Texom Eurobus Przemyśl przeżywał prawdziwe męczarnie w spotkaniu z Widzewem Futsal Łódź. Wiele wskazywało, że trochę nieoczekiwanie stracą na własnym parkiecie dwa punkty. I wówczas objawił się on – William Alex Da Silva. Jak rasowy pivot – przyjął i zgasił piłkę klatką piersiową i uderzeniem z „pierwszej” pokonał znakomicie dysponowanego Kamila Izbiańskiego. Hala POSiR długo zapamięta ten pogłos spadającego kamienia z serc setek kibiców.
Do końca spotkania pozostawało dokładnie 150 sekund. Tablica wyników wskazywała równowagę 1:1. Piłkę zgarnął Roman Koltok i zdecydował się na kilkudziesięciometrowy jej wyrzut w stronę 36-letniego pivota, który najlepsze swoje lata w futsalu notował w jednej z czołowych ekip Francji – Toulon Elite. Ale tego się nie zapomina... Podanie było na centymetry. William zwodem uwolnił się od obrońcy, przyjął piłkę na klatkę piersiową, ukierunkowując ją na uderzenie z „ pierwszej”. Wszystko się zgrało. Kropnął nie do obrony, znakomicie dysponowany łódzki bramkarz nie miał szans. To był futsalowy majstersztyk, esencja tej dyscypliny sportu. Hala wpadła w ekstazę. Kto wie, czy nie będzie to trafienie, które da wielki przywilej Texom Eurobusowi przed fazą play-off.
Przemyślanie nie zagrali dobrych zawodów. Nie byli na tyle aktywni, kreatywni i pomysłowi, aby dobrze przygotowanej taktycznie łódzkiej ekipie zrobić dużą krzywdę. Owszem, mieli swoje okazje, ale piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do siatki. To nie był dzień teamu Adriano Ribeiro, ale… Ale po tym właśnie poznaje się wielkie zespoły. Bo żadną sztuką jest piać z zachwytu, kiedy wszystko jest na „tak”. Sztuką jest pokonać własne słabości i bardzo dobrze usposobionego rywala, kiedy większość jest na „nie”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze