Reklama

Z kart historii: Zapomniana rocznica. Operacja polska NKWD

12/11/2017 11:00

W latach 1937 – 1938 miała miejsce w ZSRR jedna z największych zbrodni przeprowadzonych wg kryterium narodowościowego. Do dziś nie znamy dokładnej liczby represjonowanych wówczas Polaków. Było ich co najmniej 140 tys., z tego nie mniej niż 111 tys. zostało przez NKWD rozstrzelanych. Najwięcej na Ukrainie Radzieckiej. Podstawą represji wobec ludności polskiej był wydany, na polecenie Stalina, 11 sierpnia 1937 r. przez ówczesnego ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Nikołaja Jeżowa rozkaz nr 00485.


Polacy rozstrzelani przez NKWD w 1937 r. (podpisani). Kat ludności polskiej. Ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR Nikołaj Jeżow (pierwszy z lewej, dolny rząd). Teczka oskarżonego w tzw. Operacji polskiej.

Polaków w ZSRR na szeroką skalę represjonowano już wcześniej, bo co najmniej od 1930 r. Wielu zginęło lub zostało zesłanych do łagrów w okresie kolektywizacji, wielu zmarło w okresie „wielkiego głodu”. W latach 1935 –1936 sowieckie służby specjalne z wielką gorliwością tropiły rzekomych członków niby działającej tam Polskiej Organizacji Wojskowej, a ponadto wówczas i w latach następnych ok. 70 tys. Polaków deportowano z Ukrainy do Kazachstanu.

Reklama

Niestety, dziś w Polsce mało wiemy o tamtych wydarzeniach, nie pisze się o nich w podręcznikach historii, nie nakręcono nawet jednego filmu na ten temat. Nie podjęto też badań nad tym, ilu Polaków zmarło w latach 1932 – 1933, w okresie „wielkiego głodu”. Naszą wiedzę na temat gehenny Polaków na Wschodzie zdecydowanie zdominowała martyrologia z lat II wojny światowej: wywózki za tzw. pierwszych sowietów, zbrodnicza akcja UPA na Wołyniu. Tymczasem to za Zbruczem Polacy złożyli największą daninę krwi za swą polskość, religię rzymskokatolicką i polskie tradycje narodowe. Sowieckie zbrodnie były tym potworniejsze, że przez dziesiątki lat żony nie wiedziały, co się stało z ich nagle aresztowanymi w nocy mężami, a dzieci nie miały żadnych wiadomości o swym ojcu.

Ową tragedię dobrze oddaje odnaleziony w chersońskim archiwum list Leona Karpienki do ówczesnego przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa, napisany w 1989 r. Po 50. latach od aresztowania ojca pisał on:

Reklama

„Jakbym nie usiłował przypomnieć sobie twarzy swojego ojca, nie udaje mi się. Pamiętam ją mętnie. Ale na pewno nigdy nie zapomnę tej sierpniowej nocy 1937 r. Było duszno, okna naszego mieszkania przy ul. Engelsa w mieście Chersoń były otwarte. Podjechał samochód, usłyszeliśmy stukanie do drzwi: „Otwierajcie, NKWD!”. Ja nie rozumiałem, kim są ci ludzie, ale wewnętrznie odczuwałem, że dzieje się coś niedobrego. Matka płacze, ojciec ją uspokaja: „To pomyłka, mnie wypuszczą”[paywall].

Dni strachu trwały długo

„Przez trzy doby matka nie zamknęła oczu, czekała. Wydawało jej się, że słyszy kroki męża, ale to nie była prawda. Potem czekanie przerodziło się w strach. Za każdym razem, gdy słyszeliśmy szum silnika, matka prowadziła nas do pomieszczeń gospodarczych i tam chowała. My, zaspani, wyskakiwaliśmy z pościeli i już wiedzieliśmy, co trzeba robić. Ja miałem 7 lat, siostrzyczka Lusia – 9, młodsza Zoja – 2 lata.

Reklama

Te dni strachu trwały długo. Było nas troje dzieci, matka nie miała zawodu, zawsze była gospodynią domową. Rodzina znalazła się wtedy u progu zagłady. Ale na świecie są także dobrzy ludzie. Nocą, gdy wszyscy spali, jakaś dobra dusza zostawiała żywność na parapecie. W ten sposób przetrwaliśmy jakiś czas. Matka domyślała się, kto przynosił jedzenie, ale nikt się do tego nie przyznawał, bali się przyznać, że pomagają „wrogom narodu”, tak nas nazwano. Współczucie dla „wrogów narodu” mogło doprowadzić do strasznych konsekwencji. Ciężkie chwile dla matki dopiero się zaczynały. Nie wiem, ile minęło dni lub tygodni od tego czasu, gdy aresztowano ojca. Ale niedługo wezwali matkę do NKWD przy ul. Kirowa w mieście Chersoń. Można było tylko się domyślać, co tam przeszła, gdy próbowano wyciągnąć z niej zeznania, które były im potrzebne, zmusić do podpisania spreparowanego dokumentu o winie mojego ojca – Rzeźnikiewicza Michała. Matka nie podpisała ani jednego kłamliwego oskarżenia. Potem opowiadała, jak bardzo bała się o dzieci, wtedy nikt nie wiedział, co ci okrutnicy mogą jeszcze wymyślić”.

Matka przywiozła trumienkę z Zoją

„Moja matka – Jewdokia Winogradowa-Rzeźnikiewicz miała silną wolę i była pryncypialnym człowiekiem, dlatego była aresztowana i wysłana do Krzywego Rogu do kopalni rudy. Nie będę opisywać tych szczegółów, które są mi znane ze słów matki, opowiem krótko, mówiąc tylko to, co istotne. Mnie oddali do sierocińca razem ze starszą siostrą Lusią. Mamę z dwuletnią Zoją wywieziono do kopalni. Mama ponad rok pracowała w kopalni rudy w katorżniczych warunkach, w tym czasie zmarła Zoja. Stało się to zimą. W lutowe mrozy matka przywiozła na sankach trumienkę z Zoją, poszła do stróżówki cmentarza, poprosiła o łom, żeby wydrążyć dół w ziemi. Swoimi rękami pochowała, nasypała mogiłę i nawet nie postawiła krzyża, nie było wolno. Wkrótce przez ciężką pracę matka podupadła na zdrowiu, zachorowała na gruźlicę i została zwolniona. Wróciwszy z zesłania matka odszukała starszą córkę Lusię, która wtedy mieszkała u babci, od której dowiedziała się, że ja znajduję się w domu dziecka. Mnie nie chcieli oddać matce, ponieważ dyrektor domu dziecka mnie usynowił. Gdy przyjmowano mnie do domu dziecka, babcia nakazała mi, żebym nie przyznawał się, że mam rodziców, bo wtedy dowiedzieliby się, że oni są „wrogami narodu”. Mama, by mnie odebrać, musiała udowodnić, że jest moją matką. Pamiętam, jak szliśmy zaoranym, mokrym, lepkim polem. Zapytałem mamę, gdzie jest moja siostrzyczka Zoja, mama zaczęła płakać, powiedziała: „Nie ma więcej Zoji, ona umarła”. Zrobiło mi się bardzo smutno. Ten smutek pamiętam do tej pory. To tak, pokrótce, opisałem cały ten horror. Mogę opowiedzieć również ze szczegółami. Chciałbym dowiedzieć się, gdzie zginął mój ojciec, w jakiej bratniej mogile leży. O jego fotografii nawet nie marzę. Chciałbym dowiedzieć się, o co go oskarżali, kto na niego wniósł oszczerstwo”.

Reklama

Całe życie prześladował mnie strach

„Wyrosłem bez ojca, to nieszczęście przewróciło całe moje życie. Nas pozbawili mieszkania, nie otrzymałem wykształcenia, pomagałem matce wyżyć z siostrą, pracowałem w fabryce od 16 roku życia, ciężko zachorowałem na gruźlicę. Całe życie prześladował mnie strach. Chcę choć na stare lata mieć moralną satysfakcję, dowiedzieć się, że mój ojciec był oczerniony i zginął niewinnie. Mój ojciec nie był działaczem politycznym, on był bardzo mądrym człowiekiem, z tego, co pamiętam, kierował laboratorium. Żyło się nam z nim bardzo dobrze. Ucierpiał przez swoje polskie pochodzenie. Podczas wojny przed rewolucją on dostał się do niewoli, do Rosji. Pamiętam, że był Polakiem, urodził się w m. Rzeszów, w Polsce. Niczego dokładnie o ojcu nie jest mi wiadomo, ponieważ wszystkie jego dokumenty zostały zniszczone. Proszę Was, powiadomcie mnie o Michale Rzeźnikiewiczu, 1890 rok urodzenia, którego nikt więcej nie widział po tym, jak go aresztowano w 1937 r. Jak on zmarł, nie wiemy. Ani jednego listu nie otrzymaliśmy. Matka nalegała, żebym po ślubie przeszedł na nazwisko żony – Karpienko Tamary, musiałem to zrobić z obawy, że kiedyś znów mogą ponowić się represje. Proszę Was o rzucenie światła na tragiczną śmierć Michała Rzeźnikiewicza, my nic nie wiemy o tym, co się z nim działo po tym dniu. Czy przeżył chociaż rok, czy był rozstrzelany?

Karpienko (urodzony jako Rzeźnikiewcz) Leon Michajłowicz”.

Daremnie czekali na powrót ojca

W rzeczywistości Michał Rzeźnikiewicz został przez tzw. Trójkę NKWD (nie mającą nic wspólnego z cywilizowanym wymiarem sprawiedliwości) 14 października 1937 r. skazany na karę śmierci i rozstrzelany. O decyzji tej nie powiadomiono rodziny, która przez lata daremnie czekała na powrót ojca. Takie losy były udziałem ponad 111 tys. polskich rodzin w ZSRR. Dlatego też w czasie zbliżającego się dnia Wszystkich Świętych warto postawić także świeczkę za Polaków zamordowanych za Zbruczem w latach trzydziestych ubiegłego wieku.


Kostka Szczepanowicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    /K/ - niezalogowany 2017-11-12 14:23:03

    Najwięcej rozstrzelano na Ukrainie Radzieckiej a na listy wciągali Ukraińcy Radzieccy i tak powstała I czystka narodowościowa. II czystka była za Hitlera.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tadeusz. - niezalogowany 2017-11-12 16:35:58

    Nigdy nie umieliśmy się bronić.Owszem broniliśmy zawsze innych/tak sobie wmawiamy/ ale swoich najbliższych nigdy.Dlatego nawet do nas specjalnie nie strzelano.Rosjanie to wiązali gołymi rękoma w pęczki i robili co chcieli i jak chcieli.W ten sposó wymordowano nas setki tysięcy.A do dzisiaj udajemy jaka to nam krzywdę zrobiono.Szkoda tylko,że nie potrafimy się bronic ani bronić swoich rodzin.Ale bronim nierealnych idei  i tak od zawsze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama