Panie łączy ten sam adres. W przypadku jednej z nich jest on aktualny, dla drugiej to już tylko wspomnienia.

fot.Aleksandra Białoń
Pamiątka z dzieciństwa – wysłużona piłka zrobiona z pończochy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze