We wtorek, 4 kwietnia, w Ruszelczycach doszło do tragicznego wypadku. 36-letni mieszkaniec Pruchnika na oczach swoich kolegów próbował przepłynąć rzekę San wpław. Nagle zniknął pod powierzchnią wody. Nadal trwa akcja poszukiwawcza mężczyzny. Na miejscu pracują funkcjonariusze policji i straży pożarnej, pomaga też straż graniczna.
Czterej mieszkańcy Pruchnika, korzystając z dobrej pogody, wybrali się nad San w Ruszelczycach na grilla. Po jakimś czasie jeden z nich wszedł do rzeki z zamiarem przepłynięcia na drugi brzeg, niestety ten nie powiódł się. W tym miejscu San jest głęboki[paywall], a jego nurt dość wartki, w dodatku woda, pomimo kilku ciepłych dni, nie nabrała jeszcze odpowiedniej temperatury. Co poszło nie tak, trudno powiedzieć. Z relacji kolegów 36-latka wynika, że w pewnym momencie mężczyzna na ich oczach zniknął pod powierzchnią wody i już nie wypłynął.
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o zdarzeniu ok. godz. 15.30. Po dotarciu na miejsce rozpoczęto akcję ratowniczą. Po 2 godzinach, z racji realnie małego prawdopodobieństwa na odnalezienie 36-latka, zdecydowano o zmianie statusu akcji z ratowniczej na poszukiwawczą. Ta została przerwana o zmroku i wznowiona następnego dnia rano, niestety kolejny dzień również nie przyniósł przełomu. Poszukiwania nadal trwają. – Będziemy je prowadzić do skutku – mówi Marta Fac, rzecznik prasowy przemyskiej komendy policji. W poszukiwaniach biorą udział dwie łodzie, sonar do skanowania dna, a także dron należący do straży granicznej.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze