Jak co roku podczas tej imprezy nie zabrakło niczego. Było radośnie, głośno i kolorowo. Przemyśl po raz 20. celebrował fajkę, bo Przemyśl m.in. fajką stoi. Tematem tegorocznego święta była fajka amerykańska, czyli powrót do źródeł, bo to za Wielką Wodą wszystko się zaczęło.
Krzysztofowi Kolumbowi jeszcze się pewnie nie śniło, że niebawem odkryje kontynent za Wielką Wodą, kiedy rdzenni mieszkańcy Ameryki raczyli się fajką. O wiele wcześniej bowiem znane tam były fajki gliniane lub kamienne. Palono w nich tytoń oraz różnego rodzaju zioła. Ich konstrukcja była zwykle podobna do fajki współczesnej, ale istniały też warianty o rozdwojonym cybuchu, umożliwiające wdychanie tytoniu przez nos, a nie przez usta. To XVI-wieczni indiańscy żeglarze wprowadzili do Europy zwyczaj palenia tytoniu, który zyskał szybko dużą popularność. Początkowo Europejczycy stosowali fajki gliniane, wzorowane na indiańskich, szybko jednak wykształciły się dwa klasyczne typy: angielski i holenderski – oba o długim cybuchu, lecz różniące się kształtem główki[paywall]. Te typy fajek, szczególnie popularne w XVII – XVIII wieku, znane są m.in. z dzieł dawnego malarstwa, szczególnie mistrzów niderlandzkich. Na początku XIX wieku odkryto nowy – zdaniem większości fajczarzy – najdoskonalszy surowiec – korzeń wrzośca drzewiastego (Erica arborea). W późniejszym okresie wykorzystywano często inne drzewa: owocowe – grusza (szczególnie popularna w Polsce), wiśnia, czereśnia, a także inne gatunki drzew, jak: dąb, czarny dąb („skamieniały dąb”), buk. Jednak odkryty na Korsyce, a występujący w całym regionie śródziemnomorskim korzeń wrzośca charakteryzował się niespotykanymi wcześniej walorami. Fajki z tego materiału, po właściwym opaleniu, zachowują na zawsze lekki aromat pierwszego palonego tytoniu.
Duch indiańskich tradycji naznaczył jubileuszową, 20. edycję Święta Fajki w Przemyślu. Na przedzie wielobarwnego korowodu powiewała amerykańska flaga, którą dumnie dzierżył w dłoni jeden z przewodników parady. Oczywiście w amerykańskim, zabytkowym pojeździe, w którym miejsca zajęli także słynni przemyscy rękodzielnicy, twórcy wspaniałych fajek, czyli Zbigniew Bednarczyk i Henryk Worobiec. Paradzie towarzyszyła, jak na amerykańskie standardy przystało, dziewczęca orkiestra szałamaistek i mażoretek z formacji „Incato” z Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie. Wielka parada fajkarzy podsumowana została uroczystą inauguracją święta przy Wieży Zegarowej z gwoździem popisów, czyli odpaleniem wielkiej, pomnikowej fajki.
– Mówi się, że fajka zamyka usta głupcom, a pozwala się zastanowić mądremu. Dziękuję wszystkim za obecność, dziękuję za stworzenie po raz kolejny wyjątkowej atmosfery. Obyśmy się jak najdłużej cieszyli tą abstrakcją. Bo fajka jest rzeczą abstrakcyjną, nie można przestać robić fajek. To od zawsze jest produkt nieskończony. Dzieło, z którego twórca czy wykonawca zawsze nie jest do końca zadowolony. Dymu dla nikogo, zapach dla wszystkich, smak dla mnie – niechże to nasze powiedzenie towarzyszy wam wszystkim w dobrej zabawie
– powiedział prezes Przemyskiego Klubu Fajki Z. Bednarczyk, który z entuzjazmem powitał na święcie najstarszego przemyskiego twórcę parającego się wyrobem fajek, czyli Ryszarda Filara.
Zabawa – zresztą jak co roku – była przednia. Na placu Niepodległości miała miejsce prezentacja amerykańskich bryk, do których wsiąść mógł każdy, aby poczuć ten amerykański luz. Była indiańska wioska, rozłożona na obrysie murów dawnego przemyskiego ratusza. Jej członkowie zaprezentowali zgromadzonym country show i typowy taniec z okolic indiańskiej wsi Catawba w Karolinie Północnej.
Jak co roku na scenie ukoronowany został nowy król fajki. W jubileuszowej edycji został nim Piotr Pleskot z Elbląga. Na tej samej scenie impreza została sfinalizowana. To była kulminacja święta, czyli koncerty. A skoro bohaterką była fajka amerykańska, nie mogło zabraknąć nuty zza oceanu. Jako pierwsza pojawiła się formacja Yellow Horse z Podkarpacia – zespół, który duchem i brzmieniem przeniósł widzów w złote lata 70. ubiegłego wieku. Później zaprezentowała się grupa The Toasters – legenda nowojorskiej sceny ska i przedstawiciele trzeciej fali tego gatunku. A na deser był występ Elektrycznych Gitar, czyli klasyka polskiego rocka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze