Reklama

Kochał ludzi i książki... Ku pamięci śp. ks. prof. Tadeusza Śliwy

30/06/2024 14:20

Jesteśmy świadkami odchodzenia z ziemskiego „padołu” do życia wiecznego naszych bliźnich, którzy przez swe doświadczenia z okresu II wojny światowej, siermiężnych powojennych lat PRL, tak ukształtowali swój charakter, że żyli nie tylko dla siebie, ale i dla innych, a niektórzy nawet przede wszystkim dla innych. Widząc na własne oczy kruchość życia ludzkiego w czasie niemieckiej i sowieckiej okupacji, a także codzienną biedę, często w domu rodzinnym, wyrośli jako ludzie wrażliwi na otaczający ich świat i potrzeby innych ludzi. Mieli wrodzoną potrzebę dzielenia się z innymi, tak dobrami materialnym, jak wiedzą oraz doświadczeniem. Takim człowiekiem był niewątpliwe zmarły 16 czerwca ks. prof. Tadeusz Śliwa.

Ks. prof. Tadeusz Śliwa był najstarszym kapłanem nie tylko archidiecezji przemyskiej, ale i całej metropolii. Odszedł w wieku 98 lat, zachowując do końca, mimo coraz słabszych sił fizycznych, sprawność umysłu i ciekawość otaczającego świata.
Urodził się 11 listopada 1925 r. we wsi Wysoka Strzyżowska w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Bronisławy Śliwów. Ochrzczony w miejscowym kościele pw. św. Józefa pod okiem rodziców kształtował swoją pobożność. Naukę rozpoczął w miejscowej szkole ludowej, a następnie kontynuował ją w pobliskim Strzyżowie. Przerwała mu ją II wojna światowa, a następnie śmierć ojca. Musiał pomagać matce i opiekować się rodzeństwem. Wielokrotnie cierpiąc biedę, mimo to kontynuował naukę w Gimnazjum Kupieckim i Liceum Handlowym w Strzyżowie. Jednocześnie pracował fizycznie w miejscowym zakładzie Kółek Rolniczych.

Po uzyskaniu matury w 1947 r. wstąpił do przemyskiego Seminarium Duchownego i po 5 latach nauki, 22 VI 1952 r., w przemyskiej katedrze przyjął z rąk ówczesnego ordynariusza ks. bp. Franciszka Bardy święcenia kapłańskie, ku wielkiej radości całej rodziny, a zwłaszcza ukochanej matki. Posługę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w parafii w Raniżowie (1952–1953), a następnie kontynuował ją w Hyżnem (1953 – 1956). Pragnął się jednak kształcić się dalej. Uzyskując na to zgodę ordynariusza, w 1956 r. rozpoczął studia specjalistyczne na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ale po pewnym czasie wpisał się jednocześnie na Wydział Humanistyczny. W 1958 r. uzyskał licencjat z teologii na podstawie pracy o działalności biskupa reformatora Jana Dziaduskiego, ordynariusza przemyskiego w latach 1545 – 1559, napisanej pod kierunkiem wybitnego historyka dziejów powszechnych ks. prof. Mieczysława Żywczyńskiego.

Reklama

Mistrz od razu zauważył zdolnego i bardzo pracowitego studenta, który prócz filozofii, teologii, języka łacińskiego, wykazywał duże zainteresowania dziejami chrześcijaństwa. Dlatego też został promotorem jego doktoratu z teologii.


 Podczas wizyty w PWSW w Przemyślu./S.Stępień

Rozmiłowany w pracy naukowej

Ks. Śliwa jednocześnie z przygotowywaniem doktoratu uczęszczał na seminarium historyczne na Wydziale Humanistycznym KUL, prowadzone przez młodego wówczas doktora, wybitnego późniejszego historyka, Jerzego Kłoczowskiego. W 1962 r. pod jego kierunkiem obronił magisterium na podstawie pracy „Skład osobowy Kapituły przemyskiej w początkach XVII wieku”, a równocześnie w tym samym roku obronił doktorat z teologii na podstawie rozprawy pt. „Diecezja przemyska w połowie XVI wieku”, której promotorem był jego dawny mistrz ks. prof. Mieczysław Żywczyński.

Reklama


Po powrocie do diecezji pracował jako wikariusz w Trześniowie (1963 – -1964) i Rzeszowie-Staromieściu (1964 – 1965). W 1965 r. decyzją biskupa ordynariusza powrócił do Przemyśla i rozpoczął wykłady z historii Kościoła w Seminarium Duchownym, początkowo w charakterze zastępcy profesora, a następnie profesora tegoż przedmiotu. Zaczął wówczas drukować pierwsze swoje prace naukowe, najpierw na łamach „Kroniki Diecezji Przemyskiej”, a następnie innych periodyków. Te jego zainteresowania i zamiłowanie do pracy naukowej spowodowały, że został w 1969 r. został wysłany do Rzymu, gdzie w archiwach watykańskich zaczął gromadzić materiały do przyszłej pracy habilitacyjnej. Uczęszczał tam również na wykłady w Papieskim Instytucie Orientalnym.

Po dwóch latach powrócił na stanowisko profesora w przemyskim seminarium. Prócz historii Kościoła wykładał przez lata także patrologię, metodykę pracy naukowej, a przez pewien czas także język łaciński. Kierował seminaryjną biblioteką. Wobec studentów był bardzo wymagający, ale i sprawiedliwy. Bardzo starał się o to, aby kleryk, który nie uzyskał pozytywnej oceny, nie odchodził z egzaminu załamany, ale z przekonaniem, że wymagany programem materiał jest mu osobiście bardzo potrzebny jako przyszłemu kapłanowi.

Reklama


Pamiątkowa fotografia z uroczystości nadania ks, prof. T. Śliwie członkostwa honorowego TPN./ks. Piotr Czernecki

Pomagał i doradzał

Kontakty z lubelskim środowiskiem naukowym spowodowały, że rektor powierzył mu organizację i prowadzenie seminarium magisterskiego. Pod jego kierunkiem kilkudziesięciu alumnów uzyskało stopień magistra w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, potem wielu doktorat, a niektórzy nawet habilitację i profesurę. Śledził ich kariery naukowe, pomagał, doradzał i był z nich bardzo dumny. Sam zaś z czasem stał się jednym z najwybitniejszych w Polsce znawców Kościoła Wschodniego, zwłaszcza greckokatolickiego. Cały czas dużo na ten temat publikował. Spod jego pióra wyszło ok. 300 różnych publikacji: książek, artykułów, recenzji, dokumentów, przyczynków. W międzyczasie dojeżdżał z wykładami z historii Kościoła Wschodniego prowadzonymi na Wydziale Historii Kościoła Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

Reklama

Funkcję profesorską i naukową zawsze łączył z posługą duszpasterską, nigdy nie zapominał, że jest przede wszystkim kapłanem. Przez wiele lat był kapelanem ss.albertynek oraz w Zakładzie Opieki Leczniczej w Przemyślu. Znacząco przyczynił się do rozbudowy domu zakonnego i znajdującej się w nim kaplicy, na której budowę aktywnie kwestował. Posługiwał wśród chorych, opuszczonych i nieszczęśliwych, nigdy też nie odmawiał jałmużny osobom, które zapukały do jego drzwi. Sam zdecydowanie unikał wszelkich odznaczeń i godności kościelnych.

Wzorem był dla niego św. brat Albert i tak jak on żył ubogi wśród ubogich. Wielkimi wzorcami byli dla niego błogosławieni przemyscy kapłani Jan Balicki i Bronisław Markiewicz. Wydał drukiem ich biografie, które – już będąc na emeryturze – rozdawał klerykom, zachęcając aby poznawali ich życie i naśladowali kapłańską posługę.

Reklama

Co go trzymało przy życiu?

Sam od urodzenia nie był dobrego zdrowia, a dożył niemal 99 lat. Co go tak trzymało przy życiu? Z pewnością nieustająca chęć pracy, zainteresowania naukowe i wciąż niekończąca się chęć pisania o przeszłości Kościoła i ludzi. Niemal do ostatnich dni planował coś drukować. Bardzo chciał na nowo opracować i poszerzyć swe broszurki o biskupach Tadeuszu Błaszkiewiczu i Stefanie Moskwie, których obdarzał szczególną estymą.  


Nie był człowiekiem wylewnym, ale ciepłym wewnętrznie i uczynnym. Bardzo lubił, gdy się go odwiedzało. Pytał o wszystko, choć w ostatnich latach życia to głównie o starszych wiekiem braci w kapłaństwie. Bardzo przeżywał wojnę na Ukrainie. Mówił, że wciąż ma przed oczami złote kopuły kijowskich cerkwi. Miasto, które kiedyś spontanicznie odwiedził i był nim zachwycony.

Reklama


Ks. Tadeusz Śliwa/archiwum


Odszedł człowiek, kapłan i uczony. Na polu naukowym był mistrzem nie tylko dla tych, co słuchali Jego wykładów, co pisali u Niego prace, ale także dla tych, którzy wzorowali się na jego pisarstwie, słuchali jego życzliwych rad i zachęt do badań historycznych. Spoczął, zgodnie ze swym życzeniem, na cmentarzu parafialnym w rodzinnej Wysokiej Strzyżowskiej, wśród grobów swych najbliższych, rodziców, rodzeństwa i krewnych. W Przemyślu pozostawił po sobie dobrą pamięć. Wielu długo wspominać będzie Jego charakterystyczną postać, wysokiego, szczupłego starszego pana, zawsze w sutannie lub czarnym garniturze, koszuli zawsze z koloratką i nieodłącznym baskijskim beretem, noszonym nawet w lecie.

Reklama


Pozostawił po sobie duży dorobek pisarski, bez zapoznania się w nim nie da się pisać o dziejach Kościoła rzymskokatolickiego w metropolii przemyskiej, a także Kościele greckokatolickim i innych wyznaniach chrześcijańskich.
Śp. ks. prof.Tadeusz Śliwa odszedł tak jak żył – cicho, bez rozgłosu. Ci, co Go znali, zawdzięczają mu tak wiele, zarówno jako człowiekowi, jak i uczonemu.


Stanisław Stępień

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/10/2024 12:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama