Reklama

– Nuda zabija lekcje – mówi Janusz Harpula, nauczyciel i dyrektor Szkoły Podstawowej w Świętoniowej, finalista Konkursu Nauczyciel Roku


Jury Konkursu Nauczyciel Roku 2025, obradujące pod przewodnictwem prof. Stefana M. Kwiatkowskiego, członka prezydium Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, wyłoniło jego finalistów. W tzw. złotej trzynastce 23. edycji rywalizacji znalazł się Janusz Harpula, nauczyciel języka polskiego, historii i WOS, dyrektor Szkoły Podstawowej im. ks. Franciszka Wosia w Świętoniowej.


Trzynastu finalistów konkursu Nauczyciel Roku 2025 wyróżnionych przez jury, w których gronie się Pan znalazł, łączy to, że choć uczą w różnych szkołach, w małych i większych miejscowościach i na różnych poziomach edukacyjnych, to są nieprzeciętni w tym, co robią. To prawdziwi pasjonaci. Gratulując wyróżnienia, chciałam jednocześnie zadać Panu proste pytanie o to, za co lubi Pan pracę w szkole?

– W szkole każdy dzień jest inny, dlatego nie sposób się nudzić. Do tego to zajęcie, które pozwala się rozwijać i realizować pasje. Oczywiście nie jest to praca „od do” i nierzadko zabieramy ją do domu, dlatego trzeba dbać o wypracowanie pewnego balansu, złotego środka. Mnie się to udaje. Mam rodzinę, trzech synów, więc zajęć domowych mi nie brakuje, po pracy spełniam się też, fotografując. Musiałem się nauczyć godzenia sfery prywatnej z zawodową, żeby uniknąć wypalenia zawodowego, którego dziś doświadcza wielu pedagogów. Zresztą rozumiem młodych ludzi, którzy trafiają do tego zawodu i czują się przeciążeni. Pamiętam, kiedy jako młody, początkujący polonista trafiłem do gimnazjum. Do dziś mam zeszyty, które zapisywałem, przygotowując się do każdej lekcji. Start w tym zawodzie nie jest łatwy, szczególnie jeśli uczy się wiodących przedmiotów, na które kładzie się duży nacisk. Jeśli chce się tę pracę wykonywać dobrze i czuć z niej satysfakcję, to jednak sporo czasu trzeba poświęcić na przygotowanie, bo uczniowie doskonale wiedzą, kiedy nauczyciel jest nieprzygotowany i się nie rozwija. W dzisiejszym świecie nowych technologii my, jako pedagodzy, musimy za tym wszystkim nadążyć.

Reklama

Ma Pan jakiś patent na to, jak sprzedać współczesnym dzieciakom wiedzę w atrakcyjny dla nich sposób? W czasach, kiedy znaczną część swojego życia spędzają w świcie wirtualnym[paywall]...

–  Sprzętów wspomagających edukację jest na szczęście w szkołach coraz więcej i możliwości korzystania z programów dofinansowań również. Sprawny menadżer może więc sporo zdziałać. Gorzej jest, jeśli pozyskany sprzęt leży na półce, bo nauczyciel nie chce czy boi się go używać. Obecnie największy problem w szkole stanowi problem z koncentracją i skupieniem uwagi u dzieci. Nie pomaga nam współczesny świat ekranów dotykowych i krótkich filmików na Youtube czy TikToku. Kontakt z nim powoduje, że uczniowie chcieliby takiej samej zmienności na lekcjach. I tu jest chyba klucz do sukcesu. Nauczyciel podczas lekcji musi dbać o to, by panowała zmienność. Czyli najpierw 5 minut poświęcamy na czytanie, potem pracujemy w grupach, a za chwilę gramy w grę dydaktyczną albo wychodzimy z ławek i robimy dramę. Te 45 minut musi upłynąć dynamicznie, by w trakcie zajęć uczniowie przez kwadrans w skupieniu popracowali nad danym materiałem. Nuda zwyczajnie zabija lekcje. Zresztą każda klasa, która dziś przychodzi do szkoły, jest inna niż te, z którymi pracowało się 20 lat temu...

Reklama

Co różni tamtych i obecnych uczniów?

–  Dziś nauczyciel musi potrafić wejść w świat młodych ludzi. Kiedyś było to prostsze, bo mniej było miejsc, w których oni byli, a internet dopiero raczkował. Aktualnie uczniów pochłania świat gier, świat przestrzeni internetowej, TikToka, Snapchata i jeżeli chcemy nadążyć, musimy wiedzieć, co się w tym świecie dzieje. Funkcjonowanie uczniów jednocześnie w realu i wirtualnej rzeczywistości sprawia, że trudniej buduje się relacje w klasie. Kiedyś tej relacyjności pomiędzy uczniami było więcej. Obecnie młody człowiek ma więcej interakcji nie tyle z innymi osobami, co z komputerem czy telefonem. Dlatego relacji często szuka właśnie w świecie wirtualnym, stąd szkoła musi dbać o integrację klas, wzajemne poznawanie się. O to, by młodzi mieli wspólne doświadczenia i przeżycia, które łączą. Nauka budowania relacji to proces kluczowy dla funkcjonowania społeczeństwa. Do tego dodałbym jeszcze potrzebę stawiania na profilaktykę i umiejętność funkcjonowania w świecie i wirtualnym. Współczesnym uczniom brakuje też nieco umiejętności wyrażania siebie i efektywności. W szkole uczymy bardzo wielu rzeczy: przedmiotów, dat, pojęć, a młodzi często mają problem z nazwaniem własnych emocji. Stąd chyba tak duży kryzys psychiczny młodych ludzi, o którym tyle się mówi. Młodzież ma też spory problem z samooceną. Porównują się z tym, co jest w internetowej bańce, świecie influencerów, gdzie wszystko jest kolorowe, wręcz idealne, i wydaje im się, że tak właśnie powinno wyglądać ich życie.

Reklama

Jest Pan też ambasadorem Muzeum POLIN w Warszawie.

– Tak, na organizowanych tam, jak również w Łodzi sympozjach i spotkaniach spotykam się w grupie około 80 nauczycieli z całej Polski. Próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, jak uczyć młodych ludzi odczytywania tego, co jest w internecie. Co jest w nim manipulacją, a co przekłamaniem. To też jest duże wyzwanie dla współczesnej szkoły. Tym bardziej, że autorytetów młodzi często szukają w sieci. Choć na szczęście nie jest też tak, że nie może nim być nauczyciel. Wbrew pozorom nauczyciel jest ważny dla młodego człowieka.

Reklama

Czego, Pana zdaniem, potrzebuje współczesna szkoła?

– Przede wszystkim spokoju, bo odkąd przyszedłem do pracy, oświacie towarzyszy wieczna zmiana. Oświata to swego rodzaju umowa społeczna. Jeżeli się na coś umawiamy, staramy się być konsekwentni, nie zmieniamy niczego z dnia na dzień. Trochę chyba brakuje współczesnej szkole testowania w sensie programów pilotażowych, które wprowadzone na mniejszym obszarze, pozwoliły na sprawdzenie, jak dany pomysł będzie funkcjonować, zanim wprowadzimy go do szkół w całej Polsce. Z drugiej strony przydałby się większy nacisk na umiejętności praktyczne w szkole podstawowej, bo współczesny uczeń podstawówki mógłby polec na sprawdzianie z przyszywania guzików. Skupiamy się na wynikach egzaminacyjnych, tymczasem dzieciaki mają kłopot z podstawowymi umiejętnościami. Przydałoby się też pomyśleć o odejściu od pruskiego systemu ławkowego, bo świat poszedł za daleko, stąd uczniowie nie są już w stanie przyjąć takiego sposobu prowadzenia lekcji. Szkoła powinna stawiać czoła wyzwaniu w postaci rozwoju technologicznego i zmienności świata, a nie stać w miejscu, ale jednocześnie robić to spokojnie.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/10/2025 19:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości