Przy okazji jubileuszu trzydziestopięciolecia istnienia Straży Miejskiej w Przemyślu rozmawiamy z jej komendantem Janem Geneją, który piastuje to stanowisko od 23 lat.
Był Pan w SM od początku, więc to również Pana prywatny jubileusz?
– Owszem, ale nie taki okrągły. Straż Miejska powstała z inicjatywy ówczesnego przewodniczącego rady miasta Andrzeja Matusiewicza i została powołana do życia uchwałą Rady Miejskiej w Przemyślu 21 grudnia 1990 roku. Natomiast rekrutacja rozpoczęła się dopiero w następnym roku i wtedy zgłosiłem się jako pierwszy. Tak więc mundur strażnika noszę już trzydzieści cztery lata.
Wtedy w mieście to było coś nowego i pewnie początki były trudne?
– Mieliśmy problemy z przepisami prawnymi, bo nie było ustawy o strażach gminnych i miejskich. Opieraliśmy się na ustawie o policji i samorządzie terytorialnym. Kiedy ludzie zobaczyli nas na ulicy, to nie wiedzieli, czy to jest nowa forma ORMO, czy jakaś specjalna policja, bo na naszywkach mieliśmy nazwę Policja Municypalna, więc różnie nas odbierano. Pamiętam, jak kiedyś weszliśmy do pewnego mieszkania w sprawie interwencji, a mała dziewczynka powiedziała: „ babciu, listonosze do ciebie przyszli”. Sami nie byliśmy pewni, jakie mamy uprawnienia i dopiero w dziewięćdziesiątym siódmym roku zostało to uregulowane ustawą. Na początku było szesnastu strażników. Na identyfikatorze miałem numer szesnaście i do dzisiaj noszę blachę z tym numerem, chociaż wszyscy komendanci zazwyczaj mają numer jeden. Wtedy dostaliśmy dwa pokoje w magistracie i służbowe auto aro (prezent od weterynarii), które prowizorycznie przystosowaliśmy do bezpiecznego przewożenia osób zatrzymanych (najczęściej do izby wytrzeźwień), dopiero później przydzielono nam dwa wysłużone polonezy, a nieco później dwa żuki przystosowane do specyfiki naszej służby. Przenieśliśmy się wtedy do nowej siedziby przy Sportowej. Na owe czasy to była wielka zmiana wizerunkowa.
To były początki i nie zawsze patrzono na was życzliwym okiem. Mówiono o was „czarni”?
– Był to czas, kiedy kraju zaczęto się zastanawiać, czy gminy stać na utrzymywanie straży które, jak mówili złośliwi, zajmują się tylko nakładaniem grzywien. Oczywiście nie było to jedyne nasze działanie na rzecz porządku, ale ludzie, a często również decydenci, tak nas postrzegali. Myśmy byli jedynie egzekutorami przepisów, które ustanowili rządzący i uzupełnialiśmy pracę policji w sprawach drobniejszych, jak wykroczenia. Jednak były głosy, żeby zlikwidować naszą formację. Najgłośniej gardłowali ci, których dotknęły kary za różne wykroczenia. Próbowano nawet zorganizować referendum w tej sprawie. Tak działo się przeważnie przed wyborami, kiedy któryś z kandydatów próbował zdobyć elektorat populistycznymi obietnicami. Jeden z wicemarszałków Sejmu obiecywał, że jeżeli jego ugrupowanie wygra, to wniesie projekt, żeby w całym kraju zlikwidować straże miejskie i gminne. Na szczęście dla nas i dla społeczeństwa te próby się nie powiodły.
Od tamtych czasów dużo się zmieniło?
– Dzisiaj już mamy zupełnie inną sytuację. Jesteśmy w pełni rozwiniętą formacją, profesjonalnie przygotowaną i wyposażoną do wykonywania wielu zadań w zakresie porządku i bezpieczeństwa. Obsługujemy miejski monitoring składający się z osiemdziesięciu kamer. Zabezpieczamy duże masowe imprezy, których w mieście nie brakuje. Mamy specjalny patrol złożony z przeszkolonych strażników, którzy zajmują się zwierzętami. Po wybuchu wojny w Ukrainie i exodusie uchodźców nasi strażnicy pracowali, nie oglądając się na limity czasu i razem z mieszkańcami i władzami zdali ten trudny sprawdzian z humanitaryzmu. Mógłbym długo wyliczać osiągnięcia naszej formacji, ale najlepiej o tym świadczy fakt, że mieszkańcy Przemyśla nas zaakceptowali. Owszem, tak jak w każdej instytucji są też skargi na naszą pracę, niektóre nawet kończą się w sądach, ale muszę podkreślić, że jeszcze nie przegraliśmy żadnej sprawy, co dobrze świadczy o naszym profesjonalizmie i przestrzeganiu prawa. Niestety pod względem socjalnym nie możemy konkurować z innymi formacjami mundurowymi, które funkcjonują w mieście. Owszem, pod koniec lat dziewięćdziesiątych było nas siedemdziesięciu dwóch. Strażnicy zarabiali prawie dwa razy więcej niż policjanci. Wtedy na jedno stanowisko w straży było kilkunastu kandydatów, ale dzisiaj proporcje się odwróciły. Dlatego często zdarza się, że strażnicy, którzy czegoś się nauczyli i zdobyli doświadczenie, odchodzą do pracy w innych formacjach właśnie ze względów socjalnych. Podam jeszcze jeden przykład. W straży, jako jedynej formacji mundurowej, przechodzi się na emeryturę w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. Chciałbym mieć dużo kandydatów do pracy. Ogłosiliśmy nabór, mamy dwa wakaty, a tłumów nie ma.
Dzisiaj w straży miejskiej pracuje 35 strażników oraz 10 pracowników cywilnych. Co przy okazji jubileuszu chciałby Pan przekazać podwładnym?
– Przede wszystkim życzę im dużo zdrowia i odporności, bo znam tę pracę od podszewki i wiem, jaka czasem jest stresująca. Życzę też, żeby zmieniły się przepisy i strażnicy mogli korzystać z emerytury po osiągnięciu sześćdziesięciu lat, podobnie jak jest w Straży Ochrony Kolei i oczywiście z wyższych poborów.
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Szwic
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze