„Ludzie, którzy walczą o życie, muszą na szpitalnym oddziale walczyć również o łóżko czy sprzęt. Jak to jest możliwe w XXI wieku?” – zapytała, kierując cierpkie słowa pod adresem Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu, córka pana Jana, ciężko chorego pacjenta leczonego onkologicznie. On sam przedstawił bolączki takich osób, związane z pobytem na oddziale, do których ustosunkowała się placówka. Zapewniła, że ma świadomość niedogodności dla pacjentów oraz faktu, że oddział wymaga rozbudowy. – Podjęliśmy działania w tym celu, dzięki czemu komfort pobytu pacjentów w szpitalu znacząco się poprawi – usłyszeliśmy.
Do naszej redakcji zwróciła się niedawno z prośbą o interwencję córka jednego z pacjentów leczonych onkologicznie w przemyskim szpitalu. Pokrótce opisała nam niedogodności, z jakimi borykają się pacjenci, a resztę dopowiedział pan Jan (nazwisko do wiadomości redakcji), który z racji choroby nowotworowej ze szpitalną rzeczywistością zmaga się na co dzień. Na oddziale onkologicznym, którego personel zresztą bardzo sobie chwali, przyjmuje leczenie w postaci chemii. Nigdy nie jest to dla pacjenta sytuacja komfortowa, jednak – jak twierdzi – można ją nieco poprawić, choćby poprzez zastosowanie specjalistycznych igieł, używanych w leczeniu onkologicznym do tzw. portów naczyniowych, czyli podskórnych, trwałych dostępów do naczyń żylnych, umożliwiających regularne, bezbolesne podawanie wlewów w trakcie leczenia. Niestety takich igieł w pierwszym tygodniu grudnia ub.r. na oddziale przemyskiego szpitala zabrakło i personel musiał sobie radzić, używając zwykłych, co stanowiło dyskomfort zarówno dla pacjentów, jak i samych pielęgniarek.
– Pacjenci biorący chemię częściowo w domu specjalistyczne igły musieli mieć zapewnione, tymczasem dla pacjentów szpitalnych ich zabrakło – relacjonuje pan Jan.
Reklama
– Porty naczyniowe założono nam pod obojczykiem, ale co z tego, skoro i tak musieliśmy być kłuci. Żyły przy chorobie są słabe, więc powtarzanie nakłuć, delikatnie mówiąc, nie należy do przyjemności. Zwykła igła jest cieńsza, a jeśli ktoś ma słabe żyły, przytyka się, co wymusza ciągłe interwencje personelu. To więc także problem dla pielęgniarek, na które nie można powiedzieć złego słowa. Pracują świetnie, a takie braki zwyczajnie im tę pracę utrudniają, a nam, pacjentom, przysparzają cierpienia – wyjaśnia.
Ostatecznie pan Jan zdecydował się na kontynuowanie chemii w szpitalu w Rzeszowie, gdzie z igieł specjalistycznych dedykowanych do portu naczyniowego mógł skorzystać, przez co wystarczyło jedno wkłucie na 5 dni[paywall] .
– Mniej kłucia to mniej bólu i mniej stresu dla pacjenta i obsługi – podsumowuje pan Jan.
Zapytaliśmy zatem w przemyskim szpitalu, z czego wynikał brak specjalistycznych igieł we wspomnianym okresie i dlaczego nie zamówiono ich w odpowiedniej ilości, wiedząc, ilu pacjentów zgłosi się na podanie chemii?
– W związku z chwilowym ograniczonym dostępem do igieł stosowanych przy wykorzystaniu dostępu naczyniowego poprzez port naczyniowy, niektórzy pacjenci korzystali ze standardowych metod podawania wlewów – przyznał Paweł Bugira, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio w Przemyślu.
Reklama
– Taka sytuacja nie powoduje jednak opóźnień w leczeniu choroby, a cykle chemioterapii odbywają się zgodnie ze standardami medycznymi oraz planem leczenia ustalonym przez lekarza prowadzącego. Port naczyniowy jest jedynie dodatkową opcją dostępu naczyniowego, która w niektórych sytuacjach poprawia komfort pacjenta, jednak nie jest zobowiązaniem do korzystania z niego przez personel medyczny – zaznaczył.
Czy są plany powiększenia oddziału?
Kolejny problemem podniesiony przez pana Jana dotyczy łóżek na oddziale onkologicznym. Z relacji pacjenta wynika, że sale są czteroosobowe, co jednak – szczególnie przy takich sprawach jak leczenie onkologiczne – jest dość mało komfortowe.
– Na jednej sali powinny być maksymalnie trzy łóżka, a są po cztery. Zbyt mała liczba łóżek w stosunku do zapotrzebowania sprawia, że często pacjenci zmuszeni są przyjmować chemię, siedząc na krześle. Podobno są plany powiększenia oddziału kosztem obecnej pralni w bieżącym roku – dopowiada nasz rozmówca, choć nie jest pewien, na ile te zasłyszane na szpitalnych korytarzach wiadomości są prawdziwe.
Zapytaliśmy więc też w szpitalu, czy tak jest w istocie i czy placówka przymierza się do takich kroków? Jak również o to, czy można jakoś zaradzić temu, by pacjent mógł przyjmować leczenie w godnych warunkach, a nie na krześle?
– Zapotrzebowanie na świadczenia medyczne w zakresie onkologii z miesiąca na miesiąc jest coraz większe, a oddział onkologiczny w naszym szpitalu cieszy się dobrymi opiniami pacjentów, stąd obłożenie jest praktycznie pełne. Staramy się stworzyć możliwości, aby jak najwięcej osób mogło znaleźć u nas pomoc i mamy świadomość, że oddział wymaga rozbudowy – odniósł się do przedstawionej kwestii rzecznik szpitala Paweł Bugira.
Jak zapewnił, podjęto już działania, aby tak się stało, dzięki czemu komfort pobytu pacjentów w szpitalu uległby znaczącej poprawie. – W jakim stopniu to się uda, zależy od otrzymanego dofinansowania z Ministerstwa Zdrowia, o które się staramy – podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze