13 stycznia na stronie internetowej Życia Podkarpackiego ukazała się informacja o tym, że poprzedniego dnia policjanci z Komisariatu Policji w Dubiecku pomogli mężczyźnie, któremu groziło wychłodzenie nad brzegiem Sanu w Bachowie.
– W czwartek mąż, choć ma zabronione, przyszedł pijany do domu, rozebrał się i chciał wejść do pokoju córek. Byłam tak zdenerwowana, że poprosiłam koleżankę, żeby zadzwoniła na policję – opowiada żona. Dwa tygodnie wcześniej Prokuratura Rejonowa w Przemyślu wobec 44-letniego mieszkańca Bachowa, podejrzanego o to, że przez siedemnaście lat znęcał się fizycznie i psychicznie nad żoną, zastosowała dozór policyjny oraz zakaz kontaktowania się z żoną i zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż sto metrów, a także nakazała mu opuścić lokal zajmowany z pokrzywdzoną. W tej sytuacji mężczyzna, przychodząc do domu, złamał prokuratorski nakaz, więc nie ma się co dziwić, że kobiety wezwały policję.Opowiada sąsiadka. – Kiedy on zorientował się, że dzwonię na policję, szybko wyszedł z mieszkania i uciekł przez krzaki za domem. Piętnaście minut później przyjechali policjanci. Wypytali, co i jak, poradzili, żeby zamknąć drzwi i powiedzieli, że będą go szukać. Pół godziny później przyszedł znowu, jeszcze bardziej pijany. Znowu zadzwoniłam, ale na komisariacie nie było nikogo, więc zadzwoniłam na 997 i dyżurny połączył się przez radio z policjantami, a on w tym czasie znowu uciekł. Policjanci przyjechali i jeden powiedział, że szopki odstawiamy. Widać było, że wcale nie mają ochoty brnąć w śniegu. Widziałyśmy, że jeżdżą tylko po drogach, więc poprosiłam sąsiada i po śladach w śniegu poszliśmy szukać, a żona została z dziećmi. Ślady prowadziły nad San. Były wyraźne i widać było, że dwa razy przystanął. Były też ślady psa, który z nim poszedł. Znaleźliśmy go niedaleko Sanu, ale stał, a nie leżał, jak napisali policjanci. Wtedy powiadomiliśmy policjantów i ciągnęliśmy go przez orne pole do szosy, gdzie podjechał radiowóz. W komunikacie było, że znaleźli go spacerowicze. Jacy spacerowicze? O dwudziestej nad Sanem? To my go znaleźliśmy i potem dwa dni ręka mnie bolała od tego, jak go ciągnęłam, więc po co tak pisać?
– Dwunastego stycznia policjanci, na prośbę żony czterdziestoczteroletniego mieszkańca Bachowa, interweniowali w sprawie złamania zakazu prokuratorskiego przez jej męża. Nie zgłoszono nam zaginięcia, w grę nie wchodziło też przestępstwo, więc nie było podstaw do podjęcia bezpośredniego pościgu ani wszczęcia akcji poszukiwawczej. Najważniejsze było, żeby mężczyzna zgodnie z zakazem prokuratorskim nie zbliżał się do żony i temu zapobiegliśmy, penetrując okolice domu, w którym mieszka pokrzywdzona. Dopiero kiedy sąsiedzi odnaleźli mężczyznę nad Sanem i nas o tym powiadomili, można było mówić o zagrożeniu jego zdrowia i życia. Wtedy zajęliśmy się nim i po przewiezieniu na komisariat policjanci wezwali karetkę, która odwiozła go do szpitala. Natomiast jeżeli chodzi o użyte w notatce sformułowanie „spacerowicze”, chcieliśmy w ten sposób uniknąć niepotrzebnych komentarzy i plotek, które mogłyby się pojawić, gdybyśmy ujawnili dane osób, które brały udział w tym zdarzeniu – tłumaczy sier. szt. Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
błaszczak im kazał