Z aktorką Olgą Bończyk wspominamy magiczne święta z czasów dzieciństwa i snujemy plany na kolejny 2025 rok.
Czym dla Pani są Święta Bożego Narodzenia? Z czym się Pani kojarzą?
– Święta Bożego Narodzenia zawsze niosą ze sobą wiele emocji i wzruszeń. To czas nostalgii za dzieciństwem, gdy w PRL-owskej rzeczywistości i biedzie skromne święta były dniami spędzonymi w gronie najbliższych – bez pośpiechu, bez mediów i oczywiście bez internetu i socialmediów, których wówczas nie było. Przy skromnej choince słuchało się pięknych polskich kolęd, a prezenty, raczej symboliczne, nie mogły konkurować z dobrocią, która była obecna przy każdym wigilijnym stole. Bardzo tęsknię za tamtymi czasami, bo miały w sobie niepowtarzalną magię, jakiej dziś raczej ze świecą szukać.
Jakie tradycje wyniosła Pani z rodzinnego domu?
– W naszym domu nie mogło zabraknąć dwunastu potraw, które musiały być przyrządzone własnoręcznie. Do dziś z przyjemnością kultywuję tę tradycję i nie wyobrażam sobie, żeby tę zasadę złamać. Nie kupuję gotowych pierogów, bigosu, czy ciast. Wszystko przygotowuję od podstaw, tak jak uczyła mnie mama. Ale przy stole wigilijnym nie śpiewam kolęd. Dlaczego? Bo grudzień i styczeń to czas, gdy koncertuję z repertuarem kolędowym, więc w ten świąteczny wieczór wolę raczej obejrzeć wigilijny koncert i cieszyć się występami kolegów i koleżanek, niż sama intonować kolędy. Jeśli zaś chodzi o choinkę, mam niestety sztuczną, ze względu na moje ukochane koty. One, jak wiadomo, uwielbiają wszystko, co się błyszczy i „dynda”, więc staram się im ograniczyć do minimum wszelkie bodźce i „prowokujące” sygnały.
Jakie potrawy z wigilijnego stołu smakowały Pani w dzieciństwie najbardziej?
– Uwielbiam zupy, więc barszcz i grzybowa to moje ulubione dania. Następnie smażony karp, który musiał być obowiązkowo, nawet za cenę cierpliwego wydłubywania ości. Pierogi z kapustą i grzybami to moja kolejna ulubiona potrawa. Natomiast śledzie, sałatka jarzynowa, czy kompot z suszu to już zestaw mniej obowiązkowy. Ciasta też nigdy nie były specjalnie przeze mnie wyczekiwane, bo z natury nie przepadam za słodyczami.
Czy będąc nastolatką, marzyła Pani szczególnie o jakimś prezencie?
– Moje dzieciństwo to czas głębokiego PRL-u, w którym szczytem szczęścia było posiadanie telefonu stacjonarnego w domu, a pierwsze komputery Atari były wynalazkiem rodem z kosmosu (śmiech). Prezenty były raczej symboliczne i nie pamiętam, aby były przeze mnie szczególnie wyczekiwane. Wiedziałam, że w tamtych czasach upolowanie czegoś dla nastolatki graniczyło z cudem, więc świąteczne upominki były raczej praktyczne i przydatne. Sweter, rajstopy, kapcie. Jak łatwo się domyślić, takie „niespodzianki” nie były marzeniem nastolatki, więc… nauczyłam się cieszyć z każdego drobiazgu, który dostałam. Liczył się gest i staranie, a nie sam prezent.
Zdradzi Pani, gdzie dziś najczęściej spędza Święta Bożego Narodzenia?
– Zwykle spędzam je w domu – z bratem i jego rodziną. Czasem u mnie w Warszawie, a niekiedy w Poznaniu, w jego rodzinnym mieście. Ale niezależnie od tego, gdzie te święta spędzamy, najważniejsze jest to, że możemy być razem i cieszyć się swoją obecnością.
Jakie refleksje i przemyślenia przychodzą do Pani w tym szczególnym czasie?
– Wciąż niezmiennie wraca do mnie wielka tęsknota za rodzicami, którzy odeszli wiele lat temu. Moja mama zmarła trzydzieści osiem lat temu, a taty nie ma już z nami dwadzieścia cztery lata. Od tamtej pory żadne święta, żadna wigilia nie są już takie same. Niezależnie od tego, jak piękne jest każdego roku Boże Narodzenie, jak bogate i kolorowe, nigdy nie zastąpią mi stołu, przy którym zasiadał mój brat Mirek, uśmiechnięta Mama i Tato. To oni zbudowali we mnie życiowe wartości, jak szczerość, uczciwość, empatia, szacunek do pracy i ludzi.
Niebawem będziemy także witać Nowy Rok. Z jakimi nadziejami wchodzi Pani w 2025?
– Jak zawsze moim marzeniem jest, aby los wciąż mi sprzyjał i pozwolił realizować kolejne plany i marzenia związane z moimi zawodowymi projektami. Moja praca to całe moje życie, więc wszystko, co do mnie przychodzi, staram się objąć całym swoim sercem i zrealizować najpiękniej, jak umiem. Oby tylko zdrowie dopisało!
Kiedy pod koniec ubiegłego roku zapytałem Panią o plany i marzenia, usłyszałem, że chciałaby Pani „powoli zacząć szukać odskoczni od pracy”. Częściej wyjeżdżać w cieplejsze rejony świata, by nabierać dystansu, szukać inspiracji i zwyczajnie poleniuchować na piaszczystych, słonecznych plażach. Udało się spełnić to pragnienie?
– W dużej mierze tak. Udało mi się kilka razy poleniuchować na piaszczystych plażach i w nadchodzącym roku również nie zamierzam z tych chwil rezygnować. Ale póki mam jeszcze apetyt na zawodowe wyzwania, chciałabym znaleźć równowagę pomiędzy koncertami i spektaklami oraz wakacyjnymi wojażami. To przecież nie jest aż takie trudne, jak mogłoby się wydawać, choć wiem, że na realizację niektórych marzeń nie mam wpływu, bo nie zależy ode mnie. Czekam więc cierpliwie i nie psioczę na „zły” los. Umiem wizualizować swoje plany i oczekiwania. Wierzę w to, że marzenia się spełniają, więc i tym razem jestem pewna, że kolejny rok będzie pięknym czasem, pełnym artystycznych wyzwań i projektów.
Uznaje Pani noworoczne postanowienia?
– Czasy, gdy czekałam do Sylwestra, by podjąć strategiczne życiowe decyzje, mam już dawno za sobą. Dlatego dziś bawią mnie obietnice, które składamy sobie okazjonalnie i z jakichś powodów wierzymy, że zmiana roku miałaby nam w tym pomóc. Nie, nie składam sobie takich obietnic, gdyż to zwyczajnie nie ma sensu. Jestem zodiakalnym Koziorożcem i wiem, na co mogę się ze sobą umówić, a na co nie. Obiecuję sobie i innym tyko to, co mogę spełnić. Z „obiecanek cacanek” już dawno wyrosłam (śmiech).
Czego życzyłaby Pani sobie oraz czytelnikom „Życia Podkarpackiego” z okazji Nowego Roku?
– Życzę wszystkim czytelnikom wszelkiej dobroci, zdrowia, szczęścia, miłości i nadziei na lepsze jutro. Niech Nowy 2025 rok sprawi, że będziecie Państwo potrafili się cieszyć tym, co macie i nie żałować tego, czego nie ma. Niech marzenia zamienią się w cele, do których będziecie skutecznie dążyć, a przyjaciele i rodzina pokażą, jak jesteście wyjątkowi i ważni. I oby wystarczyło Państwu siły na przeżycie tego roku najpełniej, jak to tylko możliwe!
Artur Krasicki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze