Dojście do głosowania nad uchwałą absolutoryjną zajęło jarosławskim radnym niemal 5 godzin. Miejscy rajcy „przemaglowali” burmistrza bardzo wnikliwie. Mieli też czas, by się poróżnić.
Waldemar Paluch zdążył już chyba przywyknąć do tego, że sesja absolutoryjna w Jarosławiu jest trudnym doświadczeniem. Pierwsze absolutorium za swoją pracę uzyskał dopiero w pierwszym roku swojej drugiej kadencji. W tym roku polityczna arytmetyka wskazywała, że o wotum zaufania nie musi drżeć, jednak opozycja nie miała zamiaru odpuścić i wyraziła wiele wątpliwości[paywall] co do pracy burmistrza i funkcjonowania Jarosławia.
Obrady zaczął burmistrz od pokazania multimedialnej prezentacji, akcentując zestaw sukcesów jego administracji w roku 2019. W. Paluch chwalił się m.in. 113 inwestycjami czy pozyskanymi funduszami. Informował przy tym o kontrolach zewnętrznych w urzędzie i przeprowadzanych audytach, podawał, że w 2019 na etacie w urzędzie było 148 osób, z 28 rozwiązano umowy, a na 7 stanowisk przeprowadzono nabory. Na wykresach pokazywał wykonanie budżetu, które oscylowało na poziomie około 100 procent, za wyjątkiem dochodów majątkowych, gdzie słupek wykonania sięgnął nieco ponad 50 proc. W. Paluch zdał też raport z zadłużenia Jarosławia. W roku 2019 miasto miało 8 kredytów na 51,7 mln zł. Przedstawił wyliczenia, z których wynikało, że miasto posiada majątek (m.in. nieruchomości, urządzenia, środki transportu) warty blisko 450 mln zł. Jego prezentację uzupełniła o szczegółowe wyliczenia skarbnik miasta Anna Gołąb.
Do zapisów tych dwóch dokumentów sporo uwag mieli najaktywniejsi radni klubu PiS: Wanda Czerwiec, Piotr Kozak oraz Mariusz Walter. Mówili o wyludnianiu się miasta i kwestii podnoszenia podatków, która na ów proces wpływa. Krytykowali poziom zadłużenia i niski procent wykonania dochodów majątkowych. Wytykali słabą skuteczność w pozyskiwaniu funduszy zewnętrznych, złą politykę senioralną, niedostateczny pułap ściągalności podatków, a także niski poziom inwestycji w zabytki. Krytykowali ponadto: szczyt dla miasta, dwuprocentową nadwyżkę w pobieraniu opłat za śmieci, liczbę zatrudnionych za pośrednictwem PUP stażystów i pracowników interwencyjnych, kwestie związane z budową największej w mieście galerii handlowej czy sprawę dostępności dróg w obrębie dawnych zakładów Jarlan.
Burmistrz przekonywał opozycję, że podatki owszem wzrosły, ale w istocie ich poziom powrócił tylko do stanu sprzed wyborów samorządowych, przed którymi, jak twierdzi, ówczesna rada, zdominowana przez PiS, populistycznie je obniżyła. Wyjaśniał, że niski stopień realizacji dochodów majątkowych to efekt polityki, która zakłada, że miasto pozbywa się swojego majątku tylko w sprzyjających okolicznościach. Odnosząc się do demografii, wskazał, że spadek liczby ludności to tendencja ogólnokrajowa i dotyczy połowy podobnych do Jarosławia gmin miejskich. W sprawie zadłużenia wyraził zdanie, że jego poziom może i rośnie, ale dzięki kredytom udało się przeprowadzić wiele ważnych inwestycji i nie zamierza zmieniać pryncypiów. W kwestii inwestycji w zabytki wyjaśnił, że choć w ścisłym centrum Jarosławia jest 140 obiektów w rejestrze zabytków, to tylko nieliczne z nich pozostają własnością miasta. Odparł też krytykę dotyczącą braku aktywnego wsparcia zatrudnienia, przekonywał że UM pisze wiele wniosków o przyznanie stażów i prac interwencyjnych, ale tutejszy PUP przyznaje ich niewiele. Po raz kolejny wyjaśnił też, że w kwestii galerii wiele kluczowych decyzji, takich jak brak zabezpieczenia problemu dróg dojazdowych, podjęto na wiele lat przed jego kadencją i on – choć jest zobowiązany ich przestrzegać – nie może brać za nie odpowiedzialności. Podkreślił, że nie był zwolennikiem lokalizacji galerii w centrum miasta, choć uważa, że takie miejsce jest miastu potrzebne. Krytycznie odniósł się też do kwoty, za jaką miasto pozbyło się działki.
Obrady obfitowały w polemiki, a niekiedy w osobiste wycieczki. Strona rządząca, czyli członkowie klubu Wspólnie Zmieniajmy Jarosław, podważała moralne prawo opozycji do krytyki wykonania budżetu, wobec faktu, że ten został przyjęty przy licznych głosach wstrzymujących się. W odpowiedzi radni PiS zarzucili swoim adwersarzom, że nie dopuszczają ich do rządzenia, torpedując propozycje. Radni z prawej strony sali wykazywali, że przecież, gdy byli u władzy, większość uchwał proponowanych przez opozycyjnego wówczas burmistrza zatwierdzali. Na kanwie tego sporu wybuchł też kolejny. Radni PiS stwierdzili bowiem, że rada nie jest jednością na zewnątrz i np. kwestie reprezentacji na uroczystościach budzą wiele zastrzeżeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze