Dla osób, które bezinteresownie pomagały w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach, decyzja szefostwa było szokiem. Kierownik placówki, lek. wet. Piotr Milke, zabronił im wstępu na teren schroniska. Dlaczego? – Dotychczasowi wolontariusze przychodzili, kiedy chcieli i robili, co chcieli. Chcę z tym wreszcie zrobić porządek – wyjaśnia.
Osób, które od lat poświęcały swój wolny czas, by – przede wszystkim w weekendy – pomagać przy dziesiątkach bezdomnych zwierząt, jest co najmniej kilkanaście. Trudno oszacować, ile dokładnie, bo to nie armia, która ma się meldować na każde wezwanie. Przyjeżdżają do Orzechowiec z różnych miejscowości, m.in.: Birczy, Orłów, Żurawicy i oczywiście z Przemyśla.W tym gronie są m.in. nauczyciele czy ludzie zajmujący kierownicze stanowiska. Znakomicie znają zwierzęta, a te znają ich. Nagle, na przełomie marca i kwietnia, na bramie wejściowej pojawiła się informacja, że dla wolontariuszy wstęp wzbroniony.
– To chyba moja wina – mówi jedna z wolontariuszek Marta Lis. – Wezwałam policję, bo zauważyłam, że jeden z pracowników w godzinach pracy jest pijany. Wezwałam, bo kierownika, jak to zwykle bywa, w schronisku nie było. Pracownik został zwolniony dyscyplinarnie, ale dostało się i nam. Kierownik zakazał nam wstępu, bo oficjalnie miała panować w schronisku wścieklizna, której oczywiście nie było. Pan kierownik zagroził pracownikom zwolnieniem, jeśli wpuszczą kogokolwiek. Nie rozmawiał z nami na ten temat. To przedziwna sytuacja. Za Artura Bąka byliśmy naprawdę doceniani, otrzymywaliśmy podziękowania za naszą pracę. Nie chce z nami rozmawiać również zastępca prezydenta miasta Grzegorz Hayder. Kiedy przyszliśmy, w drzwiach zakomunikował, że ma ważniejsze sprawy na głowie i o schronisku nie będzie dyskutować – dodaje M. Lis.
Wolontariusze mają szereg zastrzeżeń do kierownictwa placówki: niereagowanie na sygnały dotyczące konieczności leczenia zwierząt, odmawianie transportowania ich na tzw. leczenie sponsorowane, zerowe zainteresowanie losem zwierząt problemowych czy zerwanie współpracy z domami tymczasowymi – to kilka najważniejszych.
Nie wszyscy są „przeciw”
Nie wszyscy dotychczasowi wolontariusze mają jednak tak złe zdanie o kierownictwu schroniska. „Starsze wolontariuszki, które od zawsze miały konflikt z kierownictwem, także z Arturem Bąkiem, ale o tym oczywiście nikt nie chce wspomnieć, robią wszystko, żeby pozbyć się kolejnej osoby próbującej zaprowadzić tu porządek. Bez przerwy wysyłają pisma, skargi, prośby o zwolnienie kierownika. Dlaczego? Bo w końcu ktoś chce skończyć z samowolką i bezkarnością. Sama byłam przez te osoby wielokrotnie atakowana i obrażana, tylko dlatego, że nie podporządkowałam się im, a trzymam w cudzysłowu z kierownikiem. Uważam, że ta pani, która ma najwięcej do powiedzenia, jest osobą najbardziej dla schroniska szkodliwą. Mam nadzieję, że w końcu ktoś odważy się jej postawić” – napisała do nas jedna z wolontariuszek.
Przykręcił śrubę...
Schronisko nie pozostanie jednak bez wolontariuszy. Kierownik lek. wet. Piotr Milke ogłosił rekrutację nowej grupy, która zakończyła się 28 kwietnia br. Zgłosić się mógł każdy, także dotychczasowi wolontariusze. – Starzy wolontariusze przychodzili, kiedy chcieli i robili, co chcieli. Bez jakiejkolwiek kontroli. A gdyby coś im się stało, to kto ponosi odpowiedzialność? Ja. Uważam, że regulamin powinien być jasny. Śruba została przykręcona, więc są niezadowoleni – wyjaśnił.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Przykre że młoda wolontariuszka wstydzi się mówić pod nazwiskiem i na dodatek zwyczajnie kłamie. Nie było żadnego konfliktu ze ś.p. Arturem Bąkiem. Nie było ani 1/100 problemów które są teraz. Sam się z Arturem czasem spierałem, o szczepienie kotów, sposób prowadzenia kociarni, ale różnica była tak że on był partnerem do rozmowy, i przynajmniej wysłuchał argumentów, albo poradził się weterynarzy. A sprawa obecnego konfliktu, droga anonimowa wolontariuszko jest prosta: nikt nie lubi jak się u patrzy na ręce. Ludzie dorośli, z doświadczeniem ze zwierzętami, niezależni, również finansowo, są po prostu niewygodni Bo widzą różne rzeczy które nastolatkom umykają, i nie dadzą sobie wciskać kitu, że kotek czy piesek umarł bo tak los zdecydował.
panie "krist" szanowny proszę z "nastolatków" nie robić idiotów, niektórzy naprawdę wiedzą więcej niż się panu wydaje :)pozdrawiam.
Nie robię idiotów. Ale kto widział objawy chorób , skutki nieszczepienia, zna prawo pracy, po prostu więcej widzi. Młodzi ludzie mają bardziej idealistyczne widzenie świata, często nie przypuszczają ile zła można zrobić z lenistwa, frustracji, niechęci do ludzi i zwierząt. Dlatego młodzież jest idealnym wolontariatem, chętni, pracowici, nie kwestionują, i wiele im można wmówić. A starsi, co już się nie dadzą nabrać są wyrzucani.
Wszystkim zbulwersowanym chcę przypomnieć, że schronisko dla zwierząt to nie muzeum ani inne miejsce publiczne. Kierownictwo placówki ma pełne prawo do zamknięcia go dla osób trzecich. Nie wyobrażam sobie, żeby na przykład do mojej obory stale przychodziły obce osoby i przeszkadzały w pracy personelowi, tłumacząc swe wizyty miłością do krów. Jeżeli ktoś ma nadmiar uczuć niech je uzewnętrznia w taki sposób, by innym nie sprawiać kłopotów, bo jak mówią nawet kota można zagłaskać na śmierć.
Witam serdecznie,pana krowy sa prywatna wlasnoscia a schronisko to troche inna "sprawa". Czasem zwykle pobycie ze zwierzakami daje duzo, oczywiscie wszystko musi miec "rece i nogi"
Pani Anno, to że schronisko dla zwierząt nie jest własnością osoby fizycznej, nie oznacza, że może w nim ustanawiać własne reguły postępowania ktoś z zewnątrz. Każdy na przykład może odwiedzać chorych w szpitalu, ale każdy ma obowiązek dostosować się do zasad, jakie w nim obowiązują. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z zewnątrz na przykład wszedł na salę chorych i utrudniał pracę pielęgniarkom. Rozumiem, iż kontakt ze zwierzętami udomowionymi daje wielką frajdę, i warto mieć jakieś zwierze, gdy na to pozwalają nam warunki, ale jak pani wspomniała, wszystko musi mieć ręce i nogi. Niestety środowisko "miłośników" zwierząt, jak na to wskazują chociażby fora internetowe, jest ze sobą mocno skonfliktowane i nie wiem o co tak naprawdę walczy. W całej tej batalii ci ludzie zapominają, że winni kierować się przede wszystkim miłością do siebie, a jej jakoś nie widać. Nie wiem czemu, te biedne zwierzęta, przebywające w schroniskach z powodu głupoty człowieka są powodem do skandalicznych wręcz zachowań takich miłośników. Taki cyrk medialny trwa od lat, cieszą się z tego jedynie dziennikarze, bo mają o czym pisać. Natomiast postronni obserwatorzy stukają się w czoło. Może ktoś mi wytłumaczy, czemu tak jest? Czemu pozytywna cecha, jaką jest troska o zwierząt, stale jest tematem niedorzecznych dyskusji?
czemu tak jest? jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o jedno...!nie wypowiadam sie ani na tak ani na nie, nie oceniam gdyz nie ma mnie tam i nie mam wiedzy na chwile obecna. I dokladnie, dlaczego zawsze kosztem biednych zwierzat....????? Panie Zbyszku, w calosci podpisuje sie pod pana ostatnim postem.pozdrawiam
A Pan Panie Zbyszku, gdyby przyszedł do szpitala w odwiedziny, i zobaczył na korytarzu staruszkę w strasznym stanie, którą personel omija z daleka, nie próbuje nawet pomóc, czy choćby podać jedzenia co by Pan zrobił? Przyjął do wiadomości, że takie są tu reguły, i trzeba się dostosować?A potem jakby pan usłyszał że ta staruszka umarła, bez picia i karmy, po tygodniu męczarni, i nit nawet pacem nie ruszył, ani żeby pomóc, ani żeby skrócić cierpienia, nadal byłby Pan przekonany o tym że zasady są najważniejsze? A główną zasadą jest tuiwisizm, i co mi zrobisz jak mnie złapiesz. Cyrk medialny trwa bo to ostatnia instancja która może cokolwiek zmienić, oficjalnie wszyscy kochają zwierzątka, a w rzeczywistości najchętniej uciekli by od każdego problemu. 90% budżetu schroniska to pensje, nie psów, ludzi. I dla wielu po to schronisko istnieje, żeby płacić pensje, nie po to żeby polepszać los zwierząt.A w przeciwieństwie do Pańskiej obory, schronisko utrzymywane jest podatków, wiec podobnie jak szpital czy komenda policji, każdy podatnik ma prawo wyrazić swoją opinię jeśli widzi że źle się dzieje. I nie trzeba do tego być miłośnikiem w cudzysłowie zwłaszcza, wystarczy być przyzwoitym człowiekiem, czego i Panu życzę
Myślę, że jak ktoś dostrzega nieprawidłowości gdziekolwiek, to najpierw winien zawiadomić o tym dyrekcję, a jak nic nie daje, organ nadrzędny, w tym wypadku inspektora weterynarii, urząd miasta. Gdyby i tu nic nie pomogło, od tego jest prokuratura a nie media. Gdybym był świadkiem w jakiejś sprawie wolałbym nie skupiać uwagi na sobie, ale na problemie. Bo ważniejszy jest chyba problem, a nie osoba, która go dostrzegła. Każdy z was od razu goniłby do prasy, gdyby coś dostrzegł? Czy chciałby, aby po prostu rozwiązano problem?
jak ktoś jest w temacie to wie,że w schronisku dzieje się zle,a to dlatego że kierownik wprowadził zasady i ma rację,schronisko to nie prywatna własność pewnej grupy pań które tam od lat robią co im się podoba "w pełnym tego słowa znaczeniu".im wcale nie chodzi o dobro zwierząt ...trzymam kciuki za obecnego kierownika
Przykre że młoda wolontariuszka wstydzi się mówić pod nazwiskiem i na dodatek zwyczajnie kłamie. Nie było żadnego konfliktu ze ś.p. Arturem Bąkiem. Nie było ani 1/100 problemów które są teraz. Sam się z Arturem czasem spierałem, o szczepienie kotów, sposób prowadzenia kociarni, ale różnica była tak że on był partnerem do rozmowy, i przynajmniej wysłuchał argumentów, albo poradził się weterynarzy. A sprawa obecnego konfliktu, droga anonimowa wolontariuszko jest prosta: nikt nie lubi jak się u patrzy na ręce. Ludzie dorośli, z doświadczeniem ze zwierzętami, niezależni, również finansowo, są po prostu niewygodni Bo widzą różne rzeczy które nastolatkom umykają, i nie dadzą sobie wciskać kitu, że kotek czy piesek umarł bo tak los zdecydował.
panie "krist" szanowny proszę z "nastolatków" nie robić idiotów, niektórzy naprawdę wiedzą więcej niż się panu wydaje :)pozdrawiam.
Nie robię idiotów. Ale kto widział objawy chorób , skutki nieszczepienia, zna prawo pracy, po prostu więcej widzi. Młodzi ludzie mają bardziej idealistyczne widzenie świata, często nie przypuszczają ile zła można zrobić z lenistwa, frustracji, niechęci do ludzi i zwierząt. Dlatego młodzież jest idealnym wolontariatem, chętni, pracowici, nie kwestionują, i wiele im można wmówić. A starsi, co już się nie dadzą nabrać są wyrzucani.