Pierwszy aparat na kliszę zakupiła razem z gazetą za 9,99 złotych w wieku 11 lat. Fotografowała wtedy wszystko, co rzuciło jej się w oczy. Teraz nie jest inaczej, ale robi to z pełnym przekonaniem, z wielkim artyzmem i dbałością o szczegóły. Tworzy swoistą kronikę mieszkańców Jarosławia. Jej projekt jest na tyle tajemniczy, że na razie chce pozostać anonimowa.
– Cały czas wolę, na czas trwania projektu, być jedną wielką niewiadomą. Jak wyglądam, ile mogę mieć lat. Po to, aby budować napięcie osób oglądających „Ludzi Jarosławia”.
– W podstawówce interesowałam się geografią. Miałam obsesję na punkcie zbierania map, uczenia się na pamięć państw, rzek, mórz i kolekcjonowania pocztówek z różnych krajów świata. Później, w Ogólnokształcącej Szkole Szkół Pięknych w Jarosławiu, pasjonowałam się historią sztuki i przedmiotami artystycznymi. Co prawda też lubiłam fotografować, ale do końca jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy to będzie moją życiową pasją.
– Fotografią zafascynowałam się już jako kilkuletnie dziecko. Podobało mi się w niej to, że jednym kliknięciem można było uwiecznić obraz, a później go wywołać. Swój pierwszy aparat na kliszę zakupiłam w gazecie za 9,99 złotych w wieku 11 lat. Fotografowałam wtedy wszystko, co rzuciło mi się w oczy. Mama była zła, że ta moja zabawa jest dosyć kosztowna, bo wszystkie te beznadziejne zdjęcia trzeba było wywołać i oczywiście za nie zapłacić. Ale na szczęście jej cierpliwość, jak widać, popłaciła i dziś mogę jej tylko podziękować, że nigdy nie żałowała mi pieniędzy na wywoływanie tych moich wówczas fotograficznych bzdetów. Takie, niestety, były wtedy czasy, kiedy jeszcze aparaty cyfrowe były marzeniem. Dopiero w wieku 15 lat dostałam pierwszy aparat cyfrowy od siostry, która przywiozła mi go z Ameryki. To był akuratnie czas, kiedy zaczęłam się bardziej zastanawiać nad obrazem i jego sensem. Wtedy zaczęłam się na poważnie interesować fotografowaniem ludzi, a przede wszystkim różnych grup społecznych. Najbardziej zainteresowali mnie ludzie bezdomni, ich twarze oraz emocje na nich[paywall].
– Fotografia socjologiczna to nurt w fotografii, podejmujący tematykę społeczną. Na moim profilu są różne grupy społeczne: od bezdomnych, po dzieci, osoby starsze, wieku średniego, młodzież, a nawet zwierzęta – po prostu wszyscy. Nazywając mój profil – Małgorzata Bazylewicz fotografia socjologiczna – postawiłam sobie za cel, że najważniejsi na moim profilu będą ludzie, z różnych grup społecznych.
– Zaczęło się to od tego, że w 2016 roku dostałam od koleżanki na święta Bożego Narodzenia album zdjęciowy Humans of New York autorstwa Brandona Standona. Spodobał mi się przede wszystkim jego zamysł artystyczny. Robił cykl, który miał sens: fotografował ludzi Nowego Jorku i jeszcze do tego ciekawie ich opisywał. Układał jakby historię Nowego Jorku, składającą się z różnych grup społecznych. Pamiętam, jak kilka razy obejrzałam tę książkę ze zdjęciami, stwierdzając, że chciałabym zrobić coś podobnego w Jarosławiu, w fotografii czarno-białej, która mówiłaby o przemijaniu. W 2017 roku pierwszym zdjęciem, które rozpoczęło mój projekt „Ludzie Jarosławia”, była fotografia Renaty Pelc z córką Julią. Później zrobiłam jeszcze kilkadziesiąt portretów ulicznych ludzi tego miasta. Nawet założyłam osobny profil na Facebooku pod nazwą „Ludzie Jarosławia”, ale jakoś poczułam, że to jeszcze nie ten czas... Po siedmiu latach wróciłam do tego projektu, kiedy się okazało, że większość osób, które wtedy sfotografowałam, już nie żyje. Dopiero wtedy poczułam, że ten projekt może mieć sens, bo wszystko tak szybko przemija i trzeba to jakoś uwiecznić, aby o tym nie zapomnieć.
– Uważam, że trzysta portretów to bardzo dużo. Gdyby się oglądało ten projekt w jednym albumie, nie byłoby to wygodne. Od czasu do czasu zapewne skutkowałoby to zawieszeniem systemu, dlatego po 150 zdjęciu doszłam do wniosku, że stworzę po prostu drugą część. Jedna i druga część projektu jest na moim profilu Małgorzata Bazylewicz – fotografia socjologiczna.
– Taki jest plan. Moim celem jest dodanie codziennie jednego zdjęcia, dopóki nie osiągnę trzystu portretów. Jeśli chodzi o dawkowanie emocji... Dawkuję je też sobie, ponieważ sama jestem bardzo ciekawa, kto kolejny zapozuje mi do projektu. I muszę stwierdzić, że jestem mile zaskoczona, ponieważ poznaję bardzo ciekawych ludzi, o których istnieniu nie miałam wcześniej bladego pojęcia.
– Niestety, nie słyszałam nigdy o tej wystawie. Mogę tylko powiedzieć, że „Ludzie Jarosławia” są przede wszystkim moją własną improwizacją, opartą w małej mierze na albumie „Humans of New York”.
– Teraz mój projekt realizuje się w zasadzie sam... Osoba sfotografowana do projektu poleca kolejną osobę, która według niej pasuje do Ludzi Jarosławia. Czasami jest tak, że ktoś nie ma pomysłu, kto może być kolejną osobą, ale zdarzają się też tacy, którzy potrafią wymienić z dziesięć osób, których jeszcze w projekcie nie mam. Czasami jest tak, że ktoś po prostu do mnie napisze, że zna osobę, która mogłaby pasować do tego projektu.
– Nie ukrywam faktu, że ten projekt całkowicie mnie pochłonął i zdaję sobie sprawę, że to, co robię, w przyszłości dla jarosławian i Jarosławia będzie bardzo ważne. Życie przemija, a czas i technologia cały czas pędzą do przodu i nic po latach już nie jest takie same, nawet ludzie. Myślę, że już mogę siebie nazwać artystką-kronikarzem, ponieważ czuję, że to, co robię, jest moim życiowym powołaniem, i że nie skończę tylko i wyłącznie na projekcie „Ludzi Jarosławia”, a będę kontynuować kolejne podobne projekty, które zasługują na uwiecznienie.
– Niekoniecznie. Żaden symbol. Uznałam po prostu, że po 299 portretach powinien być ten ostatni, w którym sama pokażę swoją twarz, a że moje dzieci są dla mnie najważniejsze na świecie i do końca będziemy ze sobą związani, chcę zapozować z nimi! Fotografem, który wykona to zdjęcie, będzie Michał Drozd – rzeszowski fotograf, mój mentor, a przede wszystkim przewodniczący Klubu Fotograficznego „Dokumentalni”, do którego należę.
– Mam ogromną nadzieję. Liczę na jakąś wystawę na wysokim poziomie i na porządny album. Takie jest moje marzenie, która się zrealizuje! Będę do tego dążyć, byłoby mi bowiem bardzo przykro, gdyby po takiej czasochłonnej pracy nie nie został wydany dokumentujący ją album.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze