W nocy z 15 na 16 września w jednym z przemyskich lokali doszło do awantury, która zakończyła się pobiciem Krzysztofa W., znanego przemyskiego biznesmena, lokalnego lidera byłego Ruchu Palikota.
Oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu, sierż. szt. Marta Fac potwierdza, że było takie zdarzenie i po bardziej szczegółowe informacje odsyła do prokuratury okręgowej, która w tej sprawie prowadzi śledztwo. – W lokalu Japa doszło do awantury pomiędzy gośćmi – mówi prokurator okręgowy Jacek Staszczak.
– Powodem było to, że poszkodowany zachowywał się[paywall] prowokująco w stosunku do jednej z kobiet. Kiedy interweniowała ochrona, pan W. uderzył kulą bilardową w głowę jednego z ochroniarzy. Potem awantura przeniosła się na zewnątrz budynku i tam jeden z gości, prawdopodobnie pięścią, uderzył pana W., który upadł na twarde podłoże, co spodowało ciężkie obrażenia. Śledztwo w tej sprawie przejęła prokuratura okręgowa. Osoba, która tego dokonała, została ustalona. Według naszych informacji przebywa ona poza granicami kraju, więc zostanie wydane postanowienie o przedstawieniu zarzutów z artykułu sto pięćdziesiątego szóstego, paragraf pierwszy, punkt drugi i pewnie będzie wydany list gończy – kończy prokurator. Z nieoficjalnych informacji wynika, że poszkodowany przebywa na oddziale intensywnej terapii i lekarze określają jego stan jako ciężki.
– Wtedy pan W. przebywał ze swoim towarzystwem w kręgielni – opowiada właściciel lokalu. – W pewnym momencie zakłócili porządek ustalony regulaminem. Wówczas podszedł do nich ochroniarz, żeby ich uspokoić. Pan W. zachowywał się bardzo nerwowo i rzucił w ochroniarza pięciokilogramową kulą do kręgli. Trafił w głowę i ochroniarz upadł i stracił przytomność, a po przewiezieniu do szpitala założono mu siedem szwów. W tej sytuacji ochrona, działając zgodnie z naszym regulaminem, wyprowadziła pana W. i jego towarzystwo z terenu lokalu. Wtedy, już na chodniku, do pana W. podszedł gość, z którym już wcześniej doszło do awantury i uderzył go jeden raz. Pan W. upadł na chodnik, uderzając głową w krawężnik. Jeden z naszych ochroniarzy, który jest ratownikiem medycznym, udzielał mu pomocy, a potem nieprzytomnego zabrało pogotowie. Wszystko to zostało nagrane przez kamery monitoringu i policja zabezpieczyła nagrania. Przykre, że po tym zdarzeniu krąży wiele nieprawdziwych plotek, a przecież dbamy o renomę i obsługa robi wszystko, żeby lokal był bezpieczny – kończy właściciel.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze