Reklama

Zew internetu

08/01/2017 07:37

Kiedy w 2013 roku Eric Schmidt i Jared Cohen opublikowali „The New Digital Age”, nie spodziewali się, że internet urwie się ze smyczy i pogoni swą własną drogą. Obaj mieli prawo snuć optymistyczne wizje, pierwszy – jako szef Google, drugi – jako doradca Busha i Obamy w sprawach cyfryzacji. W swojej książce przedstawili wielce obiecującą przyszłość internetu.

Powszechny dostęp do sieci miał eksplodować globalnym triumfem demokracji i sprawić, że świat stanie się lepszy i bardziej otwarty. „(…) Każdy, kto ma telefon komórkowy i dostęp do internetu, będzie mógł odegrać swoją rolę, promując przejrzystość i odpowiedzialność. (…) będzie mógł publikować informacje o łapówkach i korupcji, ogłaszać nieprawidłowości wyborcze i ogólnie zmuszać rząd do rozliczeń” – pisali Schmidt i Cohen. „Obywatelska partycypacja osiągnie niespotykany dotąd poziom” – prorokowali. Stało się inaczej. Świat odchodzi od demokracji i to w zawrotnym tempie, a zdaniem ekspertów, również dzięki negatywnym skutkom internetu. Terroryści z tzw. państwa islamskiego wykorzystują Twittera i YouTube jako wielce skuteczny oręż propagandowy. Wrzucają tam filmy o egzekucjach niewiernych, bez żadnych barier i przeszkód technicznych. Przerażające sceny z obcinania głów stały się już ponurą codziennością. Autorzy tych wpisów w sieci czynią to nie tylko z dużą dozą brutalności, ale i z profesjonalnym opanowaniem marketingu internetowego. Sieć stała się narzędziem zła. Osobny problem to totalna dezinformacja. Ludzie leczą się w internecie, szukają tam porad prawnych, uczą się historii, sięgają po wszelaką wiedzę, traktując to źródło jak wyrocznię. Przydatność takiej samoedukacji jest najczęściej opłakana. Ironizując – Google i YouTube stały się najpopularniejszymi uczelniami świata. Tam dowiemy się, że Obama jest urodzonym w Kenii muzułmańskim komunistą, a Hillary Clinton stała na czele gangu pedofili, z siedzibą w konkretnej pizzerii w Waszyngtonie. Nie trzeba było długo czekać na efekty takich bzdur. Do pizzerii wtargnął 28-latek z bronią w ręku, domagając się uwolnienia dzieci porwanych przez Clinton. Dopiero kiedy upewnił się, że wpisy w sieci to brednie, pozwolił się rozbroić. W sieci roi się od takich półprawd i przekłamań na tematy przeróżne. Współczuć tym, którzy w to wierzą, nie wystarczy, bo skutki tej nauki mogą być bolesne. Miały powstać aplikacje, które chroniłyby przez taką partyzantką. Okazało się to utopią. Za to internet stał się skutecznym narzędziem w rękach służb specjalnych i biznesu. Wszystko można dziś prześledzić i przesterować. Prywatność i anonimowość jest tylko złudzeniem. A bezpieczeństwo internetu to również gwarancja banków, energetyki, transportu i całej infrastruktury. Pisze o tym wszystkim Wojciech Orliński w ostatnim – w 2016 roku – numerze Polityki. Sam też opublikował trzy lata temu książkę na temat sieci, ale mało optymistyczną. Tytuł mówi sam za siebie – Internet. Czas się bać. Orliński pisze, że teraz już za późno na strach. Pozostaje tylko wypić drinka w foyer i wrócić na widownię, by obejrzeć ostatni akt tragifarsy Internet i demokracja. Proponuję inny tytuł . Zew internetu.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości