1 grudnia, o godzinie (?) w Archiwum Państwowym w Przemyślu odbędzie się promocja wydawnictwa Zarys historii Zakładu Poprawczego w Przemyślu-Lipowicy autorstwa Romualda Sabarańskiego.

Romuald Sabarański, nauczyciel, wychowawca, harcerz i społecznik – autor wydawnictwa o historii Zakładu.
– Rzeczywiście aniołów tam nie było – dodaje pan Romuald.
– Byli chłopcy urodzeni w szpitalu więziennym, z rodzin patologicznych, były ucieczki i bunty, mieliśmy wytatuowanych gitowców, ale pracowaliśmy z nimi i cieszyliśmy się, widząc efekty tej pracy. Prowadziłem tam zespół muzyczny, ale była duża rotacja i co rusz musiałem przyjmować kogoś nowego i uczyć go grać. Jeździliśmy na wycieczki, obozy harcerskie. Chłopcy występowali na różnych akademiach. Zakład miał boiska, sale gimnastyczne, sprzęt i sport stał na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście na pierwszym miejscu była nauka i wychowankowie zdobywali zawód ślusarza, mechanika czy kucharza. W zakładzie były warsztaty, a praktyki odbywali w przemyskich zakładach, co było ważne, bo często chłopcy po opuszczeniu zakładu znajdowali tam pracę. Przyznam, że miałem z chłopcami bardzo dobry kontakt. Pamiętam, kiedyś wyszedłem z domu na godzinę i zapomniałem zamknąć drzwi. Wracam, a u mnie w pokoju siedzi dwóch chłopców i mówią, że czekają na mnie. Przyszli z prośbą, żebym im pożyczył pieniądze na bilet, bo chcieli jechać pod Warszawę na wesele siostry. Pożyczyłem. Po powrocie, podziękowali i w tajemnicy wyznali, że przywieźli dla mnie weselną wódkę, ale żeby ich ktoś nie nakrył z butelką, zakopali ją pod drzewem. Albo całkiem niedawne zdarzenie. Pierwszego września stoję z plecakiem na przystanku na 3 Maja, a jakiś gość mi się kłania i pyta, czy go poznaję. Nie poznałem. Siwe włosy, zniszczona twarz, a on do mnie: – Panie wychowawco mam prośbę. Staram się o rentę i potrzebuję zaświadczenia, że byłem w zakładzie wychowawczym. Wtedy sobie przypomniałem. Andrzej miał na imię. Poradziłem mu, żeby poszedł do sądu, bo tam powinny być dokumenty. To są właśnie takie miłe momenty, które uświadamiają, że praca nie poszła na marne – R. Sabarański kończy i zaprasza na promocję wydawnictwa, w którym znajdują się dokumenty, fotografie, spisy pracowników i wiele informacji o historii zakładu poprawczego na Lipowicy. Promocja odbędzie się w Archiwum Państwowym w Przemyślu 1 grudnia, o g. 14.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Aniołów tam nie było, ale pracowało tam kilku bezwzględnych bandytów, którzy znęcali się nad młodocianymi.Falgier,Swist, Antek, Zezula,Kierowczyni-pijaczka i sadystka.Pamietać nalezy o młodocianych z Radomia, którzy walczyli z robotnikami w 1976 roku i wlasnie tam trafili jako przestępcy
Jestem jednym z wychowanków który przebywał tam trzy lata w latach 1970 - 1973 .Pan to zna od zewnątrz, a ja od środka.Jeżeli chce Pan coś więcej wiedzieć na ten temat (bo nie wszystko jest tak jak Pan napisał)to podaję swój E-mail - skowronjerzy@wp.pl
Mam ślad w pamięci : Skowron , wysoki dobrze zbudowany blondyn (?) , może grupa V , wychowawca Cioch (zawsze najtrudniejsza grupa) ? Było wśród kadry wielu wybitnych ludzi : Piotrowski - dyrektor , później w Krakowie . Antoni Samek - precyzyjny wychowawca, Edward Świst - kierownik warsztatów , który kierował zawodówką na najwyższym poziomie (kto wyszedł spod jego reki był fachowcem I klasy i zazwyczaj z czeladniczymi "papierami", Konarzewska - wychowawczyni najmłodszych chłopaków (jak odpowiedzialna matka) , Gajda ulubiony kierownik internatu i Szurek - wspaniały wychowawca , Bruździak - kierujący szkołą (otworzył klasopracownie i nie bał się , że w biologicznej - u p. Matyldy Pstrąg - będzie ...) , Szczepańcowa - polonistka, Motakowa - matematyczka . Wszyscy przygotowywali do zdawania egzaminów eksternistycznych . No i z "poprawczaka" do liceum , droga już była prosta . Wiem , że pod koniec zmieniła się kadra (nie było już tych ludzi z początku lat siedemdziesiątych ) i zrobiło się było tragicznie , samobójstwa i zamknięcie zakładu .
Ty Jankes jesteś jakiś debil , o czym ty chrzanisz , o jakich młodocianych z Radomia , a poza tym to jesteś zwyczajna świnia bo wyliczyłeś najporządniejszych , w tym Samka , był moim wychowawcą razem z Ciochem w piątej grupie (72-74) . O jakbyś coś przyłożył Ciochowi , to może by to jeszcze uszło . Ja skończyłem już po wyjściu zawodówkę , a potem TM i to Oni w internacie dbali o nasze wykształcenie, Dragan , Samek , Cioch poszli potem do bezpieki. Pozdrawiam Panie Wychowawco Samek (Dragan nie żyje tak jak i kierownik internatu p. Gajda. Jest co wspominać)
Ciekawe ilu z nas "wyszło na ludzi" , a ilu przepadło ? Najpiękniejsza (trzeżwa) wigilia - 1971r. Najpiękniejsze wakacje - Bircza (PGR w Lipie, karczowanie łąk , ogniska , normalne życie ). nasz ówczesny opiekun : na siwym koniu , jak z filmu.
Niesamowite , byłem w tej wsi choć nie pamiętałem jej nazwy , a ten "na siwym koniu' , to pan Bruździak , późniejszy kierownik szkoły , po tym jak kierownika Barana zabrało pogotowie zalanego krwią , a pana Bruździaka ściągali by uśmierzył bunt . Niesamowite , bo był niewiele starszy od nas , miał niebezpieczna ksywę ale nie będę przypominał bo to był naprawdę Gość, traktował nas jak ludzi , a my jego też szanowaliśmy . Dużo wspomnień . Dobrze , że również dobrych . Ciekawe ilu z nas "wyszło na ludzi". Mam zdjęcia z wycieczek do miasta całą grupą. Z żadnej nikt nie uciekał . Pozdrowienia dla pana Śwista , obsadził mnie na najbardziej nowoczesnej tokarni, która kosztowała tyle co ze dwa samochody. albo trzy samochody i nie bał się , że coś zepsuję. Toczyłem części do autobusu San. Skończyłem Technikum i " o mało co" studia inżynierskie . Wszystkiego dobrego dla wszystkich .
Aniołów tam nie było, ale pracowało tam kilku bezwzględnych bandytów, którzy znęcali się nad młodocianymi.Falgier,Swist, Antek, Zezula,Kierowczyni-pijaczka i sadystka.Pamietać nalezy o młodocianych z Radomia, którzy walczyli z robotnikami w 1976 roku i wlasnie tam trafili jako przestępcy
Jestem jednym z wychowanków który przebywał tam trzy lata w latach 1970 - 1973 .Pan to zna od zewnątrz, a ja od środka.Jeżeli chce Pan coś więcej wiedzieć na ten temat (bo nie wszystko jest tak jak Pan napisał)to podaję swój E-mail - skowronjerzy@wp.pl
Mam ślad w pamięci : Skowron , wysoki dobrze zbudowany blondyn (?) , może grupa V , wychowawca Cioch (zawsze najtrudniejsza grupa) ? Było wśród kadry wielu wybitnych ludzi : Piotrowski - dyrektor , później w Krakowie . Antoni Samek - precyzyjny wychowawca, Edward Świst - kierownik warsztatów , który kierował zawodówką na najwyższym poziomie (kto wyszedł spod jego reki był fachowcem I klasy i zazwyczaj z czeladniczymi "papierami", Konarzewska - wychowawczyni najmłodszych chłopaków (jak odpowiedzialna matka) , Gajda ulubiony kierownik internatu i Szurek - wspaniały wychowawca , Bruździak - kierujący szkołą (otworzył klasopracownie i nie bał się , że w biologicznej - u p. Matyldy Pstrąg - będzie ...) , Szczepańcowa - polonistka, Motakowa - matematyczka . Wszyscy przygotowywali do zdawania egzaminów eksternistycznych . No i z "poprawczaka" do liceum , droga już była prosta . Wiem , że pod koniec zmieniła się kadra (nie było już tych ludzi z początku lat siedemdziesiątych ) i zrobiło się było tragicznie , samobójstwa i zamknięcie zakładu .