To był ważny pojedynek dla obu zespołów w kontekście gry w fazie play-off. Jarosławianki po I rundzie miały to jak w banku, ale fatalny początek II rundy bardzo to zachwiał. Na szczęście, im bliżej finału fazy zasadniczej, tym mocniej San-Pajda staje na nogi.
Prawdę powiedziawszy, gdyby ta potyczka zakończyła się w trzech setach, miejscowe nie mogłyby mieć żadnych pretensji. Fakt, że wygrały partię otwarcia, to zasługa ich determinacji, ale i niepotrzebnego rozluźnienia w decydującej fazie gości. Bo wydawało się, że przyjezdne kontrolują przebieg seta. Zaczęły od 1:6 i bardzo długo – większą lub mniejszą – przewagę utrzymywały. Do stanu 20:21. Potem nieco przysnęły, zwłaszcza przy odbiorze zagrywki i miejscowe to wykorzystały.
Było to jednak wszystko, na co jarosławianki pozwoliły tego dnia rywalkom. Kolejne trzy sety były popisem jednego aktora. Ich historia zamyka się do początków, choć w 2. partii nawet tego nie było. Jarosławianki szybko uciekły na 3:9, a przy stanie 11:19 spokojnie doprowadziły do remisu w meczu. W 3. secie z 1:5 zrobiło się 4:5, ale seria czterech punktów z rzędu (4:9), ustawiła grę. Przy stanie 5:17 było jasne, że San-Pajda obejmie w spotkaniu prowadzenie. Całą sprawę przyjezdne załatwiły w 4. partii. Było 1:4, potem… 4:5 i na więcej gospodynie nie było stać. Wyraźne4 prowadzenie 5:11 zostało powiększone do 8 punktów (9:17). Po tym ciosie miejscowe już się nie podniosły.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze