Rozmowa ze Sławomirem Semeniukiem, licencjonowanym instruktorem samoobrony, na co dzień zajmującym się trenowaniem sztuk walki.
Na kim się wzorowałeś?
– Na Brusie Lee. Zafascynowała mnie jego szybkość, dynamika i koordynacja całego ciała. Nie chciałem nikogo naśladować, tylko iść własną drogą, ponieważ ważne jest to, co się samemu wypracowało. Jestem osobą skromną, która nigdy się nie ujawniała. Do wszystkiego w życiu doszedłem sam dzięki swojej ciężkiej pracy. Osiągnąłem coś niebywałego – stworzyłem własny styl walki. Opracowywałem wszystkie techniki, które wykonywane są całym ciałem: bloki, uderzenia. Trenuję od 35 lat i cały czas się rozwijam. Jest to całkiem nowa sztuka walki o nazwie semen-su.
Na czym się opiera?
– Jest podobna jest do kung-fu chińskiego. Bardzo niebezpieczna, gdyż ciosy trafiają w punkty witalne, stawy. Opiera się na ataku przez zaskoczenie. Aby szybko zaatakować, nie wolno sygnalizować uderzenia. Ten styl uczy również samoobrony i samodyscypliny, uspokaja umysł poprzez odrzucenie agresji. Człowiek staje szczęśliwszy i zapomina o problemach dnia codziennego.

fot.Bogusława Pajda
Saławomir Semeniuk podczas treningu z uczniami.
Czy masz naśladowców?
– Semen-su interesują się ludzie w różnym wieku. Także dziewczyny, bo moja sztuka obrony nie wymaga użycia siły. Aby dostać się na moje kursy, kandydaci muszą przejść rozmowę. Nie każdego zaakceptuję. Skupiam tylko spokojnych i zrównoważonych. Kiedy dowiaduje się, że ktoś jest agresywny, automatycznie przestaje u mnie trenować, aby nikogo nie skrzywdzić. Ćwiczymy dla siebie.Kogo szkolisz?
– Zwykłych ludzi, w tym wojskowych, policjantów, ochroniarzy, biznesmenów, lekarzy. Zainteresowanie jest duże.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze