Pomiędzy 14 a 20 czerwca oddział chorób wewnętrznych w przeworskim SP ZOZ nie przyjmował pacjentów. Powodem były braki kadrowe, będące z kolei następstwem kwarantanny nałożonej na część personelu po tym, jak u jednej z pacjentek, która leczyła się w placówce, potwierdzono COVID-19.
Na szczęście skończyło się na strachu, a oddział funkcjonuje już normalnie. Jednak 14 czerwca br. nikomu w szpitalu nie było do śmiechu. Wtedy to dyrekcja placówki pozyskała informację z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Przeworsku, że u pacjentki, która leczyła się na oddziale chorób wewnętrznych, potwierdzono[paywall] zakażenie koronawirusem. Pacjentka ta nie była hospitalizowana z powodu podejrzenia COVID-19, leczyła inne schorzenia. Przebywając na oddziale przeworskiego szpitala, nie przejawiała żadnych ze znanych symptomów wskazujących na zakażenie koronawirusem. W standardowej ankiecie nie wskazała też kontaktów z osobami chorymi lub przebywającymi na kwarantannie. Test, który okazał się pozytywny, pobrano dwa dni po tym, jak opuściła szpital. Mimo to podjęto daleko idące środki ostrożności. Personel szpitala oraz pacjenci, którzy mieli bezpośredni kontakt z chorą pacjentką, zostali poddani kwarantannie lub objęci nadzorem sanepidu. Zlecono wykonanie testów na koronawirusa, a władze szpitala, ze względu na braki kadrowe spowodowane kwarantanną, zdecydowały o wstrzymaniu przyjęć na oddział wewnętrzny. W międzyczasie przeprowadzono też gruntowną dezynfekcję pomieszczeń, w których przebywała chora. W piątek na stronach internetowych szpitala pojawiła się informacja o wznowieniu pracy zagrożonego oddziału – testy u 11 członków personelu dały wynik ujemny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze