W poprzednim numerze Życia Podkarpackiego opisałem historię Bernadety i Bogusława Szymańskich, którzy opowiadali o swoim połamanym życiu, o tym, że od dwóch lat są bezdomni i koczują na legowisku, które sobie urządzili w krzakach, w wąwozie poniżej osiedla Sikorskiego. Wydawało się, że będzie to historia z lepszym zakończeniem, ale jej finał totalnie nas zaskoczył.
Oglądając ze strażnikami miejskimi miejsce, w którym koczowało małżeństwo, rozmawialiśmy o tym, że trzeba im doraźnie pomóc, bo trudno, żeby ludzie żyli w takich warunkach. W mieście nie ma schroniska, w którym mogłyby mieszkać małżeństwa, a oni chcą być razem. Sprawa jakiegokolwiek lokalu na pewno byłaby możliwa do załatwienia, ale nie z dnia na dzień. Urzędowe formalności mogą potrwać miesiąc lub dwa i do tego czasu trzeba było coś wymyślić[paywall].
Dwa lata temu pisałem o Stowarzyszeniu Pomagamy Będącym w Potrzebie, które zawiaduje popegeerowskim blokiem w Kotowie za Birczą. Tam znajdują lokum życiowi rozbitkowie, którzy z różnych powodów stracili dach nad głową. W tej chwili mieszka tam ponad dwadzieścia osób dorosłych i sześcioro dzieci. Starają się być samowystarczalni i żyją trochę jak w komunie. Miejscowi ich zaakceptowali, a gmina i właściciel gospodarstwa pomagają, jak mogą. Na przykładzie Kotowa można byłoby wzorować program wychodzenia z bezdomności. Przewodniczącym stowarzyszenia jest Adam Drewniak. – Niech przyjeżdżają. Jeszcze nikomu nie odmówiliśmy pomocy – krótko załatwia sprawę, kiedy przez telefon tłumaczę mu, o co chodzi. Następnego dnia, parę minut po ósmej Szymańscy przychodzą do redakcji. Bernadeta, słysząc o tym, że będą mieli dach nad głową, obejmuje mnie i przysięga, że do końca życia nie zapomni mojej pomocy. Potem z radości całuje męża. Problem transportu rozwiązuje komendant przemyskiej straży miejskiej, obiecując na południe samochód, żeby ich zawieźć do Kotowa.
Parę minut po dwunastej Szymańscy wyciągają z krzaków worki ze swoim dobytkiem, zostawiają legowisko i radiowozem straży miejskiej jedziemy do Kotowa. Wita nas Adam Drewniak, a mieszkańcy, uprzedzeni już, że będą mieli nowych lokatorów, wychodzą i pomagają Szymańskim wnieść rzeczy na drugie piętro i zapraszają na kawę. Szymańscy dostają miejsce w czteroosobowym pokoju z telewizorem, z balkonem, z którego rozpościera się piękny widok na okoliczne lasy. Na korytarzu podręczna kuchenka, toaleta, łazienka. Na dole wspólna kuchnia i jadalnia. – Tu nie ma żadnych panów, wszyscy jesteśmy na „ty” – mówi Drewniak. – Możecie mi mówić kierownik albo prezes, a najlepiej Adam. Ja wymagam od wszystkich tego, czego wymagam od siebie. Jak mam coś do kogoś, to mówię prosto w oczy. Tak wszyscy powinni robić. Poznacie ludzi, będzie wszystko dobrze. Tutaj nie ma żadnych awantur i bójek. Po to mamy języki, żeby się dogadywać. Macie swoje sprawy, to załatwiajcie między sobą, żeby nie było konfliktów. Przede wszystkim gonię za gorzałę i tak samo automatycznie wypad za kradzież. Drewniak nie rozwodzi się i wskazuje Szymańskim ich tapczan. Żegnamy się przed odjazdem, a Bernadeta ze łzami w oczach dziękuje i zapewnia, że będzie się modlić za wszystkich, którzy im pomogli.
Na drugi dzień po południu dzwoni Drewniak. – Odwiozłem ich do Starej Birczy, bo powiedzieli, że rezygnują. Powiedziałem im, że to nie jest więzienie i nikt na siłę ich nie trzyma. Nie wiem, czemu tak zdecydowali. W pierwszy dzień on chciał odpocząć, to odpoczywał, a ona trochę w kuchni pomagała. Na drugi dzień trzeba było siano załadować, to poszliśmy w kilku i jego też poprosiłem. Trochę porobił. Praca nie była ciężka, ale może to mu się nie podobało. Przyszli do mnie i poprosili, żeby ich odwieźć na stację benzynową w Birczy, gdzie ktoś ma po nich przyjechać, to odwiozłem – kończy Adam bez zbędnych komentarzy. No cóż. Widocznie Szymańscy wolą żyć w krzakach, wolni jak ptaki, niż pod dachem, w społeczności, która wymaga podporządkowania się.

fot.Jacek Szwic
Widocznie wolą żyć w krzakach wolni jak ptaki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze