O tym, że walka z bobrami może być trudna, przekonuje się na własnej skórze mieszkaniec Młodowic w gminie Fredropol Stefan Moskowicz. Straty, jakie odnotował przez ostatnie 3 lata w swoim sadzie, przyprawiają go o ból głowy. Mężczyzna bezskutecznie szuka sposobu na efektywną walkę ze zwierzętami. – Odszkodowanie za straty nie jest rozwiązaniem problemu, tym bardziej, że stawki są śmiesznie niskie – mówi.
Mieszkaniec Młodowic z problemem wynikającym z działalności bobrów zmaga się już bardzo długi czas. Gryzonie zagnieździły się w niewielkim potoku Zalesie obok liczącego 20 arów sadu pana Stefana i od kilku lat systematycznie niszczą drzewa. Niestety, są pod ochroną i niewiele można zrobić. Tymczasem ponad 20 drzew z około 100 rosnących w sadzie już zostało zniszczonych. Bobry z upodobaniem budują z nich tamy na potoku, nad którym pieczę sprawują Wody Polskie. Od kilku lat mężczyzna próbuje od nich uzyskać pomoc w rozwiązaniu problemu. Zamierzonego skutku nie osiągnął. Korespondencję z Zarządem Zlewni w Przemyślu prowadzi od 2020 roku.
– Zwróciłem się do nich o wycinkę uschniętych drzew na skarpach brzegowych potoku, które bobry podgryzają i tylko patrzeć, jak polecą na moją działkę, jak i o usunięcie zalegających w korycie potoku pozostałości drzew pozostawionych po ostatniej wycince. W innym wypadku posłużą bobrom za materiał do budowy kolejnych tam – mówi.
Reklama
– Wody Polskie stwierdziły, że teren, na którym rosną uschnięte drzewa, niekoniecznie należy do nich, bo nie jest znana granica przebiegu między działkami prywatnymi a korytem cieku naturalnego i potoku Zalesie. Używając tego argumentu, stoją na stanowisku, że do czasu wytyczenia granic nie mogą podjąć działań. Jakieś 2 lata temu parę drzew na swoim terenie faktycznie wycięły, ale skarby brzegowe dotąd nie zostały uprzątnięte z ich pozostałości, a drzewa będące w złym stanie nadal pozostały, bo granice dotąd nie zostały wytyczone, a Wody Polskie z zawezwaniem geodety niespecjalnie się spieszą – relacjonuje pan Stefan.
Powoli traci już cierpliwość, tymczasem bobry nie odpuszczają, mimo że teren sadu został ogrodzony. To dla nich żaden kłopot, potrafią podkopać teren i przedostać się pod ogrodzeniem stojącym w wodzie.
– Część tych ściętych drzew poleciało do wody i dotąd w niej zalega. Nie sposób się doprosić o usunięcie tego. Z wytyczeniem granicy pomiędzy terenami Wód Polskich a prywatną posesją sąsiada nie powinno być przecież problemu, więc również tego nie rozumiem – analizuje S. Moskowicz.
Jak wynika z korespondencji prowadzonej między nim a Zarządem Zlewni w Przemyślu, ten nie jest skłonny usunąć obecnych zatamowań na potoku. Podpiera się wytycznymi ujętymi w opracowaniu „Dobre praktyki utrzymania rzek” oraz faktem, iż nie widzi zagrożenia dla pobliskich nieruchomości.
Skierowaliśmy więc do Wód Polskich kilka pytań w tej sprawie, próbując się dowiedzieć m.in., czy zwracały się z wnioskiem o zgodę na usunięcie przetamowań do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie? Do zagadnienia ustosunkował się[paywall] Filip Szatanik, rzecznik prasowy Państwowego Gospodarstwa Wodne Wody Polskie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.
Jak wyjaśnił, zgodnie z zarządzeniem Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie zezwala się w okresie jego obowiązywania (od 1 marca do 15 kwietnia oraz od 1 sierpnia do 31 października) na ręczne bądź mechaniczne niszczenie, usuwanie lub uszkadzanie tam bobrowych oraz przez cały rok i całą dobę na niszczenie, usuwanie lub uszkadzanie nor bobrowych na terenie województwa podkarpackiego, jak też na umyślne płoszenie lub niepokojenie bobrów w ramach działań naprawczych na gruntach użytkowanych gospodarczo i w urządzeniach budownictwa wodnego (z wyłączeniem m.in. rezerwatów przyrody, parków narodowych czy terenów stref ochrony ostoi), a w wyjątkowych okolicznościach na usunięcie tam bobrowych w terminie od 1 listopada do 31 grudnia 2025 r., tyle że pod nadzorem przyrodniczym.
– Jednakże biorąc pod uwagę stwierdzony w tym konkretnym terenie brak zagrożenia dla okolicznej zabudowy (w opisywanym przypadku tamy bobrowe występują w głębokiej dolinie cieku), na chwilę obecną tamy nie stwarzają zagrożenia dla infrastruktury. Zatem stosując się do wytycznych zawartych w opracowaniu pn. „Dobre praktyki utrzymania rzek”, nie zaplanowano rozbiórki tam w przedmiotowej lokalizacji – poinformował.
W jaki sposób zatem Wody Polskie zamierzają rozwiązać problem działalności bobrów i szkód przez nie wyrządzanych? Rzecznik prasowy Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie odesłał do ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, która mówi, że za szkody wyrządzone przez bobry odpowiada Skarb Państwa. A w tym zakresie reprezentuje go Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie, który ustala wysokość odszkodowania i dokonuje jego wypłaty.
W grudniu S. Moskowicz zdążył złożyć do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie kolejny, drugi już wniosek o odszkodowanie za zniszczenie ponad 20 drzew (wcześniejszy składał w roku 2024). Jednak jego zdaniem wysokość odszkodowań za zniszczone kilkunastoletnie drzewa jest śmiesznie niska, biorąc pod uwagę że za małe drzewko do wysadzenia trzeba zapłacić jakieś 30 zł, a musi minąć kilka lat, by zaczęło owocować.
– W tym roku posadziłem kilka młodych drzewek i praktycznie wszystkie w jeden dzień bobry mi „wycięły” – opisuje mężczyzna.
Reklama
Łukasz Lis, rzecznik prasowy RDOŚ w Rzeszowie, odnosząc się do kwestii odszkodowań potwierdził, że pan Stefan faktycznie zgłaszał szkodę w 2024 r. – Dotyczyła ona młodnika. Kwota nie była wówczas wysoka, bo wyniosła 134,77 zł – przekazał.
Jak się okazuje, w 2025 roku do RDOŚ w Rzeszowie wpłynęło łącznie 6 zgłoszeń szkód, które wyszacowane zostały na 7064,07 zł. – W poprzednim roku było 6 szkód na kwotę nieco ponad 1000 zł – uzupełnił Łukasz Lis. Poinformował też, że PGW Wody Polskie mogą zwrócić się do RDOŚ w Rzeszowie o wydanie zezwolenia na niszczenie tam bobrowych poza możliwościami wynikającymi z funkcjonującego zarządzenia RDOŚ, ale muszą zostać spełnione przesłanki wynikające z art. 56 ust. 4 Ustawy o ochronie przyrody, tj. (cyt.) „w przypadku braku rozwiązań alternatywnych, jeżeli działania te nie są szkodliwe dla zachowania we właściwym stanie ochrony dziko występujących populacji chronionych gatunków roślin, zwierząt lub grzybów oraz np. wynikają z konieczności ograniczenia poważnych szkód w odniesieniu do upraw rolnych, inwentarza żywego, lasów, rybostanu, wody lub innych rodzajów mienia”.
Próbowaliśmy też dociec, jakie są szanse na rozwiązanie sprawy wytyczenia granic działek przez geodetę, by móc ustalić, czy uschnięte drzewa na skarpach brzegowych potoku, o których wycinkę walczy mieszkaniec Młodowic, rosną na terenie Wód Polskich, czy prywatnego właściciela? Filip Szatanik, rzecznik prasowy PGW Wody Polskie wyjaśnił, że wg przeprowadzonych w terenie pomiarów większość drzew w podanej lokalizacji nie znajduje się na działkach będących w trwałym zarządzie Wód Polskich. A pojedyncze drzewa znajdujące się na działce, wobec której Wody Polskie sprawują prawa właścicielskie, są zlokalizowane w znacznym oddaleniu od zabudowań i aktualnie „nie stwierdzono konieczności prowadzenia prac w przedmiotowej lokalizacji”.
– Pracownicy terenowi Wód Polskich na podstawie wizji terenowych każdorazowo weryfikują, czy zgłaszane lokalizacje tam bobrowych mogą stanowić zagrożenie dla zabudowań lub obiektów infrastruktury technicznej. W uzasadnionych przypadkach, gdy stwierdzi się takie zagrożenie, podejmowana jest interwencja. Przykładowo – w 2023 r. PGW Wody Polskie dokonało wycinki 10 szt. drzew w obrębie potoku Zalesie oraz lewobrzeżnego dopływu do tego potoku. Z kolei w roku 2024 pracownicy Zespołu ds. Wsparcia Technicznego ZZ-Przemyśl prowadzili w sąsiedztwie działki nr ewid. 193 obręb Młodowice prace związane z zapewnieniem swobodnego spływu wód w korycie potoku. Jeżeli w przyszłości wskutek działalności bobrów zostanie stwierdzone potencjalne zagrożenie dla zabudowań, wówczas zostaną podjęte niezbędne, adekwatne działania zapobiegawcze – podkreślił.
Reklama
Sprawa wydaje się nie mieć szczęśliwego zakończenia.
– Czuję się kompletnie bezradny. Co z tego, że przyjechali pracownicy Zarządu Zlewni Przemyśl i próbowali usunąć mniejszą tamę, skoro na niewiele się to zdało. Za 2 dni bobry w ciągu jednej nocy zbudowały jeszcze większą – dodaje.
– Może ktoś z właścicieli miał podobny problem i będzie w stanie mi podpowiedzieć, jak skutecznie znaleźć wyjście z sytuacji? – pyta mężczyzna. – Żal mi tych utraconych z sadu drzew. Zajmuję się nim od 15 lat, co roku dosadzam młode – nie tylko owocowe, ale też jodły, sosny czy modrzewie. A że działka znajduje się w sąsiedztwie potoku, bobry mają tu używanie – podsumowuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze