Psycholodzy już dawno ostrzegali, że sytuacja spowodowana pandemią ma wpływ na naszą osobowość, co może objawiać się w formie nietypowych zachowań i reakcji. Niemal codziennie napływają informacje o takich przypadkach.
W ubiegłym tygodniu w stolicy pewien psychiatra z szesnastego piętra strzelał z wiatrówki do portretów na banerach wyborczych. Zatrzymany tłumaczył, że chciał w ten sposób odreagować napięcie. W Poznaniu 40-letni mężczyzna o północy, goły jak święty turecki, pluskał się w fontannie. Strażnikom miejskim wyjaśnił, że wykonuje polecenia ministra zdrowia, który nakazał dbać o higienę. Również w naszym regionie nie brakuje przykładów na to, że ludziom odbija. Pod koniec maja trzej koledzy pracujący w jednej firmie doszli do wniosku, że dłużej tak się nie da. Któryś miesiąc z kolei siedzieli przez osiem godzin w jednym pokoju w przepisowych odległościach, oddzieleni pleksiglasowymi kurtynami, z przyłbicami na twarzach, bo szef szczególnie dbał o bezpieczeństwo załogi. W tej sytuacji konieczny był reset. Postanowili, więc, że w najbliższy weekend urwą się tam, gdzie przez dwa dni będą mogli żyć normalnie. Jeden z nich miał domek letniskowy, idealną miejscówkę na takie wypady. W piątek zaopatrzeni obficie w płyny odkażające pojechali się resetować na łonie przyrody. W sobotę rano dokładnie sprawdzili zawartość butelek rozrzuconych dookoła wygaszonego grilla, ale w żadnej nie znaleźli ani kropli życiodajnego płynu. Wiedząc, że następnego dnia nie przeżyją o suchym pysku postanowili pojechać do pobliskiego miasteczka i uzupełnić zapasy.
Wprawdzie wszyscy byli wczorajsi i żaden nie powinien siadać za kierownicą, ale pragnienie było silniejsze niż rozsądek. Przed wejściem do sklepu nałożyli maseczki i wparowali do środka. W sklepie nie było klientów i któryś z nich wpadł na pomysł żeby zażartować. Krzyknął do dziewczyny za ladą: To jest napad. Dawaj kasę. Dziewczyna dała nura na zaplecze i zabarykadowała się skrzynkami, a nietypowi klienci widocznie zorientowali się, że przesadzili, bo szybko wyszli. Nie przypuszczali, że dziewczyna potraktowała to poważnie i zadzwoniła na policję. Zostali zatrzymani koło innego sklepu na sąsiedniej ulicy. Policjantom tłumaczyli, że coś im odbiło i to był tylko żart, ale funkcjonariusze widocznie nie mieli poczucia humoru, bo zatrzymali całą trójkę do dyspozycji prokuratora, który ma ocenić, jaki artykuł można im przypisać. W każdym razie nie był to udany reset.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze