Włóczykij przemierzający drogi i bezdroża autostopem, stały bywalec Siekierezady w Cisnej, gdzie ma swój stolik i kufel z grubego szkła, poeta piszący w drodze – Józef Bilski 13 listopada br. dzielił się poezją, - nie tylko bieszczadzką, z uczestnikami spotkania promującego jego najnowszy tomik „Natura Rzeczy”.
Józef Bilski (Czarny Poeta) – poeta, historyk, animator kultury, wędrowiec, miłośnik Bieszczadów i pogranicza, prezes fundacji „Testudo”, pomysłodawca i organizator Lubelskiego Przeglądu Poetyckiego „Strojne w Biel” oraz bieszczadzkiego festiwalu „Trombita” Folk-poezja-blues. Wydał siedem tomików z poezją i płytę, na której jego wiersze wybrzmiewają w aranżacjach muzyków związanych z nurtem poezji śpiewanej. Jest laureatem ogólnopolskich konkursów literackich i fotograficznych, a także „Złotego Pióra 2022” r., przyznanego przez Związek Literatów Polskich, Oddział w Rzeszowie, w kategorii poezja, za tomik „Miejsce”. Należy do RSTK w Przemyślu. „Natura Rzeczy” to obszerny zbiór, w którym znalazło się sto wierszy, dwa opowiadania i sześćdziesiąt grafik tematycznie nawiązujących do konkretnych utworów. Słowem wstępnym opatrzył go Artur Konrad Żołądź.
Józef Bilski poznał Bieszczady „od podszewki”. Przewędrował je wszerz i wzdłuż, zarówno utartymi szlakami, jak i ostępami, w których można spotkać tylko… niedźwiedzie. Niejedną noc przegadał w Siekierezadzie przy kuflu piwa z miejscowymi gawędziarzami, niejedno popołudnie pod geesowskim sklepem z rozmówcą, który „pachnie we wszystkich kolorach wypału i barwnego życia”. Józef ubolewa, że te prawdziwie dzikie, zakapiorskie Bieszczady bezpowrotnie przemijają. Okruchy wspomnień tamtych czasów utrwala w wierszach, o czym można się przekonać, czytając wcześniejsze książki Czarnego Poety. „W założeniu tomik „Natura Rzeczy” miał być nie do końca bieszczadzki, w rzeczywistości niezbyt daleko od Bieszczadów odszedłem, bo one siłą rzeczy wychodzą w moich wierszach” przyznaje autor. I rzeczywiście spora część strof nawiązuje tematycznie do wcześniejszych publikacji, ale znajdziemy też utwory związane z rodzinną Lubelszczyzną, „wiersze drogi”, jak nazywa autor strofy, pisane gdzieś na dworcach, czy stacjach benzynowych, utwory o tematyce narodowościowej – podzielone na pięć części według klucza znanego chyba tylko autorowi.
Wieczór był także okazją do promocji krążka „Gdzieś w Bieszczadzie”. Znalazło się na nim trzynaście wierszy, stanowiących przekrój przez twórczość Czarnego Poety, do których wykonania zostali zaproszeni muzycy zaprzyjaźnieni z autorem. Różnorodne jest także brzmienie poszczególnych utworów –- jak bardzo, przekonali się uczestnicy spotkania, gdyż kilka z nich zostało odtworzonych z płyty. Małgorzata Stankiewicz wykonała dwie piosenki „na żywo”.
Pomiędzy piosenkami i wierszami bohater spotkania „sypał” anegdotami z licznych pobytów w Bieszczadach oraz opowiadał o przygodach, jakie przydarzyły się mu w trakcie podróży (najczęściej autostopem).
Spotkanie prowadził pisarz Wiesław Hop, a organizatorem było Robotnicze Stowarzyszanie Twórców Kultury w Przemyślu.
Kiedy czyta się wiersze Czarnego Poety, wystarczy zamknąć oczy, by znaleźć się na połoninie, poczuć dym z retorty, usłyszeć szum górskich strumieni i tylko żal, że niedługo klimat dzikiego Bieszczadu, będzie można odnaleźć wyłącznie w wierszach i piosenkach.
Joanna Lorenowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze