W poniedziałek, 24 sierpnia, objął stanowisko dyrektora Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. O tym, co ma do zaoferowania placówce, o poprawie wizerunku POZ, o personelu szpitala, ale także o planach wykonywania w jarosławskim szpitalu zabiegów chirurgii onkologicznej rozmawiamy z Piotrem Pochopniem.
Co chce Pan wnieść do jarosławskiego COM?
– Nie ukrywam, że swoje doświadczenie z sektora prywatnego chciałbym przenieść tutaj, do publicznej placówki. O ile w części szpitalnej trudno dokonać rewolucji, to w obszarze specjalistycznej opieki ambulatoryjnej i podstawowej opieki zdrowotnej przestrzeń do zmian jest większa. Myślę tu o wprowadzeniu szeregu nowych standardów. Na przykład coś, co w placówkach prywatnych jest normą, a więc zapisy na godzinę, zapisy na kilka dni do przodu, usprawnienie administracji da się spokojnie wprowadzić. Chciałbym, żeby to był środek służący do odbudowania znaczenia przychodni POZ w szpitalu[paywall].
To pomysł na ocieplenie wizerunku całej placówki?
– POZ jest najbliżej ludzi, jest najłatwiej dostępną częścią całego COM. Część szpitalna jest oczywiście priorytetem, ale nie chciałbym, żebyśmy zapominali o tym, że mamy do dyspozycji bardzo ważne, a niedoceniane elementy, czyli przychodnię w Jarosławiu i filie w gminach. Dbając o zdrowie mieszkańców powiatu jarosławskiego, musimy postawić przede wszystkim na tę podstawową opiekę zdrowotną, która jako najbliższa pacjentowi powinna stanowić wsparcie w pierwszej linii. Te przypadki, z którymi POZ z różnych powodów sobie nie poradził, powinny trafić do opieki specjalistycznej, a jeśli tutaj możliwości się skończą, to dopiero wtedy do szpitala. A naszym zadaniem jest dopilnować, by pacjent nie przeskakiwał tych poziomów.
A SOR? O nim też nie mówi się w samych superlatywach.
– Szpital często jest widziany przez pryzmat funkcjonowania SOR-u i na tej podstawie rzadko pacjenci wyrabiają sobie opinię na temat jakości usług całego szpitala. Wskaźniki statystyczne dotyczące czasu oczekiwania wyglądają całkiem nieźle. System jest całkiem dobrze zorganizowany, sprawdza się tak zwany pretriaż. Ratownik kieruje pacjentów w zależności od stopnia pilności albo do lekarza nocnej i świątecznej opieki, albo na SOR. Jeżeli pacjent wymaga pilnej pomocy, jest mu ona udzielana, mniej pilne są oznaczane kolorami, którym przypisywany jest odpowiedni czas oczekiwania, o czym każdy pacjent jest informowany. SOR-y z definicji mają służyć przypadkom pilnym i nie powinny zastępować ani opieki podstawowej, ani nocnej czy świątecznej dlatego, żeby – gdy zajdzie pilna potrzeba – to miejsce nie było zatkane przez przypadki błahe. Jest tendencja, by korzystać z szybkiej ścieżki diagnostycznej, z tego, że po przyjściu na SOR ma się pewność, że cała ta diagnostyka zostanie wykonana. Trzeba to jednak wyważyć. Nie zmieni to faktu, że każdego dnia będziemy się starać o to, aby ta przepustowość i czas oczekiwania na SOR-ze były jak najkrótsze.
Skupiliśmy się do tej pory na czułych punktach COM, porozmawiajmy o jego zaletach.– Najmocniejszą stroną COM są ludzie: lekarze, pielęgniarki, ratownicy, fizjoterapeuci. Kadrę mamy bardzo mocną. Także cała tzw. część szara, administracyjna, jest na wysokim poziomie. Mogę śmiało powiedzieć, że ani jedni, ani drudzy nie ustępują tym standardom, które znam z innych placówek, czy to w Krakowie, czy w Rzeszowie. Z pewnością trzeba też docenić infrastrukturę, jeśli chodzi o SOR czy o odział ginekologiczno-położniczy, który już jest bardzo dobrze wyposażony i który będzie w tym roku jeszcze doposażany w nowoczesny sprzęt.
Kadencja Pańskiego poprzednika upłynęła pod znakiem licznych inwestycji w infrastrukturę szpitala. Czy będzie Pan chciał podtrzymać ten trend?
– Plany inwestycyjne pokrzyżowała nieco pandemia. Nie oznacza to jednak, że się z nich wycofujemy. Jedną z inwestycji będzie połączenie budynków, w których jest oddział zakaźny, z resztą szpitala. Cała logistyka związana z przemieszczaniem się pacjentów, leków, sprzętu medycznego czy posiłków jest teraz bardzo utrudniona.
Czy szpital powiatowy może nie być pod kreska?
– Zdecydowanie!
A jest to możliwe w Jarosławiu?
– Przede wszystkim musimy dbać o jakość, o to, by pacjenci otrzymywali usługi medyczne na najwyższym poziomie. Po drugie kolosalne znaczenie ma komfort pracy pracowników, bo bez tego nie ma jakości. Żeby to wszystko działało, potrzebne jest finansowanie na odpowiednim poziomie. Nie chcę zrzucać wszystkiego na pandemię, ale ona wiele rzeczy utrudnia. Weźmy chociażby obłożenie oddziałów. Jest ono mniejsze niż przed rokiem. Z tym czynnikiem powiązany jest z kolei ryczałt, na którym opiera się finansowanie szpitali. W tym roku musimy walczyć o to, by zbliżyć się do wykonania z zeszłego roku po to, by ten ryczałt nie uległ zmniejszeniu.
Czyli jednak znów koronawirus?
– Jeśli aktualne przepisy będą obowiązywały, sytuacja może być trudna. Liczę po cichu, że jednak się one zmienią, będą uwzględniały obecną sytuację, bo to nie dotyczy tylko naszego szpitala, lecz wszystkich placówek w kraju. Jestem tu jednak po to, żeby szpital zbilansować, żeby odbyło się to w sposób możliwie najbardziej łagodny. Trzeba też podkreślić, że będziemy musieli się o to starać wszyscy.
Przykłady z regionu pokazują, że do tego zbilansowania dochodzi się na różne sposoby. Najczęściej jednak mówi się o kolejnych redukcjach: personelu, łóżek, oddziałów...
– Moim celem jest zrobienie wszystkiego, by zbilansowanie ekonomiczne szpitala nie odbyło się kosztem pracownika. To bardzo ważna sprawa, by nie tracić pracowników. Na to nie możemy sobie pozwolić, bo ci są na wagę złota i należy robić wszystko, by ich zatrzymać. Przede wszystkim będę chciał, by tam, gdzie możliwe jest ograniczenie kosztów, to zrobić. Będziemy przeglądali umowy na dostawy leków czy materiałów jednorazowych i zastanawiali się, gdzie możemy oszczędzić, choć ze świadomością, że na pewne rzeczy, jak na przykład wzrost kosztów odbioru odpadów medycznych, musimy się godzić. Wierzę jednak, że wiele jest obszarów, gdzie można oszczędzić. Z drugiej strony musimy myśleć, jak zwiększyć przychody. Przykładem jest położnictwo. Mamy piękne warunki, mamy personel i fakt, że mieszkanki powiatu korzystają z usług innych szpitali rozczarowuje. Oczywiście poprawa rentowności położnictwa nie uratuje sytuacji, ale takich przykładów może być więcej. Chciałbym na przykład poszerzyć zakres przeprowadzanych u nas zabiegów o chirurgię onkologiczną. Jest jeszcze kilka kolejnych planów, ale na razie za wcześnie, by o nich wszystkich mówić.
Zapytam jeszcze o styl Pańskiej pracy. Bliżej Panu do pierwszej linii, czy może woli Pan zacisze dyrektorskiego gabinetu?
– Szpital jest dużym podmiotem, dlatego bez odpowiedniej kadry zarządzającej, bez ludzi z odpowiednimi kompetencjami i doświadczeniem, nie sposób nim kierować. Chcę mieć z nimi na bieżąco bliski kontakt po to, żeby żaden oddział nie był odrębnym królestwem, a wszystkie stanowiły jeden połączony organizm. Mimo to nie wyobrażam sobie zarządzania tylko zza biurka, bez obecności na oddziałach, w oderwaniu od ich codziennego życia, bo to też jest droga donikąd.
Czego Panu życzyć na koniec rozmowy, a na początek przygody w jarosławskim COM?
– To proste: żeby przepisy dotyczące służby zdrowia zostały dostosowane do obecnej sytuacji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze