Coraz trudniej w dzisiejszych czasach o prawdziwego kolekcjonera. Kiedyś większość z nas „coś” zbierała. Teraz nie ma na to czasu. Temu stwierdzeniu przeczy Józef Szurek w Przemyśla, którego pasją jest kolekcjonowanie otwieraczy do butelek.
Pan Józef nie jest rodowitym przemyślaninem. Pochodzi z okolic Gorlic. Jego żona jest z Morąga. Przyjechali do Przemyśla i zakochali się w tym mieście. Pan Józef znalazł pracę w „poprawczaku” na Lipowicy, a potem całe lata pracował w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 2 im. Janusza Korczaka. Pasja kolekcjonowania różnych rzeczy pojawiła się dawno temu...– Jak mi wpadnie w ręce kilka podobnych, zaczynam to zbierać. Jestem wierny filatelistyce, którą uprawiam od sześćdziesięciu lat. Mój pierwszy klaser zawierał znaczki państw. Niestety, ktoś mi go ukradł. Mam znaczki z papieżem, sportowe, gołąbki pokoju. Przez chwilę zafascynowałem się numizmatyką, ale na to trzeba pieniędzy. Nie było mnie stać. Zbierałem także karty pocztowe, obrazujące pomniki Jana Pawła II, które powstawały jak grzyby po deszczu – wspomina pan Józef.
Pomysł na zbieranie... otwieraczy do butelek pojawił się zupełnie przypadkowo. Szwagier pana Józefa był w Turcji na wczasach i jako pamiątkę przywiózł mu otwieracz. – Leżał sobie kilkanaście dni. Pewnego razu kupiłem piwo i chciałem go nim otworzyć. Niestety, od razu pękł. Kiedy do kolejnej zgrzewki piwa, kupionej w jednym z barów, dodano mi firmowy, leżajski otwieracz, postanowiłem zbierać właśnie otwieracze – wyjaśnił J. Szurek.
Obecnie kolekcja pana Józefa liczy ponad pół tysiąca sztuk. Jest już niewiele krajów, z których nie miałby otwieracza. Pochodzą z każdej części świata. – Kiedy znajomi dowiedzieli się o mojej pasji, przywozili mi je jako gadżety. Córka jednego z nich przysłała mi otwieracz w kształcie buta piłkarskiego z Brazylii, córka innego wyszła za mąż za Peruwiańczyka, wyjechała do Ameryki Południowej i po dwóch latach także dostałem od niej taką pamiątkę. Inny mój kumpel, Marian Ruchel, pojechał do córki, która mieszka na Kajmanach. Przywiózł mi otwieracz stamtąd i z Kuby. Bardzo oryginalny, bo w kształcie wilka z gitarą, kupiłem na giełdzie staroci, część innych przez internet. Jak widać, ścieżki ich zdobywania są różne – opowiada pan Józef.
Chłopak nigdzie nie mógł jednak znaleźć żadnego otwieracza. Był załamany, ale poszczęściło mu się na granicy, bo tam, wśród setek szpargałów, znalazł jeden, najbardziej pospolity i był niezwykle szczęśliwy. Co ciekawe, niektórzy razem z otwieraczami przywozili mi inne pamiątki. Najbardziej oryginalną dostałem od kumpla z Australii. Do prezentu dołączył brelok na klucze, wykonany z jądra kangura! Niesamowite. Byłem w szoku – podsumował pan Józef.
Kolekcjonowanie otwieraczy wciąż go bawi, choć narzeka, że ma za małe mieszkanie, aby wszystkie wyeksponować. Zapewnia jednak, że swojej pasji nie porzuci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Oczywiście Ziuciu każdym z nich otworzyłeś flaszkę. Toś się opił i trwasz w tym dziele jeszcze? Wytrwały jesteś, że hej. Zdrowia!
Niesamowite, Ziutek (!) po 43 latach - od mojego wyjazdu z Przemyśla - widzę Twój wizerunek i, i to w niezłym stanie . Wyobraź sobie , że pracę w Zakładzie Poprawczym wspominam z dużym sentymentem. Na stronie internetowej znalazłem dyr. Jagustyna . Wiem , że kilku ludzi - na których opierał się Zakład - przeszło już na drugą stronę życia. Miło że jesteście Panowie - aktywni. Pozdrawiam. Staszek Bruździak . Warszawa.
Oczywiście Ziuciu każdym z nich otworzyłeś flaszkę. Toś się opił i trwasz w tym dziele jeszcze? Wytrwały jesteś, że hej. Zdrowia!
Niesamowite, Ziutek (!) po 43 latach - od mojego wyjazdu z Przemyśla - widzę Twój wizerunek i, i to w niezłym stanie . Wyobraź sobie , że pracę w Zakładzie Poprawczym wspominam z dużym sentymentem. Na stronie internetowej znalazłem dyr. Jagustyna . Wiem , że kilku ludzi - na których opierał się Zakład - przeszło już na drugą stronę życia. Miło że jesteście Panowie - aktywni. Pozdrawiam. Staszek Bruździak . Warszawa.