Reklama

To nie było tak, jak podała policja

26/01/2017 17:03

13 stycznia na stronie internetowej Życia Podkarpackiego ukazała się informacja o tym, że poprzedniego dnia policjanci z Komisariatu Policji w Dubiecku pomogli mężczyźnie, któremu groziło wychłodzenie nad brzegiem Sanu w Bachowie.

– W czwartek mąż, choć ma zabronione, przyszedł pijany do domu, rozebrał się i chciał wejść do pokoju córek. Byłam tak zdenerwowana, że poprosiłam koleżankę, żeby zadzwoniła na policję – opowiada żona. Dwa tygodnie wcześniej Prokuratura Rejonowa w Przemyślu wobec 44-letniego mieszkańca Bachowa, podejrzanego o to, że przez siedemnaście lat znęcał się fizycznie i psychicznie nad żoną, zastosowała dozór policyjny oraz zakaz kontaktowania się z żoną i zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż sto metrów, a także nakazała mu opuścić lokal zajmowany z pokrzywdzoną. W tej sytuacji mężczyzna, przychodząc do domu, złamał prokuratorski nakaz, więc nie ma się co dziwić, że kobiety wezwały policję.

To my, a nie policja

Opowiada sąsiadka. – Kiedy on zorientował się, że dzwonię na policję, szybko wyszedł z mieszkania i uciekł przez krzaki za domem. Piętnaście minut później przyjechali policjanci. Wypytali, co i jak, poradzili, żeby zamknąć drzwi i powiedzieli, że będą go szukać. Pół godziny później przyszedł znowu, jeszcze bardziej pijany. Znowu zadzwoniłam, ale na komisariacie nie było nikogo, więc zadzwoniłam na 997 i dyżurny połączył się przez radio z policjantami, a on w tym czasie znowu uciekł. Policjanci przyjechali i jeden powiedział, że szopki odstawiamy. Widać było, że wcale nie mają ochoty brnąć w śniegu. Widziałyśmy, że jeżdżą tylko po drogach, więc poprosiłam sąsiada i po śladach w śniegu poszliśmy szukać, a żona została z dziećmi. Ślady prowadziły nad San. Były wyraźne i widać było, że dwa razy przystanął. Były też ślady psa, który z nim poszedł. Znaleźliśmy go niedaleko Sanu, ale stał, a nie leżał, jak napisali policjanci. Wtedy powiadomiliśmy policjantów i ciągnęliśmy go przez orne pole do szosy, gdzie podjechał radiowóz. W komunikacie było, że znaleźli go spacerowicze. Jacy spacerowicze? O dwudziestej nad Sanem? To my go znaleźliśmy i potem dwa dni ręka mnie bolała od tego, jak go ciągnęłam, więc po co tak pisać?

Reklama

Policja wyjaśnia

– Dwunastego stycznia policjanci, na prośbę żony czterdziestoczteroletniego mieszkańca Bachowa, interweniowali w sprawie złamania zakazu prokuratorskiego przez jej męża. Nie zgłoszono nam zaginięcia, w grę nie wchodziło też przestępstwo, więc nie było podstaw do podjęcia bezpośredniego pościgu ani wszczęcia akcji poszukiwawczej. Najważniejsze było, żeby mężczyzna zgodnie z zakazem prokuratorskim nie zbliżał się do żony i temu zapobiegliśmy, penetrując okolice domu, w którym mieszka pokrzywdzona. Dopiero kiedy sąsiedzi odnaleźli mężczyznę nad Sanem i nas o tym powiadomili, można było mówić o zagrożeniu jego zdrowia i życia. Wtedy zajęliśmy się nim i po przewiezieniu na komisariat policjanci wezwali karetkę, która odwiozła go do szpitala. Natomiast jeżeli chodzi o użyte w notatce sformułowanie „spacerowicze”, chcieliśmy w ten sposób uniknąć niepotrzebnych komentarzy i plotek, które mogłyby się pojawić, gdybyśmy ujawnili dane osób, które brały udział w tym zdarzeniu – tłumaczy sier. szt. Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.

 


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mo - niezalogowany 2017-01-26 20:14:51

    błaszczak im kazał

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości