Reklama

Bestialstwo ludzi wobec zwierząt nie zna granic

Był 27 stycznia br. Centrum miasta, kilkadziesiąt metrów od obwodnicy. Policyjny radiowóz i ekipa z Centrum Adopcyjnego Lecznicy „Ada” na czele z lekarzem weterynarii Radosławem Fedaczyńskim wjechałyli na jedną z posesji. Sygnał o zmaltretowanym psie, przebywającym na podwórzu, okazał się prawdą. – Wiele w swojej pracy widziałem, bo jeździmy na takie interwencje często, ale jak zobaczyłem tego psiaka, to mi łzy stanęły w oczach – zdradził R. Fedaczyński.

7 postępowań karnych

Komisarz Mirosław Dyjak z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu potwierdza słowa lek. wet. Radosława Fedaczyńskiego. – Każdy może powiadomić nas o takiej sytuacji. Sprawdzamy każdy sygnał. Jedziemy na miejsce i jeśli stwierdzimy, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa, to wszczynamy postępowanie karne, które prowadzone jest pod nadzorem prokuratury. Może zakończyć się aktem oskarżenia. W ubiegłym roku było siedem postępowań karnych w sprawie znęcania się nad zwierzętami. W tym roku jeszcze takiego przypadku nie było – powiedział.

Reklama

fot.ORZW ADA

Rekordowy adopcyjny rok

Może nie aż tak drastycznych, ale interwencji związanych z odbiorem maltretowanych psów od bestialskich ludzi pracownicy „Ady” mają wiele. – W ciągu ostatnich miesięcy mieliśmy dziesięć takich interwencji z terenu całego powiatu przemyskiego. Nie wszędzie jesteśmy w stanie dojechać. Tłumaczymy zgłaszającym takie przypadki, co robić. W takich sytuacjach nie działajmy zbyt pochopnie, bo to może się tragicznie skończyć przede wszystkim dla zwierzęcia. Jakakolwiek własna interwencja może sprawić, że zwierzę może stracić życie. Nigdy nie wiadomo, z jakim człowiekiem mamy do czynienia. Zadzwońmy najpierw na policję. Oni reagują. Zabezpieczą teren, ochronią nas. Ludzie są coraz bardziej przychylni zwierzętom. Na nich widok zmaltretowanego zwierzęcia robi wrażenie. Te trafiają do nas i po leczeniu są oddawane do adopcji. W ciągu ostatniego roku mieliśmy około 150 adopcji – powiedział R. Fedaczyński.

Przeszczep skóry

Bobik jest już bezpieczny. – Musieliśmy go znieczulić, aby zdjąć tę obrożę. Na miejscu się okazało, że wrosła już w tkanki. Wygoliliśmy mu połowę szyi i potem, krok po kroku, delikatnie ściągnęliśmy tę obrożę. Niestety, będzie musiał przejść jeszcze jeden bolesny zabieg przeszczepu skóry w tym miejscu. Chcemy, aby jak najszybciej doszedł do siebie i miał szansę na adopcję – wyjaśnił R. Fedaczyński. – Największy dramat jest taki, że gdyby przyszedł tutaj jego dotychczasowy właściciel, do czego oczywiście nie dojdzie, bo nie chcemy go tutaj widzieć, to Bobik najpewniej zacząłby się do niego łasić. Pies jest wspaniały, do końca ufa swojemu panu. Cokolwiek by mu nie zrobił – podsumował.

Reklama

 


fot.ORZW ADA


fot.ORZW ADA

– Pies musiał przez kilka miesięcy cierpieć. Łańcuch werżnął mu się w szyję do tego stopnia, że zaczął wrastać już w krtań. Nie wiem, jak oddychał. Na szyi miał jedną wielką ranę. Łańcuch musiał mu zostać nałożony jak był mniejszy. Zwierzę rosło, ale nikt nie poluźniał łańcucha. Pewnie próbował się uwolnić. Pies nie ma pamięci abstrakcyjnej, nie pamięta, że go coś uwiera. Musiał się strasznie szarpać, a rana się pogłębiała. Psy odporne są na ból, ale ten musiał być potworny. Przeżył chyba dlatego, że działo się to w zimnych miesiącach. Gdyby to było lato, upały, to muchy czy różne inne insekty by go po prostu zjadły. Nie miał żadnej miski z wodą ani jedzenia – dodał.

Reklama


fot.ORZW ADAPoczątkowo Bobik – bo takie imię nadały mu wolontariuszki po przewiezieni psa do „Ady” – był nieufny. Wyglądnął z zimnej, ceglanej nory, którą zafundował mu właściciel, ale po pewnym czasie wyszedł na zewnątrz. Był przykuty do grubego łańcucha, wrośniętego w szyję. – Sygnał o tym psie dostaliśmy od pań ze stowarzyszenia „Nadzieja”. To było jakieś czterdzieści metrów w bok od obwodnicy. Mało uczęszczana, bez drogi dojazdowej, okolica, ale jakoś udało się nam razem z policją tam dojechać. Niewielki murowany dom, w którym mieszkała jakaś rodzina. Nie rozmawialiśmy z nimi, zabraliśmy psa i przetransportowaliśmy do lecznicy – opowiada lek. wet. Radosław Fedaczyński. 


fot.ORZW ADA
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    joa - niezalogowany 2015-01-30 16:50:59

    potwory 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hany - niezalogowany 2015-01-30 17:29:39

    Nic nowego ludzie na wsi zawsze beda tak traktowac zwierzeta pies jes do pilnowania obejscia a kot do lapania myszy te zwierzeta maja zakas wstepu do do domu. Do puki nie zmieni mentalnosc ludzi to tak zwierzeta beda traktowane.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pina - niezalogowany 2015-01-30 17:39:27

    to nie było na wsi, a w Przemyślu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama