Reklama

88-latka ranna czekała na pomoc: – Myślałam, że już umrę

09/02/2015 07:03

Dużo się mówi o tym, że ludzie coraz bardziej dotknięci są znieczulicą. Zabiegani, zajęci swoimi sprawami, nie zwracają uwagi na bliźnich, zwłaszcza starych, samotnych, pozostawionych samym sobie. Na szczęście zdarzają się pozytywne wyjątki, jak ten w Przemyślu.

W poniedziałek, 2 lutego, około godziny 13.30 do dyżurnego komendy policji zadzwonił mieszkaniec jednego z bloków przy ulicy Kosynierów, zaniepokojony losem 88-letniej sąsiadki, której nie widział od dwóch dni.Mężczyzna pukał do jej drzwi, ale kiedy nikt nie odpowiadał, postanowił prosić o pomoc policję. Funkcjonariuszom, którzy przyjechali na miejsce, również nie udało się dostać do mieszkania. Kiedy już się zastanawiali, czy nie wyważyć drzwi, okazało się, że klucze do mieszkania starszej pani ma jej znajoma, która czasem ją odwiedza. Po wejściu policjanci znaleźli leżącą na podłodze, półprzytomną 88-latkę. Z jej niezbyt składnych wyjaśnień wnikało, że upadła, a z powodu ogromnego bólu nie mogła się ruszyć ani wezwać pomocy i prawdopodobnie leżała tak od soboty.

Leżałam na podłodze i się modliłam

Maria Krzysik przebywa na oddziale ortopedii Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu. Półprzymknięte oczy, twarz naznaczona cierpieniem. W dłoni ściska różaniec. – Nie wiem, jak to się stało – opowiada słabym głosem. – Siedziałam na krześle i chyba przysnęłam, a może w głowie mi się zakręciło i upadłam. Ból był tak dotkliwy, że nie mogłam się ruszyć. Telefonu nie mam i nie wiedziałam, jak mam kogoś poprosić o pomoc, bo nie byłam w stanie się doczołgać do drzwi. Nie wiem, jak to długo trwało. Pewnie chwilami traciłam przytomność. Leżałam i się modliłam, bo wydawało mi się, że to już koniec, że przyjdzie mi umrzeć. Wtedy weszli policjanci, a po chwili przyjechało pogotowie.

Nie wiem, jak mu dziękować

Od policjantów dowiedziałam się, że to pan Boguś zadzwonił do nich i mnie uratował. Ja mieszkam w tym bloku od pięćdziesięciu lat, na parterze, a pan Boguś na czwartym piętrze. To złoty człowiek, niby obcy, a traktuje mnie jak kogoś z rodziny. Często do mnie zagląda, pogada, jak coś trzeba, to naprawi. Mieć takiego sąsiada to szczęście. Nie wiem, jak mam mu podziękować. Gorąco się za niego modlę, ale kiedy wyzdrowieję i wyjdę, wtedy mu specjalnie podziękuję – kończy starsza pani.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama