Kacper jest chory. Bardzo chory. Zaatakował go nowotwór złośliwy. Ma dopiero 15 lat. Wiele planów i marzeń. Jednym z nich było... przejechanie się prawdziwym czołgiem. W urzeczywistnieniu tego pragnienia pomogło chłopakowi dowództwo 1. Batalionu Czołgów w Żurawicy.
Był styczeń 2018 r. 14-letniemu Kacprowi Olszowskiemu spuchła buzia. Był słaby, z dnia na dzień coraz bardziej. Lekarze zdiagnozowali u niego zapalenie ślinianki. Nie zwiastowało to niczego złego. Brał antybiotyki, które jednak niczego nie zmieniły. Do opuchlizny buzi doszły silne duszności. Pewnego dnia chłopiec położył się na podłodze i... nie był w stanie wstać.
– Pojechaliśmy do szpitala. Lekarze zasugerowali kolejny antybiotyk, ale uparłam się, aby zrobić szersze badania. Kacper został na oddziale. Wykonano USG, które wykryło zmiany nowotworowe. To był dla mnie szok i przerażenie. Ale pozostały resztki nadziei, że doszło do jakiejś pomyłki. Nie mogłam uwierzyć, że do naszego spokojnego życia właśnie wkrada się rak – wspomina mama Kacpra.
12 lutego ub.r. Kacper został przewieziony karetką na onkologię do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w krakowskim Prokocimiu. Tam, niestety, spełnił się najgorszy scenariusz. Biopsja potwierdziła złośliwy nowotwór – guz dołu skrzydłowo-podniebiennego lewego. Opuchnięta buzia wcale nie była wynikiem zapalenia, a szybko rozwijającego się guza. Chłopiec błyskawicznie trafił na chemioterapię, która trwała od lutego do lipca 2018 r. W pół roku przyjął kilkanaście cykli. Zaczęły wypadać mu włosy. Ale gorsze dopiero miało nadejść...
Po chemii przyszedł czas na protonoterapię. 31 podań. Ten okres był najtrudniejszy. Kacper miał poparzoną twarz i szyję. Znosił to tylko dzięki silnym lekom przeciwbólowym. – Po badaniach kontrolnych lekarze zauważyli, że guz jest mniejszy. W listopadzie zapadła decyzja o operacji. Podczas niej doszło do uszkodzenia nerwu twarzowego. Ale to nie wszystko. Badanie anatomopatologiczne wykazało, że po operacji, niestety, pozostało dużo żywych komórek nowotworowych. Konieczne było podanie chemioterapii drugiej linii – wyjaśniła matka chłopca.
W pewnym momencie pojawił się nierefundowany lek Votrient. Po nim guz przestał rosnąć. Brakowało im jednak pieniędzy na kolejne dawki. Zorganizowali zbiórkę. Pieniądze się znalazły, ale... Złośliwy guz nie daje za wygraną. Czy Kacper zwycięży? Musi!
15-latek jest uczniem Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. Ignacego Jana Paderewskiego w Ciężkowicach. To niewielka miejscowość w Małopolsce, w powiecie tarnowskim. Nie chodzi jednak z rówieśnikami codziennie do szkoły. Ma nauczanie indywidualne. – Kacper jest uczniem pierwszej klasy liceum. Kiedy tylko jest to możliwe, do Kacpra przyjeżdżają nauczyciele z naszej szkoły. Mimo choroby jest chłopcem pełnym życia, marzeń. Jego hobby to historia i wojskowość. Kiedy pewnego razu odwiedziłem go w domu w Bruśniku, zdradził, że jego wielkim marzeniem jest zobaczyć na żywo czołg, wejść do niego i się nim przejechać. Zaczęliśmy działać. Wiele osób zaangażowało się w ten nasz wyjazd. Starosta tarnowski Roman Łucarz, jego zastępca Jacek Hudyma, pogotowie ratunkowe w Tarnowie, dzięki któremu Kacper mógł tu przyjechać karetką z ratownikami medycznymi. Spotkaliśmy się z cudownym odzewem dowódcy 1 Batalionu Czołgów w Żurawicy podpułkownika Rafała Kluza – wyjaśnił dyrektor ciężkowickiej szkoły Józef Parys.
Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. 22 listopada br. Kacper wraz z mamą, koleżankami i kolegami z klasy, dyrektorem szkoły oraz nauczycielami zawitał do Żurawicy. Był zachwycony. Zwłaszcza kiedy mógł wejść do czołgu. Był kapitalnie traktowany przez żurawickich czołgistów. Przyjęty z wszelkimi honorami. Widać było ogromne wzruszenie na jego twarzy. Zwłaszcza kiedy siedział w czołgu i kilka razy przejechał koło kolegów z klasy.
– Na tę wizytę zgodził się nasz dowódca brygady. Przygotowaliśmy specjalny scenariusz wizyty tej klasy i oczywiście Kacpra, który był gościem numer jeden. Pokazaliśmy newralgiczne miejsca, gdzie szkolą się nasi żołnierze, czyli: trenażery przygotowujące załogi czołgów do prowadzenia skutecznego ognia na poligonie, pokaz czołgów T-72, pokaz podstawowego wyposażenia żołnierza i całej kompanii: broń osobistą, lornetki, radiostacje, noktowizory. Wszystkiego mogli dotknąć. Młodzież mogła się zapoznać z historią naszego batalionu. Potem wszystkich zaprosiliśmy na uroczysty obiad – podsumował zastępca dowódcy 1 bcz w Żurawicy, szef sztabu mjr Marcin Sudek.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Duma rozpiera jak się widzi wspaniałych naszych żołnierzy będących tak blisko z młodzieża i dziećmi sprawiając im tyle frajdy ucząc jednocześnie miłości do Ojczyzny.Ale też serce się kraje kiedy się widzi tych wspaniałych żołnierzy na tle nigdy nie modernizowanych czyli bardziej niż muzealnych czołgach T-72.Jestem bardziej niż przekonany,ze te muzealne eksponaty w sytuacji krytycznej więcej zła zrobią ich załogom niż wrogowi
To nie jest artykuł o zdolności bojowej jednostki pancernej tylko o spełnionym marzeniu chorego chłopca. Brawo żołnierze,jesteście wielcy! Czołem.
Duma rozpiera jak się widzi wspaniałych naszych żołnierzy będących tak blisko z młodzieża i dziećmi sprawiając im tyle frajdy ucząc jednocześnie miłości do Ojczyzny.Ale też serce się kraje kiedy się widzi tych wspaniałych żołnierzy na tle nigdy nie modernizowanych czyli bardziej niż muzealnych czołgach T-72.Jestem bardziej niż przekonany,ze te muzealne eksponaty w sytuacji krytycznej więcej zła zrobią ich załogom niż wrogowi
To nie jest artykuł o zdolności bojowej jednostki pancernej tylko o spełnionym marzeniu chorego chłopca. Brawo żołnierze,jesteście wielcy! Czołem.