Reklama

Tarasy i płyty nad Sanem – miejsce, którego nie znajdziemy w przewodnikach

16/08/2026 16:17

Każde miasto ma swoje miejsca, których nie znajdziemy w przewodnikach turystycznych. Nie są zabytkami, ani atrakcjami oznaczonymi na mapach, a mimo to stanowią ważną część lokalnej tożsamości. Są przestrzeniami, które żyją przede wszystkim we wspomnieniach mieszkańców. W Przemyślu takim miejscem od wielu lat są tarasy i betonowe płyty nad Sanem. Dla jednych to jedynie fragment bulwarów, dla innych – miejsce pierwszych przyjaźni, młodzieńczych miłości, długich rozmów i letnich wieczorów spędzonych nad rzeką.


Jako rodowita Przemyślanka mogę o tym miejscu powiedzieć naprawdę wiele. Tutaj się urodziłam, tutaj dorastałam i stąd wyruszyłam później w „wielki świat”. Przemyśl kocham całym sercem, bo właśnie z nim wiążą się moje najpiękniejsze wspomnienia – rodzinne, szkolne i te związane z dorastaniem. Są miejsca, które po latach wywołują uśmiech, zanim jeszcze zdążymy o nich pomyśleć. Dla mnie właśnie takim miejscem są tarasy nad Sanem. Piszę ten tekst latem. Za oknem znowu panują upały, a wraz z nimi wracają wspomnienia o dniach, kiedy nad San szło się nie tyle po ochłodzenie, ile po towarzystwo. Wystarczyło zejść „pod tarasy”, albo usiąść na charakterystycznych betonowych płytach i niemal zawsze spotykało się znajomych. Nie trzeba było pisać wiadomości, ani tworzyć wydarzeń w mediach społecznościowych. Każdy wiedział, gdzie ma przyjść. Od lat dziewięćdziesiątych aż po współczesność tarasy nad Sanem pełniły funkcję nieformalnego centrum spotkań przemyskiej młodzieży. W ciepłe popołudnia i wakacyjne wieczory schodzili się tutaj licealiści, studenci i młodzi mieszkańcy miasta. Z opowieści mojej starszej siostry wiem, że miejsce to tętniło życiem już wtedy, gdy ona chodziła do liceum. Kilka lat później sama stałam się częścią tej historii. Nie ma co udawać – w upalne dni nie było to miejsce ciche i spokojne. Wręcz przeciwnie. Panował tu gwar rozmów, śmiech, muzyka dobiegająca z przenośnych głośników, a często również charakterystyczny dźwięk otwieranych puszek – niekoniecznie zawierających napój gazowany. Nie chodziło jednak o te puszki, lecz przede wszystkim o bycie razem. Bliskość centrum miasta, widok na płynący San i charakterystyczne betonowe płyty tworzyły przestrzeń idealną do spotkań. Nie obowiązywały tu żadne zasady poza jedną – przyjść i spędzić czas ze znajomymi. Jedni przynosili gitarę, inni niewielkie radio, później telefony z głośnikami, jeszcze później przenośne kolumny. Ktoś kupował chipsy, ktoś kilka napojów, ktoś siadał na murku i po prostu rozmawiał. Czas płynął inaczej. Rozmowy trwały godzinami, a zachód słońca nad Sanem był najlepszym zakończeniem dnia.

Wspólna pamięć

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego miejsca było graffiti pokrywające ściany tarasów. Powstało jeszcze w czasach, gdy moja starsza siostra była uczennicą liceum, a przetrwało do momentu, kiedy sama zaczęłam regularnie pojawiać się tam z własną ekipą. Dziś ściany są już szare i odnowione. Trudno zaprzeczyć, że z punktu widzenia estetyki miasta wygląda to schludniej. Jednak razem z graffiti zniknęła część niepowtarzalnego klimatu tego miejsca. Te kolorowe napisy, choć często chaotyczne i nielegalne, stały się dla wielu z nas symbolem młodości. Kiedy zamykam oczy i wracam pamięcią do tamtych lat, nie przypominam sobie przede wszystkim rozmów ani konkretnych wydarzeń. Najbardziej pamiętam atmosferę. Zapach Sanu, który przynosił przyjemny chłód w gorące dni. Zapach świeżo skoszonej trawy. Śmiech znajomych. Muzykę unoszącą się nad wodą. Zdjęcia robione starymi telefonami, które do dziś mam zapisane na dysku. To właśnie z takich drobiazgów budują się wspomnienia. Choć Przemyśl zmienia się z roku na rok, tarasy nadal funkcjonują w pamięci mieszkańców jako miejsce wyjątkowe. Nie zostały zaprojektowane jako przestrzeń integracji społecznej, a jednak przez lata właśnie taką rolę pełniły. Wychowały kilka pokoleń Przemyślan. Dla jednych były miejscem pierwszej randki, dla innych zakończenia roku szkolnego, jeszcze dla innych po prostu bezpieczną przystanią, gdzie można było usiąść z przyjaciółmi i porozmawiać. Dzisiaj nie wszystko wygląda już tak jak kiedyś. Graffiti zniknęło, część znajomych wyjechała z miasta, a młodzież coraz częściej spotyka się w Internecie niż nad rzeką. Mimo to tarasy i płyty nad Sanem pozostają czymś znacznie więcej niż fragmentem miejskiej infrastruktury. Są elementem lokalnej kultury, wspólnej pamięci i historii codzienności. Pokazują, że najważniejsze miejsca w mieście nie zawsze są oznaczone na mapie ani opisane w przewodnikach turystycznych. Czasem wystarczy kilka betonowych płyt nad rzeką, aby przez dziesięciolecia tworzyć przestrzeń spotkań, rozmów i wspomnień kolejnych pokoleń mieszkańców Przemyśla, bo przecież każdy z nas ma takie miejsce, do którego wraca nie tyle nogami, ile pamięcią. Dla mnie są nim właśnie tarasy nad Sanem.

Reklama

Małgorzata Hołówka

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/08/2026 16:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości