W regionie znów chorują ryby. 6 chorych karpi odłowiono w Wiszni, drugie 6 w radymniańskim ZEK-u. Wędkarze twierdzą, że podobna sytuacja jest na wielu łowiskach w okolicy. Pytają, czy przemyski okręg Polskiego Związku Wędkarskiego robi wystarczająco dużo, by zaradzić niebezpiecznej sytuacji.
– Dziś złowiłem na rzece Wisznia 6 chorych karpi. Ohyda! Spotykam kolegę, a on zgłasza 6 sztuk złowionych na ZEK-u w Radymnie. Wszystkie chore[paywall] – relacjonuje pan Bogdan. Mimo tego, że jest doświadczonym wędkarzem, nie ma pojęcia, co to za choroba. Ryby wyłowione na lokalnych łowiskach są pokryte ropiejącymi pęcherzami, mięso jest zaczerwienione, a łuski w miejscach zakażenia zdeformowane. Pojawiają się wżery w tkance sięgające do trzewi. Choroba przypomina do złudzenia tę, która nawiedziła okoliczne akweny, a przede wszystkim zalew ZEK, w roku 2016. Wtedy zdiagnozowano u ryb bakteryjne zakażenie skóry. Wędkarze, z którymi rozmawiamy, zastanawiają się skąd się wzięła, snują domysły dotyczące jakości narybku wpuszczanego do tutejszych wód, zastanawiają się też, czy ognisko chorobowe, które pojawiło się w 2016, zostało skutecznie zaleczone.– To choroba, która pojawia się okresowo, cyklicznie w okresie wiosennym i trudno jest jej uniknąć – mówi Bogumił Antoniewski, dyrektor biura PZW w Przemyślu. Zapewnia, że związek ma świadomość występowania problemu. – Sypiemy specjalny śrut i antybiotyki – wyjaśnia Antoniewski. – Wszystkie działania podejmujemy pod nadzorem weterynarza –dodaje. Prezes radymniańskiego koła PZW Wojciech Kiszka potwierdza, że w poprzednich latach niemal na całej powierzchni ZEK-u był rozprowadzany specjalny środek. – W tym roku jeszcze takiej akcji nie było – dodaje. Wyjaśnia, że taka inicjatywa, a przede wszystkim fundusze na ten cel, pochodzą od okręgu PZW. Obaj przedstawiciele związku podkreślają jednak, że ryby do zjedzenia lekarstwa zmusić się nie da, akweny są duże, więc ogniska choroby mogą od czasu do czasu wystąpić. B. Antoniak odpiera także zarzuty dotyczące złej jakości narybku. – Wszystkie dostawy są gruntownie badane, pochodzą z dorzecza Wisły, mamy na to dokumenty – informuje.
Środowisko wędkarzy jest rozgoryczone i do sprawy podchodzi nieufnie. Pozostaje jeszcze pytanie, czy zakażone ryby są groźne dla człowieka. B. Anoniak twierdzi, że nie. – Można je nawet jeść po wcześniejszej obróbce termicznej – mówi. Prezes koła w Radymnie także potwierdza, że według informacji, które otrzymuje, ryby nie stanowią zagrożenia dla człowieka, przypomina jednak, że dwa lata temu podczas dużej epidemii było zalecenie, by odłowione chore ryby utylizować. – Ja takich ryb nie biorę, są ohydne – twierdzi pan Bogdan.
Pozostaje więc liczyć na to, że PZW opanuje chorobę. Nie ma powodu, by bić w dzwony, ale trzymanie ręki na pulsie wydaje się konieczne. Wielkimi krokami zbliża się jednak sezon wakacyjny, a kąpielisko nad ZEK-em jest jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych miasta. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że powtórki z 2016 roku nie będzie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A burmistrz i tak powie że wszystko jest w porządku..Jak zawsze...
O skąd rybę PZW miejskie koło Radymno wzięło na zarobienia ze Starzawy?
Uciekly ze Starzawy jak okazalo sie ze sa chore, przeszly przez groble. Ichtiolog zadrogi trzeba robic oszczednosci, a jak bobry wyrwe zrobily to jeszcze za ubespieczenie podobno mozna wziasc
A co burmistrz ma do ryb w zeku - odpowiada za to PZW dzierzawca.
Nie tylko Radymno taka sytuacja spotkała.. To Torki i same największe okazy tolpygi i amura padają.. Pytanie dlaczego?
A gdzie weterynarze którzy nad tym czuwają przecież do nich należy profilaktyka
A burmistrz i tak powie że wszystko jest w porządku..Jak zawsze...
O skąd rybę PZW miejskie koło Radymno wzięło na zarobienia ze Starzawy?
Uciekly ze Starzawy jak okazalo sie ze sa chore, przeszly przez groble. Ichtiolog zadrogi trzeba robic oszczednosci, a jak bobry wyrwe zrobily to jeszcze za ubespieczenie podobno mozna wziasc