W nocy z 11 na 12 lutego do szpitala w Przemyślu trafiła siedmioosobowa rodzina z Przedmieścia Dubieckiego. Dwie osoby dorosłe i pięcioro dzieci uległy zatruciu tlenkiem węgla. – Niewiele brakowało. Jeszcze godzina albo dwie i byłoby siedem trupów – mówi Danuta Wojciechowska.
– W nocy z jedenastego na dwunastego lutego straż pożarna przekazała nam, że w Przedmieściu Dubieckim, w domu, w którym mieszkało siedem osób – babcia, mama i pięcioro dzieci w wieku od ośmiu do osiemnastu lat – doszło do zatrucia prawdopodobnie tlenkiem węgla – opowiada podkom. Witold Bednarczyk, komendant Komisariatu Policji w Dubiecku. – Nasi policjanci na miejscu zrobili oględziny i w porozumieniu z wydziałem dochodzeniowo-śledczym wezwaliśmy z komendy wojewódzkiej biegłych sądowych, którzy mieli ustalić źródło emisji tlenku węgla. Po sprawdzeniu obaj stwierdzili, że stare przewody kominowe i wentylacyjne stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców, w związku z czym w domu nie można używać żadnych urządzeń grzewczych, więc policjanci zaplombowali zawory gazowe.

fot.Jacek Szwic
Wiejska świetlica w Słonnem, gdzie D. Wojciechowska z pięciorgiem wnuków znalazła schronienie.
– W poniedziałek babcia z czwórką dzieci przyjechała do nas na komisariat – komendant Bednarczyk opowiada o dalszym ciągu.

fot.Jacek Szwic
– Brakuje mi słów. Nie wiem jak podziękować za to, co dla nas zrobili policjanci – mówi D. Wojciechowska.
– Na terenie gminy są problemy z lokalami zastępczymi, zwłaszcza dla tylu dzieci – wyjaśnia Irena Kuzara, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. – Znaleźliśmy dla nich miejsce w wiejskiej świetlicy w Słonnem, gdzie na pani Wojciechowska z wnukami ma do dyspozycji trzy pokoje i kuchnię na pierwszym piętrze. Są tam łóżka, szafki i wszystkie sprzęty, które są potrzebne w domu. Pracownicy gminy już oglądali ich stare mieszkanie i powiedzieli, że remont kominów oraz wentylacji potrwa niedługo i za kilka dni babcia z wnukami wrócą na swoje.
We wtorek policjanci odwiedzili panią Wojciechowską w tymczasowym lokum i dzieciom, które akurat były w szkole, przywieźli słodycze, na które solidarnie się złożyli. – Brakuje mi słów. Nie wiem jak podziękować za to, co dla nas zrobili policjanci. To rzadkość, żeby w dzisiejszych czasach ktoś tak po ludzku podchodził do innego człowieka – Danuta Wojciechowska nie kryła wzruszenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze