To prawda, że takich zrujnowanych kamienic jak ta przy ulicy Sułkowskiego 4 jest w Przemyślu wiele. To prawda, że nie wszystkie da się od razu, naraz wyremontować. Ale nieprawdą jest, że nic nie można z tym zrobić! Trzeba tylko chcieć! Czy szefostwo ADM „Zasanie” zrobiło wszystko, aby zapobiec śmiertelnemu niebezpieczeństwu, jakie czyha na mieszkańców kamienicy na wewnętrznym balkonie? Niech pytanie pozostanie retorycznym.
Balkon na pierwszym piętrze tej kamienicy trzyma się na słowo honoru. Najprawdopodobniej tylko bardzo solidna praca ekip budowlanych sprzed wielu, wielu lat sprawiła, że jeszcze nie runął i nie doszło do tragedii. Bo na pierwszy rzut oka nie ma prawa po nim ktokolwiek chodzić. Ale, niestety, musi.
– Ten balkon nie był remontowany od wielu, wielu lat. Jedyne co ekipy PGM-u zrobiły, to zbiły cały tynk spod spodu. Żeby nie zagrażał. Przecież to zgroza. Odsłonili przerdzewiałe pręty, na których cała konstrukcja się trzyma. Jeszcze się trzyma
Reklama
– opowiada Kamil Stachura, którego rodzice mieszkają w tej kamienicy.
– Już wówczas nie nadawał się do użytkowania. Ale przecież moja mama jakoś musi po nim chodzić. Ba, wiesza pranie na sznurkach, bo nie ma gdzie. Przychodzili tutaj współwłaściciele, widzieli, co się dzieje. Dwaj wyrazili zgodę na generalny remont. Trzeci, niestety, nie
– kontynuuje pan Kamil.
Niestety, to jest problem, i to ogromny, bardzo wielu kamienic nie tylko w Przemyślu, ale i w całej Polsce. Ale i problem chorego polskiego prawa w tym względzie. Współwłaścicieli kamienicy przy ul. Sułkowskiego 4 jest trzech. Dwóch mieszka w Przemyślu, trzeci nie. I ten od miesięcy nie jest w stanie ustosunkować się do pism kierowanych przez ADM „Zasanie” o absolutnej konieczności remontu tego balkonu. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że przynajmniej wiadomo, kto nim jest i gdzie mieszka[paywall].
Gorzej, kiedy współwłaścicieli jakiejś kamienicy czy innego obiektu jest np. pięciu. Czterech zgadza się na prace remontowo-budowlane, piąty nie i cała inwestycja nie może ruszyć z miejsca. Od lat jest ten sam problem i od lat nikt nie jest w stanie tego rozwiązać...
– Cały czas ostrzegam rodziców, żeby uważali, ale może się zdarzyć sytuacja, że mimo uwagi, nic nie da się zrobić. On po prostu może w każdej chwili runąć. Pytam: kogo wówczas obwiniać? Kto poniesie odpowiedzialność za kompletny brak rozumu, rozwagi, rozsądku? Jak zwał, tak zwał. Zrobiłbym wszystko, aby osoby odpowiedzialne za ewentualną tragedię trafiły za kratki
Reklama
– zapewnił K. Stachura.
– Wielokrotnie zgłaszałem to do administracji. Co rusz robiłem zdjęcia i dostarczałem im. Informowałem, że już zaczynają odpadać cegły, że jest coraz gorzej. W balkonie zrobiły się już dziury, które z każdym miesiącem są coraz większe. Balustrady się chwieją, a w niektórych miejscach balkon przypomina trampolinę. ADM umywa ręce, bo czeka na odpowiedź trzeciego współwłaściciela. No, czekać można w nieskończoność
– uważa pan Kamil.
We wrześniu ub.r. ktoś z ADM „Zasanie” przyjechał i zrobił wycenę remontu balkonu. Od tamtego czasu minęło pół roku.
– Od tamtego czasu cisza. Wszyscy znikli. A tak się mieszkańcy ucieszyli, że wreszcie coś z tym zrobią. Powiem szczerze, z takim brakiem empatii spotykam się bardzo rzadko. Naprawdę nie rozumiem, jak można tak bezceremonialnie nie zauważać problemu
– zżyma się K. Stachura.
– Dzwonię, pytam, czy wreszcie ten gość, trzeci współwłaściciel, odpowiedział. Informują, że jeszcze nie. A miesiące mijają. Lepiej z balkonem nie będzie. Będzie coraz gorzej. Powiem tak: jeśli by walnął i nic nikomu by się nie stało, bajka. Ale jeśliby się zerwał z ludźmi, dojdzie do tragedii
Reklama
– prorokuje.
Zastępca kierownika ADM „Zasanie” Łukasz Zaleszczyk oczywiście sprawę zna. I częściowo można zrozumieć jego tłumaczenia, że niewiele mogą zrobić, bo prawo jest prawem. Jeśli nie będą posiadać zgody trzeciego właściciela, nie ruszą z remontem. A do cząstkowego łatania ten balkon kompletnie się nie nadaje.
– Wszystkie decyzje przy większych pracach remontowych musimy podejmować po uzgodnieniach ze współwłaścicielami. Mamy już gotowy kosztorys na całkowitą wymianę ścieli balkonowej, mamy już ofertę na prowadzenie prac. Dwóch współwłaścicieli zaakceptowało kwotę remontu, na odpowiedź trzeciego wciąż czekamy. To współwłaściciel większościowy. Monitujemy
Reklama
– powiedział.
Problem w tym, że balkon czekać nie będzie. Runąć może w każdej chwili.
– Wiem o tym. Współwłaściciel większościowy wyraził ustną zgodę na remont, ale czekamy na papier. Obiecuję, że udam się na Sułkowskiego i porozmawiam z tymi ludźmi. Żeby jeszcze chwilę wytrzymali, nie za często korzystali z tego balkonu. Co mamy więcej zrobić?
– podsumował Ł. Zaleszczyk.
Niestety, nie udało się nam skontaktować ze współwłaścicielem większościowym i zapytać, kto weźmie odpowiedzialność za ewentualną tragedię, do której przy Sułkowskiego 4 może dojść. Nie udało się, bo nikt nie chciał nam powiedzieć, kto nim jest... Zdobycie takich informacji graniczy z cudem. Wszak RODO, itd., itp. Oby balkon jeszcze wytrzymał...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze