2 września na parkingu Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej stanęło jedenaście willysów – aut, które są motoryzacyjną legendą drugiej wojny.
Pokaz militarnych zabytków motoryzacyjnych koło muzeum był częścią programu I Zlotu Samochodów Terenowych Willys – „Twierdza Przemyśl”, który odbył się w dniach 1– 3 września. Kilkunastu pasjonatów tej legendarnej marki z całej Polski przyjechało „zdobywać” Twierdzę Przemyśl. Ci z dalszych części kraju przyjechali na lawetach, wielu z rodzinami. Razem ponad[paywall] dwadzieścia osób.
W piątek całe towarzystwo rozbiło obóz na przyklasztornym kempingu w Kalwarii Pacławskiej z pięknym widokiem na góry. – Byliśmy w tym gronie już na wielu zlotach, więc zaproponowałem, że zorganizuję zlot na ziemi przemyskiej i pokażę zabytki militarne z obu wojen, które miałem okazję poznać, mieszkając parę lat w Przemyślu – mówił Stanisław Oleszczuk, okrzyknięty komandorem zlotu, natomiast „królem willysów” został Krzysztof Skwara, który miał najstarsze auto z 1942 roku.
W sobotę o dziewiątej komandor zarządził odprawę i parę minut później kolumna jedenastu willysów ruszyła na trasę. Z Kalwarii starymi drogami – przez Gruszową, Brylińce na Zielonkę. Krótki postój na kopcu i dalej do fortu XV Borek, a stamtąd do Siedlisk, do najlepiej zachowanego fortu Salis Soglio.
Wielu uczestników, słuchając Wacława Górniaka, który opiekuje się tymi fortami, dopiero wtedy dowiedziało się o twierdzy. Byli wśród nich tacy, którzy już widzieli sławne twierdze na zachodzie Europy, ale nie ukrywali szczerego podziwu dla jednego z najbardziej atrakcyjnych militarnych zabytków położonych dookoła Przemyśla. Dodatkową atrakcją była polsko-ukraińska, a zarazem zewnętrzna granica Unii widoczna tuż za fosą fortu.
O trzynastej jedenaście willysów w pełnym oporządzeniu stanęło na muzealnym parkingu. Wśród oglądających zabytkowe i w pełni sprawne auta byli tacy, którzy wiele wiedzieli o willysie i znali jego historię. W 1940 firma Willys-Overland, na zlecenie amerykańskiej armii, rozpoczęła prace nad samochodem terenowym. Rok później z taśm montażowych zeszły pierwsze seryjne egzemplarze willysa MB i od razu trafiły na front.
Tanie, proste w konstrukcji i obsłudze oraz radzące sobie w każdym terenie szybko zyskały przychylność armii i posypały się zamówienia tak duże, że firma nie mogła im sprostać i produkcja trafiła do Ford GPW. Do końca wojny wyprodukowano 639 tysięcy 245 egzemplarzy w kilku wersjach. Willysy nazywane także jeepami jeździły bez przesady na wszystkich kontynentach, gdzie toczyła się wojna, ale największą sławę zdobyły na pustyniach Afryki. Po wojnie nazwa jeep przylgnęła do wszystkich aut terenowych i tak jest do dzisiaj.
W czasie, kiedy mieszkańcy miasta mogli oglądać auta, uczestnicy zlotu odwiedzili Muzeum Twierdzy Przemyśl powstałe z inicjatywy członków Stowarzyszenia 3 Historycznego Galicyjskiego Pułku Artylerii Fortecznej im. Księcia Kinsky’ego. O szesnastej willysy wyjechały z parkingu. Kolejnym punktem programu było zwiedzanie sowieckiego schronu z linii Mołotowa przy ulicy Piłsudskiego, a potem powrót do Kalwarii. Sporo atrakcji jak na jeden dzień.
W niedzielę był czas na krótką przejażdżkę po najbliższej okolicy, później o jedenastej msza święta, podczas której uczestnicy zlotu siedzieli w zarezerwowanych dla nich pierwszych ławkach. Po mszy ksiądz poświęcił willysy, stojące w równym rzędzie na klasztornym dziedzińcu. Po czym powoli trzeba było się pakować, bo niektórzy mieli przed sobą kawał drogi do domu. Rozjeżdżając się, już zaplanowano, że w przyszłym roku, w czerwcu znowu tu przyjadą w tym samym gronie, żeby poznać pozostałe zabytki Twierdzy Przemyśl, pojeździć po urokliwych miejscach, jakich nie brakuje w okolicy Przemyśla, a także dokładniej pozwiedzać miasto.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze