Kiedy pół roku temu zmarła jego mama, wszystko jawiło się w czarnych kolorach. Mateusz Słysz, wtedy jeszcze 20-latek, został przez życie rzucony na głęboką wodę. Musiał wziąć na swoje barki utrzymanie i wychowanie czworga rodzeństwa: 11-letniej Patrycji, 9-letniego Patryka, 7-letniego Kuby i 6-letniej Basi. To wyzwanie, którego obawiałaby się niejedna para w pełni dojrzałych ludzi. On jednak zacisnął zęby i stwierdził, że nie pozwoli, by ich rozdzielono. Tak przysiągł matce.
Chłopakowi pomagała rodzina, przyjaciele, nawet sąsiedzi, ale to, co przeszedł, gdy zamykały się za nimi drzwi, wie tylko on sam. Potem, gdy pojawił się o nim pierwszy materiał w radiu, wszystko zaczęło nabierać tempa. Co rusz kontaktowały się z nim kolejne czasopisma, rozgłośnie i stacje telewizyjne, zadziałał efekt domina. – Telefony się urywały, wszyscy chcieli się umówić, porozmawiać, zrobić zdjęcie i co najważniejsze – pomóc. To było czasem wręcz męczące, ale wiedziałem, że tak trzeba, bo to dla nich (dla rodzeństwa – przyp. red.). Byłem i dalej jestem porażony skalą pomocy, jakiej doświadczyliśmy, codziennie przychodzą nowe paczki, mamy już chyba wszystko: od ubrań, przez chemię gospodarczą, po artykuły spożywcze. Nie pozwalamy jednak, by cokolwiek się zmarnowało, starannie rozdzielamy dary i to, co już mamy, odkładamy, żeby były zapasy na czarną godzinę – mówi Mateusz.
Paczki to jednak nie wszystko. 21-latek otrzymał też wsparcie merytoryczne i pomoc prawną od rozmaitych osób i instytucji. Do Mateusza przyjechało dwóch przedstawicieli kancelarii prezydenckiej. Spotkali się z nim, przeanalizowali jego sytuację i udzieli mu pomocy w uregulowaniu sytuacji prawnej dotyczącej mieszkania socjalnego, które obecnie zajmują. Ponadto poinformowali go, że powinien wystąpić o przyznanie pełnomocnika z urzędu, który reprezentowałby go przed sądem i skierowali chłopaka do urzędu pracy. – Chcemy mu dać wędkę, a nie rybę – mówił dla Gazety Wyborczej Tomasz Kulikowski z Kancelarii Prezydenta RP.
– Cały czas otrzymujemy paczki, z Polski i z zagranicy, nie tylko od Polaków, ale także od obcokrajowców. Jestem naprawdę wdzięczny za każdą pomoc, natomiast jeśli chodzi o przyszłość, chcę liczyć na siebie zarabiać i utrzymywać rodzeństwo, zapewnić im normalne warunki do życia, nauki i rozwoju – deklaruje Mateusz.– Teraz czeka nas dużo pracy i wiele poważnych decyzji. Naprawdę dobrze wiedzieć, że człowiek w obliczu dramatu nie jest sam. Chcę się skupić na realnym działaniu, niedługo zaczynam pracę i to w swojej wymarzonej branży, gastronomii. Pracodawca ze zrozumieniem odniósł się do naszej sytuacji i obiecał, że poczeka na mnie do momentu, kiedy uda mi się pozamykać wszystkie sprawy. Rodzeństwo rozumie, że nasza sytuacja nie jest łatwa. Wspierają mnie i są dzielni. Wierzę w to, że damy sobie radę! – mówi z pewnością w głosie 21-latek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ja też wierzę ale przez RZ p.redaktorze .
Wieżę w to...
powodzenia Mateusz
Ja też wierzę ale przez RZ p.redaktorze .