Reklama

Złodziej w pasiece. Kradzież na zlecenie?

02/04/2017 18:30

– Tego nie zrobił prawdziwy pszczelarz, to był chyba jakiś trzymacz, czyli ktoś, kto nie czuje i nie rozumie hodowli, a pszczoły trzyma jedynie dla zysku – oburza się Mariusz Piwko, któremu nieznany jeszcze sprawca ukradł trzy rodziny.

Zwykle wiosna w pasiece rozpoczyna się w marcu. Dla pszczelarzy sygnałem jej nadejścia jest oblot wiosenny. Wtedy uważnie obserwują pszczoły i oceniają, w jakiej kondycji po zimie są pszczele rodziny. W niedzielę, 19 marca, Mariusz Piwko przyjechał do swojej pasieki, którą ma tuż poza granicami miasta, przy ulicy Wołodyjowskiego.

– Przez kilka dni nie zaglądałem tu, bo trochę chorowałem, a po za tym było chłodno i pszczoły nie wylatywały. Zdziwiło mnie, że na termometrze było tylko siedem stopni, a pszczoły wylatywały z ula i wyglądały na podenerwowane. Najpierw pomyślałem, że może mysz weszła do ula, ale kiedy go otworzyłem, stwierdziłem brak gniazda. Zacząłem sprawdzać i okazało się, że ktoś ukradł trzy rodziny z trzech uli[paywall]. Na jedną rodzinę przypadało siedem ramek. Podejrzewam, że to była kradzież na zamówienie. Mam dwa typy uli: „warszawskie poszerzane” oraz „dadant”. Zginęły rodziny z ramek typu „warszawskiego”, co mogłoby świadczyć o tym, że złodziej potrzebował akurat takich, żeby pasowały mu do uli, które ma. Może komuś pszczoły nie przeżyły zimy i w taki sposób chciał, moim kosztem, uzupełnić sobie hodowlę. Dla mnie to jest szok, bo ktoś, kto hoduje pszczoły, nie powinien kupować kradzionych. 


fot.Jacek Szwic
– Bardzo przeżyłem tę kradzież – mówi Mariusz Piwko, pokazując okradzione ule.

Reklama

Zbrodnia

– Pszczelarstwo to moje hobby, którym zajmuję się już od pięciu lat. Zacząłem od dwóch uli, dzisiaj mam kilkadziesiąt w dwóch pasiekach. Choć jestem typowym mieszczuchem, to znajduję wielką przyjemność w kontakcie z naturą, zwłaszcza tak mądrą i zorganizowaną jak u pszczół. Wiem o nich dużo i trudno mi zrozumieć to, co się stało. Złodziej, kradnąc ramki, zabrał co najwyżej osiemdziesiąt procent rodziny. Pozostałe pszczoły, które mu uciekły, pozbawione matki męczą się, latają jak oszalałe i prawdopodobnie zginą. Poprzestawiałem ule, ale jest niewielka szansa, że przyłączą się do innych rodzin i zostaną zaadoptowane. Następnego dnia zgłosiłem kradzież na policji. Straty oszacowałem na blisko tysiąc dwieście złotych, ale przecież poniosłem też inne koszty, bo jesienią musiałem zakarmić pszczoły, na co poszło ponad dziesięć kilo cukru i kupić lekarstwa. Naprawdę nie mogę zrozumieć, jak ktoś mógł tak postąpić. Kiedyś pszczelarze cieszyli się ogromnym poważaniem, tak wielkim, że przed wojną w sądach byli zwalniani z przysięgi.

Będzie dochodzenie

– Na terenie powiatu przemyskiego zdarzają się kradzieże uli albo samych pszczół, ale nie jest to proceder nagminny – mówi sierż. sztab. Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.

W lipcu ubiegłego roku mieliśmy taki przypadek w Korytnikach, a ostatnio kradzież zgłosił nam hodowca z Przemyśla. Obecnie prowadzimy czynności sprawdzające, zostanie wszczęte dochodzenie i będziemy się starali ustalić sprawcę kradzieży. Na rynku są różne zabezpieczające sytemy elektroniczne, które stosują właściciele większych pasiek. Można montować monitoring albo umieszczać w ulach lokalizatory GPS. Oczywiście jest to kosztowne. Niektórzy hodowcy też znaczą w specjalny sposób swoje ramki. Każde zabezpieczenie w przypadku kradzieży ułatwia pracę policjantom – kończy policjantka.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    frac - niezalogowany 2017-04-03 15:43:22

    chamstwo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości