Reklama

Sierżant Marczak - postać serialowa, Przemyśl a fenomen serialu Ojciec Mateusz | Wywiad z Arturem Krasickim

06/07/2024 17:54

Często spotykasz się z dowodami sympatii w związku z rolą sandomierskiego stróża prawa? - Tak, ale trudno się temu dziwić, bo „Ojciec Mateusz” od początku przypadł do gustu milionom widzów. Od prawie szesnastu lat ten serial darzą wielką sympatią zarówno młodzi jak i bardziej wiekowi ludzie, co daje się odczuć na każdym niemal kroku. Zarówno wtedy, kiedy spotykamy fanów na sandomierskim rynku w trakcie kręcenia zdjęć, jak i w innych miejscach w Polsce, w których gości nasza zgrana i świetnie rozumiejąca się ekipa. Doszło nawet do tego, że kilka lat temu w Sandomierzu otworzono Muzeum Ojca Mateusza, który wśród turystów cieszy się ogromną popularnością.

Twój serialowy sierżant Marczak jest dość zabawną postacią i jako nieporadny funkcjonariusz policji często bywa obiektem żartów. Nie przeszkadza Ci to, nie mierzi?

- Absolutnie nie! To budowana prze ze mnie rola, dzięki której nie odczuwam znużenia, ani irytacji swoim sympatycznym bohaterem. To, że nie gram pierwszych skrzypiec również nie stanowi dla mnie problemu. Swoją przygodę z aktorstwem rozpoczynałem jako dziecko i już wówczas nauczyłem się, że dobra postać do zagrania nie musi być nie tylko główną, ale też śmieszną, poważną, ani tym bardziej tragiczną, czy dramatyczną. Chodzi przede wszystkim o to, by w czasie pracy nad rolą odkryć w sobie nowe możliwości, coś co pozwala nam się rozwijać i nie stać w miejscu. Marazm jest zabójczy dla aktora!

Reklama

W czym według Ciebie tkwi fenomen serialu o sandomierskim proboszczu-detektywie?

- W niezwykle sprawnym rzemiośle filmowym, czyli w dowcipnych dialogach, wysmakowanych zdjęciach, również plenerowych, intrygujących postaciach pojawiających się w każdym odcinku. I - co może zabrzmi nieco paradoksalnie - w pozytywnych wartościach, jakie ten serial przekazuje. Mimo wielu przestępstw i zbrodni, które oglądamy na ekranie, to pogodna opowieść z morałem, w której nasi widzowie upatrują trochę samych siebie. Historie przedstawiane w „Ojcu Mateuszu” mogą przecież przydarzyć się każdemu.

Reklama

Fama głosi, że producenci początkowo zastanawiali się nad kilkoma lokalizacjami i jedną z opcji był ponoć Przemyśl. To prawda, że akcja serialu miała rozgrywać się w grodzie nad Sanem?[paywall]

- Nic mi na ten temat do dziś nie było nie wiadomo, ale jeśli coś było na rzeczy to wcale się im nie dziwię. Przemyśl, podobnie jak Sandomierz jest bardzo pięknym i urokliwym miastem, wręcz stworzonym do filmowych zdjęć! Kiedy dwadzieścia lat temu po raz pierwszy odwiedziłem Przemyśl zrobił on na mnie duże wrażenie, mimo że byłem w nim krótko i nie miałem możliwości, by cokolwiek pozwiedzać. Ale zapamiętałem piękne, przedwojenne kamienice, kręte uliczki oraz rzekę przepoławiającą miasto na pół.

Reklama

Później do Przemyśla nie było Ci po drodze?

- Zawsze byłem i do dziś jestem trochę zapracowanym człowiekiem, mam sporo zajęć oraz rodzinę, której  staram się poświęcać jak najwięcej czasu, więc trudno mi było wygospodarować czas, by pojechać do miasta, które zawsze jest daleko, gdzieś na odległych Kresach (śmiech). Ale koniec końców się udało!

W jaki sposób?

- Do Przemyśla zawitałem ponownie kilka lat temu, przy okazji ogólnopolskiej trasy z komediowym spektaklem „Cudowna terapia”. Pamiętam, że graliśmy w przepięknej zabytkowej sali teatralnej na Zamku Kazimierzowskim, która ma niesamowity i niepowtarzalny klimat. Również osoby, które pracowały przy organizacji przedstawienia były częścią tego bardzo pozytywnego wrażenia, jakie wywarło na mnie to urokliwe miejsce. Gościnni, mili, profesjonalni i bardzo otwarci. Takich właśnie Przemyślan - z dobrą energią i uśmiechem - zapamiętałem.

Reklama

 Wówczas też nie miałeś czasu na zwiedzanie?

- Kiedy jedziemy w trasę ze spektaklem, wbrew pozorom nie ma zbyt wiele czasu na poznawanie lokalnych atrakcji. Nasza praca kończy się zazwyczaj w późnych godzinach wieczornych i jedynym wówczas marzeniem jest szybki, regenerujący odpoczynek. Niemniej jednak panorama miasta rozciągająca się ze wzgórza przemyskiego zamku jest ujmująca, to urzekający, imponujący widok!

Co jeszcze utkwiło Ci w pamięci?

- Pamiętam, że przy okazji pierwszej wizyty w mieście, utkwiła mi informacja o dość trudnych warunkach gospodarczych w rejonie. Być może było to związane z jakimś konkretnym wydarzeniem, ale że ludzka pamięć jest zawodna, nie przypomnę sobie teraz, o co dokładnie chodziło. Nie zapomnę jednak spotkania z młodzieżą przed spektaklem - to było bardzo budujące widzieć ich ciekawość, zainteresowanie oraz osobiste pasje, również te artystyczne. Pomyślałem wówczas, że to miasto ma spory potencjał, którego nie można zmarnować!

Reklama

 

Zastanawiasz się czasami nad powrotem do Przemyśla?

- Oczywiście, bo chciałbym wreszcie dokładniej przyjrzeć się miastu, które zachwyca mnóstwem zabytków, ma w sobie coś bajecznego i magicznego. Zawsze ambitnie planuję nadrabiać zaległości, również te związane z odwiedzinami malowniczych regionów, miast i mniejszych miejscowości. Jednak praca i uszczuplony wolny czas weryfikują to zazwyczaj na moją niekorzyść. Ale, że podróżuję z rodziną kamperem, biorę pod uwagę, że w każdej chwili możemy znaleźć się w miejscu, które już kiedyś, choćby pobieżnie, poznałem.

Reklama

Wybierasz się w tym roku na zasłużony urlop?

- Na razie nie myślę o wakacjach, gdyż z końcem czerwca zacząłem pracę na planie „Ojca Mateusza”. Zdjęcia potrwają najprawdopodobniej do połowy listopada, do tego dochodzą przedstawienia nad naszym morzem, ale może właśnie wtedy spróbuję pogodzić obowiązki z urlopem. „Cudowną terapię”, gdzie można mnie zobaczyć w roli terapeuty, zagramy między innymi 13 lipca w Rewalu, a dzień wcześniej w Międzyzdrojach, 18 sierpnia zaś będzie mnie można zobaczyć w Gdańsku, w spektaklu „Szalone nożyczki”, w którym gram właściciela salonu fryzjerskiego. Przygotowuję się również do kolejnego przedstawienia, czyli „Pomocy domowej”, z którym ruszamy w trasę już od września.

Reklama

Zdradzisz na koniec, co wydarzy się w nowych odcinkach „Ojca Mateusza”?

- Niestety, nie mogę, ale zapewniam że policjanci jak zwykle będą mieć ręce pełne roboty! Ciągle ustalane są jeszcze nowe wątki, zabójcze intrygi i zagadkowe, tajemnicze sprawy. O ewentualne szczegóły proszę więc pytać mojego przełożonego, podinspektora Możejkę. Ja nie jestem uprawniony do ujawniania tajemnic służbowych (śmiech).

 

Artur Krasicki

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/07/2024 17:54
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości