Chaos, opóźnienia, brak informacji i fatalna organizacja – takie słowa usłyszeliśmy od przedstawicieli personelu medycznego w dniu drugiej tury szczepień medyków na COVID-19, zorganizowanych w punkcie szczepień przy szpitalu wojewódzkim na Monte Cassino. Szpital odpiera zarzuty, tłumacząc, że sytuacja miała charakter incydentalny i nie wynikała z braku organizacji.
26 stycznia br. w punkcie szczepień szpitala wojewódzkiego w Przemyślu odbywała się kolejna tura szczepień w grupie zero, a więc pracowników ochrony zdrowia. Jeszcze tego dnia odebraliśmy alarmujący telefon od lekarki POZ z jednej z przemyskich przychodni (dane do wiadomości redakcji).
Z telefonicznej relacji wynikało, że na jeden dzień, 26 stycznia, do szczepienia zaproszonych zostało ponad 100 osób z personelu medycznego. Jak usłyszeliśmy, nie wskazano konkretnej godziny wizyty w punkcie szczepień, co spowodowało kumulację oczekujących na szczepienie w korytarzu, a to z kolei sprawiło, że nie sposób było zachować reżimu sanitarnego ani zalecanego dystansu.
– Panuje chaos i zupełny brak organizacji – usłyszeliśmy. – Poinformowano mnie, że szczepienia zaczną się o 7 rano, tymczasem[paywall] punkt otwarto godzinę później. Dochodzi 13, a ja nadal czekam na swoją kolej w tłumie innych oczekujących osób. Od nas, lekarzy POZ, wymaga się ścisłego przestrzegania procedur sanitarnych podczas wizyt pacjentów i takiej organizacji pracy przychodni, by ich wzajemny kontakt ograniczał się do minimum, tymczasem tu zastaliśmy sytuację zgoła odmienną – dodała lekarka.
W podobnym tonie o szczepieniu medyków, które miało miejsce w szpitalu 26 stycznia, wypowiedziała się lek. med. Aleksandra Tryczyńska z NZOZ Przychodni dla Dzieci i Młodzieży „Pediatra” w Przemyślu.
– W wyznaczonym terminie (26.01 – przyp. aut.) zgłosiłam się na szczepienie przeciwko COVID-19 do punktu szczepień w przemyskim szpitalu. W poniedziałek, 25 stycznia, zadzwoniłam do szpitala, by uzyskać informację na temat godziny, o której mam się stawić. Usłyszałam, że „nie ma możliwości podania konkretnej godziny szczepienia”. Nie padł natomiast żaden argument, dlaczego jest to niemożliwe. Szczepienia miały ruszyć o 7.00, tymczasem dopiero o godzinie 8 pojawił się ktoś, kto mógł przeprowadzić kwalifikację do szczepienia. Razem z kilkudzięcioma innymi osobami oczekiwaliśmy w małym korytarzu na swoją kolej. Wśród oczekujących medyków był również personel oddziału covidowego. Żadne zasady epidemiologiczne nie obowiązywały, bo nie sposób było zachować dystansu. Nawet wietrzenie zamkniętego pomieszczenia było problemem, udało się otworzyć jedynie drzwi do toalety, a w niej okno. Próby uzyskania informacji, w jakiej kolejności będą się odbywać szczepienia, nie powiodły się, więc niektórzy musieli wrócić do pracy, a potem przyjechać po raz drugi. Próbowaliśmy dzwonić do osób koordynujących szczepienia, ale nikt nie odpowiadał. Nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. To według mnie brak szacunku dla lekarzy i pielęgniarek, którzy w ostatnim czasie pracują ponad siły – wyraża swoją opinię lek. A. Tryczyńska, która zaznacza, że w kolejce spędziła 3 godziny razem z liczną grupą innych oczekujących.
W obu relacjach pojawiło się pytanie o to, dlaczego nie zorganizowano szczepień, umawiając poszczególne osoby na konkretną godzinę, co pozwoliłoby uniknąć zgromadzenia i dlaczego nikt nie próbował zaistniałej sytuacji uporządkować.
– Wiem, że szczepionka dotarła do szpitala w poniedziałek po południu. Wiedząc, jak liczna jest grupa do zaszczepienia, można było obdzwonić część ludzi i ściągnąć ich do punktu szczepień już w poniedziałek, co choć trochę rozładowałoby wtorkowy tłum – sugerowała lekarka, podkreślając, że zdenerwowanie udzieliło się tego dnia niemal wszystkim oczekującym.
Z pytaniem o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji zwróciliśmy się do Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio w Przemyślu. Placówka nie zaprzecza, że opisany problem miał miejsce, ale tłumaczy go poniedziałkowymi opóźnieniami dostawy szczepionek.
– Owszem, sygnalizowana sytuacja miała miejsce, jednak na co dzień takie kolejki się nie zdarzają. Było to zdarzenie incydentalne, a wynikało z tego, że w poniedziałek szczepionki dotarły do nas z dużym opóźnieniem z powodu intensywnych opadów śniegu i bardzo trudnych warunków drogowych. Z tego powodu prawie wszystkie osoby zapisane na ten dzień zostały przesunięte na wtorek. W efekcie w tym dniu mieliśmy do zaszczepienia dużo więcej osób. Powyższe zdarzenie nie wynikało z błędnej organizacji pracy, a jedynie z przyczyn obiektywnych, niezależnych od funkcjonowania punktu szczepień – odpiera zarzuty medyków rzecznik prasowy szpitala Paweł Bugira.
– Przykre jest to, że niektórzy pracownicy służby zdrowia wykazują się tak małym zrozumieniem, zwłaszcza w tym trudnym dla nas wszystkich czasie – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.O jej, jaka tragedia, raz role się odwróciły i Personel poczuł jak traktuje swoich petentów....
O jej, jaka tragedia, raz role się odwróciły i Personel poczuł jak traktuje swoich petentów....